Mimo że od wprowadzenia do polskiego prawodawstwa terminu „opłata retencyjna” minęło już niemal trzy i pół roku, wciąż jej definicja oraz konsekwencje jej wprowadzenia budzą wiele wątpliwości. A tymczasem zagospodarowanie wód opadowych staje się coraz istotniejsze.

Jednym z celów implementowanej do polskiego porządku prawnego Ramowej Dyrektywy Wodnej jest wprowadzenie do systemów prawnych państw członkowskich zasady zwrotu kosztów za usługi wodne, z uwzględnieniem zasady „zanieczyszczający płaci”. W założeniu ma ona przyczynić się do tego, że podmioty korzystające ze środowiska będą z niego korzystać w sposób efektywny i oszczędny, przyczyniając się w konsekwencji także do ochrony ilościowej wód.

Dlaczego płacić za „wodę z nieba”?

Opłata za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej (tzw. opłata retencyjna lub „podatek od deszczu”) jest jedną z opłat za usługi wodne przewidzianą w ustawie z 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne. To opłata nieznana polskiemu systemowi prawnemu przed wejściem w życie ustawy i niemająca swojego odpowiednika w opłatach za korzystanie ze środowiska. Od 1 stycznia 2018 r. przedmiotowa opłata jest pobierana od właścicieli nieruchomości w zamian za odprowadzanie z nieruchomości wód odpadowych i roztopowych. Pomimo obowiązywania ustawy już przez prawie trzy i pół roku, jej brzmienie nadal budzi wiele wątpliwości i kontrowersji.

W kontekście celów i zasad Ramowej Dyrektywy Wodnej opłata retencyjna została wprowadzona, by zachęcić właścicieli nieruchomości do zagospodarowania wód opadowych, np. poprzez projektowanie i budowę zbiorników retencyjnych czy tzw. opasek chłonnych. Takie działania...