W ostatnich dniach rynek ZSEE skurczył się o kolejne kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt procent.

To wynik „walki” pomiędzy największymi organizacjami odzysku (O.O.), które, konkurując o wprowadzających sprzęt, posługują się wyłącznie argumentem cenowym. Należy się zastanowić, co to oznacza dla branży i zakładów przetwarzania, które wykonują niezwykle ważną pracę w systemie zbiórki i przetwarzania ZSEE?

Jeszcze w 2012 r. średnia cena za zbiórkę i przetwarzanie lodówek wynosiła ponad 500 zł/t. Już w tamtym czasie była to kwota znacznie poniżej unijnych wartości, ale i tak z dzisiejszej perspektywy wydaje się astronomiczna. W kolejnych latach następowały spadki, aż w 2015 r. odnotowano ok. 200 zł/t (przy czym ceny będą się pewnie wahały od 100 do 300 zł w zależności od O.O.). Oczywiście, abstrahując od tego, że O.O. praktycznie oddzielnie nie finansują przetwarzania sprzętu chłodniczego, traktując go jako grupę wielkogabarytowego sprzętu. Podobnie jest w przypadku pralek – cena za zbiórkę i przetwarzanie zmalała z ponad 350 zł w 2012 r. do 130 zł w 2015 r.

Zatem na przestrzeni czterech lat spadki cen za zbiórkę i przetwarzanie ZSEE są większe niż 60%! Dotyczy to również pozostałych grup elektrośmieci. Czy te spadki mają jakieś uzasadnienie? Czy łatwiej jest zbierać sprzęt? A może jego przetwarzanie stało się...