Choć w ustawie o odpadach zmieniona została definicja rozróżniająca odpady zielone od bioodpadów, nie rozwiązuje to problemu organizacyjnego i technologicznego w zakresie osobnego traktowania odpadów z ogrodów i pochodzących z kuchni. Jednak w połączeniu z likwidacją regionalizacji dla tego typu odpadów daje to nadzieję na efektywniejsze ich zagospodarowywanie, także w kontekście zasady bliskości. Jak gminy powinny zająć się kwestią bioodpadów, by to zagospodarowanie było skuteczne?

Zajmowanie się problemem osobnego zbierania różnych rodzajów bioodpadów jest dla wielu samorządów czymś abstrakcyjnym. Już samo zbieranie bioodpadów – jako wymóg dodatkowego pojemnika lub worka w stosunku do papieru, metali i tworzyw oraz szkła – jest dla wielu nie lada wyzwaniem. Świadomość ekologiczna obywateli w tym zakresie także nie jest najlepsza, co wespół z rosnącymi cenami za odbieranie i zagospodarowanie odpadów sprawia, że zbieranie bioodpadów staje się działaniem trudno akceptowalnym. Średnie wyniki sprawozdawcze wskazują, że około 70% strumienia odpadów komunalnych zbierane jest jako zmieszane (niesegregowane). Stąd, jeśli wydzielenie jednej z najcięższych frakcji, jaką są bioodpady, nie powiedzie się, wówczas 50% i wyższe poziomy recyklingu, liczone według metody zapisanej w znowelizowanej Ustawie z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. DzU z 2018 r. poz. 1454, z późn. zm.), staną się niemożliwe...