W nowym roku życzymy sobie nawzajem „wszystkiego najlepszego”. Jest to formuła, która może coś oznaczać, ale nie musi. Każdy odbiorca taki sformułowanych serdeczności może odczytywać w nich to, co sam sobie życzy.

Podobnie jest dziś z wieloma innymi formułami, symbolami i pojęciami – jedne coś skrywają, inne już nie, gdyż w drodze ewolucji pozbyły się swoich pierwotnych znaczeń. W gąszczu poprawnych i błędnych interpretacji relatywizują się i tak naprawdę tracą pierwotne znaczenie. Tak stało się z wieloma pojęciami ze sfery polityki rozwoju, planowania i urbanistyki. Bardzo trudno jest reformować państwo, opierając się na pojęciach, które nie wiadomo, co oznaczają. Dlatego tak trudno jest wyjść z zaklętego kręgu niesprawności polskiego systemu gospodarowania przestrzenią.

Substytuty językowe

W swym podstawowym znaczeniu planowanie przestrzenne jest jednym z najważniejszych instrumentów interwencji w niesprawne ze swej natury rynkowe mechanizmy lokalizacyjne. Te procesy i zjawiska są skomplikowane dla przeciętnego obywatela, ale także nawet dla decydentów i profesjonalistów. Ogranicza to możliwość dialogu i poszukiwania kompromisów wokół ochrony interesów publicznych – jako podstawowego celu interwencji planistycznej. Do słabego rozumienia istoty funkcjonowania gospodarki przestrzennej przyczyniają się w dużym stopniu ewolucja i wprowadzanie nowych pojęć do naszego języka, które pogłębiają chaos w debacie i wręcz prowadzą do jej jałowości, a tym samym do błędnych...