Kluczowe zadanie m.p.z.p. to ochrona ładu przestrzennego. Z perspektywy funkcjonalnej najważniejsza jego część to określenie przeznaczenia poszczególnych terenów. Dopiero to daje podstawę do dalszych działań, w tym wyznaczania zasad zagospodarowania terenu. W praktyce różne organy, w tym sądy, oderwane od pojęć urbanistycznych, próbują mieszać ze sobą te pojęcia, traktując je jako równoznaczne. Stanowi to poważny błąd.

Przeznaczenie terenu określają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Nie robią tego natomiast studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (które jedynie mogą bazować na wcześniejszym przeznaczeniu terenu) ani tym bardziej decyzje o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Problem z jednoznaczną formułą

Naczelny Sąd Administracyjny (wyrok z 29 listopada 2016 r., sygn. akt II OSK 440/15, Legalis) uznał, że nie można utożsamiać określonych w studium obszarów o różnym przeznaczeniu z określonymi w planie miejscowym terenami o różnym przeznaczeniu – w takim znaczeniu, że muszą one w pełni się pokrywać. Rozumienie w ten sposób zgodności planu miejscowego z ustaleniami studium stanowiłoby zaprzeczenie uchwalania planu miejscowego w zakresie określenia przeznaczenia terenów oraz linii rozgraniczających tereny o różnym przeznaczeniu lub różnych zasadach zagospodarowania. Plan miejscowy w tym zakresie nie byłby potrzebny, skoro można by ustalić przeznaczenie terenów określone już w studium. Takie rozumienie zgodności planu miejscowego ze studium stawiałoby pod znakiem zapytania sens...