Jeszcze do niedawna funkcjonowało ogólne przeświadczenie, że oczyszczalnia ma służyć do oczyszczania ścieków, a wszystko pozostałe stanowi tylko ich dodatkową działalność. Tymczasem muszą się one zmienić w zakłady wytwórczo-przetwórcze – mówi prof. Małgorzata Kacprzak z Politechniki Częstochowskiej, z którą rozmawiamy o planowanych zmianach w rozporządzeniu dotyczącym komunalnych osadów ściekowych.

Obecnie przepisy rozporządzenia Ministra Środowiska dotyczące sposobów postępowania z komunalnymi osadami ściekowymi obowiązują od 2015 r. Jak ocenia pani planowane zmiany w rozporządzeniu proponowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska – nie tyle pod kątem organizacji pracy oczyszczalni i kosztów, choć to ważny temat, ale pod kątem możliwego wykorzystania potencjału zawartego w osadach ściekowych?

50% kosztów pracy prowadzenia instalacji jest związanych z oczyszczaniem ścieków. Druga połowa to koszty związane właśnie z zagospodarowaniem osadów, ich stabilizacją, odwadnianiem itd. Gospodarka osadowa jest więc bardzo kosztochłonna. Jeśli rozporządzenie zostanie wprowadzone w zaproponowanej formie, na pewno przełoży się na konieczność nowych inwestycji. Ale warto pamiętać, że wymusza też drogę w kierunku tworzenia produktów z osadów. I w tym sensie oceniam je dobrze. Paradoksalnie krokiem w dobrym kierunku jest wyznaczenie wskaźnika dopuszczalnej zawartości suchej masy organicznej w ustabilizowanych osadach.

Określono go na maksymalnie 60%. Samorządy i przedsiębiorstwa wodociągowe krytykują ten zapis. Dlaczego? I skąd w ogóle ten konkretny wskaźnik procentowy?

Mówiąc...