Kamila Jakimowicz, obecnie właścicielka Szkoły Językowej JUNIOR w Koninie, pierwszy raz o własnym biznesie pomyślała, gdy była w ciąży. – Martwiłam się, że po powrocie z urlopu macierzyńskiego mogę stracić pracę. Kondycja firmy, w której pracowałam, nie była najlepsza. Wiele miejsc pracy zlikwidowano w ramach oszczędności – wspomina Jakimowicz. Wtedy poznała młodą dziewczynę, właścicielkę kilku szkół rodzenia. – Pomyślałam: skoro

ona daje sobie radę, to czemu ja bym miała sobie nie poradzić – opowiada Jakimowicz. Narodził się pomysł na otwarcie własnej szkoły językowej. – Kupiłam jedną z licencji franczyzowych i otworzyłam szkołę nauki języków obcych dla przedszkolaków. Zainwestowałam w ten projekt wszystkie swoje
oszczędności – dodaje Jakimowicz. Niestety, po pół roku firma zlikwidowała wszystkie franczyzy w Polsce i wycofała się z licencji. Kamila Jakimowicz była załamana. – Byłam rozstrzęsiona. Straciłam narzędzie pracy. Dodatkowo wymówiono mi umowę najmu pomieszczenia, gdzie była szkoła.
Znów musiałam zaczynać wszystko od zera – mówi Jakimowicz. 

Skąd wziąć pieniądze?

Kamila Jakimowicz bała się tworzenia czegoś własnego od podstaw. – Nie chciałam otwierać samodzielnej placówki, ponieważ budowa programu dydaktycznego pochłania mnóstwo czasu i wymaga wiele pracy. Poza tym szukałam czegoś nowego. W Polsce rynek jest mocno nasycony najróżniejszymi szkołami językowymi. Ja szukałam czegoś naprawdę wyjątkowego. Kiedy już nie wiedziałam, co robić, usłyszałam o metodzie
nauki języka obcego Genki English – wspomina Jakimowicz. Jednak ponownie potrzebne były środki na realizację nowej inwestycji. – Koleżanka powiedziała mi o inicjatywie JEREMIE. Podeszłam do tego ostrożnie. Bałam się kredytów. Pomimo strachu, udałam się do Agencji Rozwoju Regionalnego w Koninie, gdzie panie wytłumaczyły mi mechanizm działania JEREMIE. Postanowiłam zaryzykować – opowiada Jakimowicz. Zainwestowała ostatnie pieniądze zarobione na poprzedniej szkole i wzięła pożyczkę na 10 tys. zł. W sumie miała niecałe 12 tys. zł. Z tych środków wyposażyła nową szkołę w tablicę interaktywną, laptopy, projektor i niezbędne meble. Wcześniej pracowała na starym sprzęcie i pożyczonym telewizorze. – W sierpniu 2014 r. składałam wniosek o udzielenie pożyczki. Miałam niewiele czasu do rozpoczęcia roku szkolnego. Pieniądze otrzymałam w ciągu dwóch tygodni, dlatego zdążyłam wszystko przygotować do zajęć – cieszy się Jakimowicz. W pierwszym roku szkolnym na zajęcia uczęszczało 15 dzieci. W tym roku jest ich ok. 30. – Ważny jest dla mnie fakt, że 90% uczniów z pierwszego roku szkolnego postanowiło kontynuować naukę w mojej szkole. – mówi Jakimowicz. Środki z JEREMIE właścicielka przeznaczyła również na promocję. – Jednak najlepszą
promocją dla mnie są zadowoleni klienci, którzy polecają moją szkołę swoim znajomym – opowiada Jakimowicz.

Nowa metoda nauczania

W lekcjach mogą uczestniczyć dzieci od trzeciego roku życia. Kurs nie ma ograniczeń wiekowych, jednak uczą się w mojej szkole głównie dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. – Zajęcia prowadzimy zgodnie z metodą Genki English, którą stworzył Richard Graham. Genki w języku japońskim oznacza wesoły, dynamiczny. Program bazuje na prostych i łatwo wpadających w ucho piosenkach. Zajęcia są dynamiczne i wesołe, nastawione na łamanie barier językowych. Dziecko ma uczyć się w trakcie zabawy. Oczywiście pod łatwymi tekstami kryją się również skomplikowane
zagadnienia gramatyczne. Jednak w takiej formie są sprawniej przyswajalne. Według Richarda Grahama, mamy do czynienia z pokoleniem dzieci play station, które woli zdobywać wiedzę przez interaktywne, dynamiczne zajęcia, niż naukę z książką, tak jak to jest w tradycyjnych szkołach. Właśnie
w dynamice i budowaniu pewności siebie tkwi cały sekret – tłumaczy Jakimowicz. W ramach zajęć dzieci nie tylko słuchają i śpiewają piosenki, ale też grają w gry UNO oraz inne gry planszowe. – Gramy w te gry i bawimy się w wiele zabaw ruchowych w języku angielskim, dzięki czemu dziecko oswaja się z nowym językiem i potrafi go zastosować w życiu codziennym – wyjaśnia Jakimowicz.

Z JEREMIE mogę spać spokojnie

Na stworzenie Szkoły Językowej JUNIOR Kamila Jakimowicz wzięła jak najmniejszą pożyczkę. – Widziałam już takie firmy, które na początku przeinwestowały, a potem musiały zakończyć działalność. Ta pożyczka była pewnym sprawdzianem, czy damy radę i czy mój pomysł okaże się trafiony. Raty nie są wysokie, podobnie jak odsetki. Gdybym wzięła kredyt, to na pewno byłoby mi trudniej go spłacić. Z pomocą JEREMIE mogę spać i pracować spokojnie, a także myśleć o dalszym rozwoju – mówi Jakimowicz. Jednak to nie koniec przygody z JEREMIE. Właścicielka Szkoły Językowej JUNIOR w Koninie chce w przyszłości wziąć większą pożyczkę na swój nowy pomysł. – Wraz z innymi nauczycielkami chcemy otworzyć Uniwersytet Malucha, gdzie będą różne dodatkowe zajęcia, tj. zumba dla dzieci, balet, zajęcia kompensacyjne, angielski. Do tego będzie potrzebna
oczywiście większa ilość środków finansowych. Najprawdopodobniej znów złożę wniosek w ramach inicjatywy JEREMIE, możliwe że już w przyszłym roku – zapowiada Jakimowicz. Kamila Jakimowicz dzięki JEREMIE stanęła na nogi, mogła otworzyć własną firmę. – Patrzę w przyszłość z ostrożnym optymizmem, jednak wciąż optymizmem. Myślę, że krok po kroku z pewną pomocą będę mogła realizować swoje plany – mówi Jakimowicz.