Zatem rozpoczął się. Przez niektórych upragniony i oczekiwany z nadziejami. Przez innych przyjmowany niechętnie – bo a nóż coś pogorszy. Tak czy inaczej nie będzie on rokiem zwyczajnym. Przynajmniej nie powinien taki być w jednej z dziedzin ochrony środowiska –gospodarce odpadami. A to przez wzgląd na zapisany w Krajowym Planie Gospodarki Odpadami 2010 i zgodny z oczekiwaniami Komisji Europejskiej wymagany poziom redukcji ilości składowanych odpadów biodegradowalnych. Dla przypomnienia – od tego roku nie może być deponowanych więcej niż 75% masy tego rodzaju odpadów wytworzonych w 1995 r. Jeśli zatem chcemy uniknąć unijnych sankcji, to trzeba zacząć naprawdę działać (niezależnie, w jakim systemie prawnym przyjdzie realizować to zadanie). I choć, jak pisze w bieżących „Zeszytach Komunalnych” dr Jan Jerzmański: „Proces ewentualnego nakładania kar musiałby być długi – można się spodziewać, że ETS w >>pierwszym<< wyroku wyznaczyłby długie okresy na doprowadzenie do zaniechania naruszeń prawa wspólnotowego”, to nie można tej ewentualności ignorować, o czym zresztą wspomina autor powyższego stwierdzenia, pisząc „Nie oznacza to jednak w żadnej mierze, iż groźbę ewentualnej kary należy zlekceważyć”. Cóż, być może rzeczywiście potrzeba rewolucji w przepisach i przejęcia własności strumienia odpadów przez samorząd, ale są przykłady na to, że i w obecnym systemie prawnym można z sukcesem...