Ogród to też dom – to idea, która przyświeca mi od zawsze w pracy zawodowej – projektowej i realizacyjnej. W skrócie – chodzi w niej o to, żeby przebywać w ogrodzie i przestrzeni zewnętrznej w podobny sposób jak we wnętrzach. Stosując zasady projektowania odpowiedzialnego, gospodarować tak przestrzenią, aby w pełni korzystać z jej potencjału przy możliwie szerokim wachlarzu możliwości wykorzystania ogrodu do pracy, rekreacji czy relaksu. W przestrzeni publicznej dochodzi jeszcze animacja kulturalna, a co najważniejsze – integracja społeczna, budowanie społeczeństwa obywatelskiego, przeciwdziałanie polaryzacji i wykluczeniom.

Obserwacja trwających w kraju procesów rewitalizacyjnych w przestrzeniach publicznych skłoniła mnie do refleksji, w którą stronę podążamy i czy faktycznie wyjdzie nam to na zdrowie. Czy te procesy tworzenia „nowego życia” dają oczekiwane efekty?

Fejsbukowe projekty na chwilę

Jednym z problemów, który pojawia się w ramach procesów rewitalizacyjnych w przestrzeni, są „fejsbukowe projekty na chwilę”. To takie, w których instytucja animująca za pomocą palet transportowych, bigbagów, opon, śrutu, drutu i giętkiego parasola prowadzi w zdegradowanych przestrzeniach np. podwórek, działania animacyjno rekreacyjne, budując ogród recyklingowy „bez przyszłości”. Wszystko to fajnie wygląda w mediach społecznościowych, ludzie się uśmiechają i ciężko pracują. Potem mija chwila, kończy się projekt dla NGO, kończą się pieniądze i wszystko niszczeje, staje się zapomniane. Nie powstaje nowa jakość. Powstaje coś gorszego niż było – pojawia się spotęgowany brak...