Obecny rząd nie ma u ekologów najlepszych notowań. Bo też ekolodzy nie są poważnie traktowani przez rząd. W ubiegłym roku premier Jarosław Kaczyński oświadczył, że zbyt dużo mamy w Polsce obszarów chronionych, co stanowi przeszkodę w pomyślnym rozwoju kraju. Pogląd ten kłóci się wyraźnie z proekologiczną polityką Unii Europejskiej. Na
tym polu wyjątkowo często wchodzimy w konflikt z unijnym prawem. Rezultat jest taki, że grozi nam odcięcie wielu funduszy, a także płacenie kar za nieprzestrzeganie przepisów. Prawo unijne jest tak skonstruowane, że "opłaca się" chronić przyrodę. Nasi politycy tego nie dostrzegają. Sieć obszarów chronionych Natura 2000 to ogólnoeuropejski system, którego celem jest zachowanie terenów dzikiej przyrody, ochrona ginących gatunków ptaków i ich siedlisk. Rozwój gospodarczy na tych obszarach jest możliwy, chociaż podlega pewnym ograniczeniom. W wielu krajach europejskich wykorzystuje się wyjątkowe walory obszarów Natura 2000. Rozwijane są na nich różnorodne formy turystyki, działalności rolniczej i rzemieślniczej. Unia uruchomiła specjalne programy i fundusze wspierające zrównoważony rozwój na tych terenach. Tymczasem polski rząd widzi w Naturze 2000 jedynie przeszkodę na drodze pomyślnego rozwoju i robi wszystko, żebyśmy mieli jak najmniej obszarów chronionych.
Wojna ekologów z kolejnymi rządami o lepsze traktowanie Natury 2000 trwa właściwie od początku funkcjonowania tego programu w naszym kraju. Pisałem o tym już nie raz. Temat powraca, gdyż obecny polski rząd właśnie w tej sprawie został pozwany przed unijny sąd. Komisja Europejska zarzuca Polsce rażące zaniedbania przy typowaniu terenów do Natury 2000. Generalny zarzut sprowadza się do tego, że mamy stanowczo zbyt mało obszarów ochrony ptaków. Unia potwierdza tylko to, o czym ekolodzy mówili od lat. Na terenie Polski żyje wiele gatunków ptaków, które warto chronić. Jeszcze przed przystąpieniem do Unii przygotowano listę 140 obszarów kwalifikujących się do ochrony ptaków w ramach sieci Natura 2000. Obejmowały one ok. 14% powierzchni kraju, co lokowało nas blisko średniej europejskiej. Pierwsza redukcja dokonana przez rząd SLD była drastyczna. Na liście wysłanej do Komisji Europejskiej pozostały 72 obszary. Protesty i apele ekologów nie odniosły wtedy żadnego skutku. Wydawać by się mogło, że już gorzej być nie może. A jednak obecny rząd w imię rozwoju i postępu zredukował tę listę znów blisko o połowę. W wersji przesłanej na początku tego roku do Komisji Europejskiej zabrakło 34 obszarów.
Pośród wykreślonych terenów znajdują się ostoje rzadkich gatunków.
Adam Wajrak w "Gazecie Wyborczej" w artykule poświęconym tej sprawie pisze: (...) Wykreślono z listy m.in. takie ostoje jak Beskid Niski. Tam żyje największa w Unii Europejskiej populacja orlika krzykliwego, za którego ochronę Polska jest szczególnie odpowiedzialna. A z obszaru Borów Dolnośląskich wycięto tereny, na których gnieżdżą się sowy włochatki i najmniejsze europejskie sowy sóweczki. (...) W sumie na obszarach, które wyparowały z listy, żyje ponad połowa polskiej populacji niezwykle rzadkiego dzięcioła białogrzbietego, rybitwy białowąsej, 40% puszczyka uralskiego i jedna piąta naszej populacji rybołowa.... Wygląda na to, że listę okrojono na chybił trafił, kierując się może jakąś wytyczną co do ilości. Przedstawiciel Ministerstwa Środowiska zapewnia jednocześnie, że program Natura 2000 traktowany jest przez rząd priorytetowo. To już jest jawna kpina.
Unia Europejska dużo lepiej troszczy się o polską przyrodę niż polskie rządy. Ostatni z nich pod względem antyekologicznych posunięć wyraźnie wiedzie prym. Tracimy na tym wiele funduszy, a dodatkowo grożą nam dotkliwe kary pieniężne. Czy na tym ma polegać nasza polityczna suwerenność?

Radosław Gawlik, członek Rady Krajowej Zieloni 2004