Mam wrażenie, że już kiedyś pisałem o tym we „wstępniaku”, ale być może to tylko złudzenie spowodowane powszechnością i wieloletnim występowaniem tego zjawiska? Chodzi o odpady komunalne, a w zasadzie… o ich brak w wyspecjalizowanych w ich przetwarzaniu obiektach. Gdy wsłuchać się w głosy eksploatatorów takich zakładów, szczególnie tych o statusie instalacji regionalnych, jawi się wręcz „apokaliptyczna” wizja ogłaszania upadłości przedsiębiorstw i zwrotu milionów euro pochodzących z unijnych dotacji. Niektóre z nich są w stanie zapewnić zajęcie załodze tylko przez dwa dni w tygodniu, przez resztę czasu obserwując, jak śmieciarki z odpadami przejeżdżają obok zakładu w kierunku innej instalacji. Gdzie indziej płynność finansową utrzymują tylko dzięki temu, że swego czasu zainwestowano w instalację ujmowania i przetwarzania gazu składowiskowego w energię. Uzyskiwane z tego profity, w sytuacji braku dostaw odpadów, pozwalają dziś przetrwać. Pytanie tylko, jak długo? W odpowiedzi słychać: byle do 1 lipca br. Ale czy na pewno? Można się nad tym mocno zastanawiać, gdy weźmie się pod uwagę, że w wielu gminach stawka opłaty za gospodarowanie odpadami, jaką właśnie od połowy roku będą płacić właściciele nieruchomości od zadeklarowanej osoby (segregującej odpady), wynosi ok. 3 zł. Czyżby w regionie gospodarki odpadami komunalnymi, w którym funkcjonuje taka gmina (a...