Był to czas próby – tak najkrócej podsumowałbym 2017 r.
Próby dla solidarności, wytrwałości oraz mądrości branży wodociągowej. I od razu powiem, że moim zdaniem, tę próbę przeszliśmy. 
Tym razem, zamiast podsumowywać rok, wyliczając najważniejsze wydarzenia dla branży wodociągowej, postanowiłem skupić się na jednym. Na batalii o interes nie tylko

nasz, ale i naszych odbiorców, a także samorządów w czasie zmieniających się kluczowych przepisów. Proszę Państwa, takiej rewolucji w regulacjach dotyczących spółek wodociągowych i kanalizacyjnych nie mieliśmy w Polsce od lat. Pierwotnie przedstawione projekty zapisów Prawa wodnego były nie do przyjęcia. Teraz mogę ujawnić nasze wyliczenia, bo na szczęście nie są one już aktualne. Wcześniej nie chcieliśmy straszyć naszych odbiorców, gdybyśmy bowiem bezpośrednio przeliczyli koszty nowych opłat na cenę wody, to wzrosłaby o 17%! Takiej podwyżki nie było 
(i mam nadzieję, że nie będzie) w najnowszej historii Wodociągów Kieleckich, czyli od czasów opanowania w Polsce inflacji. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by się działo, gdyby taką informację otrzymali nasi odbiorcy. Oczywiście, można było podwyżki nieco złagodzić, wprowadzając oszczędności, ale o ile? O 3 lub 5 punktów procentowych maksymalnie... Inne możliwości to zadłużyć się, ponosić straty lub liczyć na dotacje do opłat z samorządów. Wszystko zapowiadało się po prostu paskudnie.
Wielka mobilizacja
Na szczęście tak się nie stało. Od początku nacisk i lobbing naszej branży były widoczne i nasilały się, im bliżej było do skierowania nowych przepisów pod obrady Parlamentu. Kilka stanowisk i listów wystosowała Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie”. Nie były to pisma miałkie, nijakie, ale konkretne i dobitne. Prowadzono dyskusje otwarte i w kuluarach. Sprawę poruszano na każdej konferencji branżowej organizowanej w kraju. Żadna impreza nie mogła się odbyć bez referatów oraz paneli pod tytułami zaczynającymi się od „Nowe Prawo wodne…”. 
Wspomagaliśmy się opiniami wybitnych prawników. Szybko przygotowywali oni interpretacje zmieniających się projektów i odnajdywali newralgiczne zapisy. W prasie branżowej ukazało się mnóstwo rzeczowych i merytorycznych artykułów. Nieco gorzej było z prasą opiniotwórczą i mediami tzw. mainstreamu, ale tu raczej nie dostrzegam naszych zaniedbań, lecz winię ogólny kryzys mediów. Dla nich ten temat był po prostu zbyt skomplikowany, mało nośny oraz mało sensacyjny.
Co udało nam się osiągnąć? Po pierwsze, opłaty stałe, o których wspomniałem, zostały ustalone na poziomie znacznie niższym niż w pierwszych projektach. Pozwoliło to niektórym spółkom, choćby takim jak nasza, w których końca dobiegał czas obowiązywania ustalonych taryf, na pozostawienie cen na dotychczasowym poziomie lub tylko na niewielkie podwyżki. Po drugie, część opłat została rozłożona w czasie, uniknęliśmy więc terapii szokowej. Tak naprawdę większe koszty pojawią się dopiero w 2019 r.  A przecież nie było łatwo. Często nasze wątpliwości nie były rozwiewane przez ministerstwa, a jeśli już, to wyjaśnienia docierały do nas z opóźnieniem. Zdarzało się, że na konsultacje mieliśmy niezmiernie mało czasu. Jednak walczyliśmy, a fakt prowadzenia niewłaściwych konsultacji wytknęła ostatnio Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie”.
Silnego poznaje się, gdy nie jest łatwo
Z tego wszystkiego, co zrobiliśmy, jestem dumny. Bo przecież silnego człowieka poznaje się nie wtedy,  gdy jest dobrze, ale kiedy musi sobie poradzić z trudnościami. We wszystkim można znaleźć pozytywne aspekty. Miniony rok zmobilizował branżę w takim stopniu, jakiego nie widziałem od lat. To dobrze wróży na 2018 r., który również nie będzie należał do łatwych. W życie wchodzą nowe przepisy o zbiorowym dostarczaniu wody i odbiorze ścieków. Zaczyna działać Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie jako nowy regulator. Już widać pierwsze rafy – na przykład wciąż nie wiemy (prawnicy się spierają), czy na nowe taryfy mamy 90 dni, 180 czy może coś pomiędzy. A musimy je wyliczyć aż na trzy lata, co również stanowi nie lada problem. Tak więc mobilizujmy się dalej, naciskajmy, lobbujmy i przekonujmy, że nie walczymy tylko o własne interesy, ale troszczymy się o naszych odbiorców – mieszkańców miast i gmin.
Żeby nie pozostawić wrażenia, że tylko te sprawy zaprzątały moją uwagę w minionym roku, chcę jeszcze o czymś wspomnieć. Przygotowywaliśmy się do realizacji inwestycji w ramach nowej perspektywy finansowej UE. Niektórzy ogłosili pierwsze przetargi, inni nawet zrealizowali pierwsze inwestycje. Nam w Kielcach udało się już zmodernizować część kanalizacji metodą bezwykopową. Nie ma bowiem na co czekać, czasu jest mniej niż ostatnio, a koszty inwestycji, niestety, są wyższe. 
Pozostaje mi życzyć Państwu w nowym 2018 r. dalszej wytrwałości, siły i wiary w stare powiedzenie – co nas nie zabije, to nas wzmocni.