Drzewa sadzone przy ulicach narażone są na ogromny stres. Świadczą o tym wyniki licznych badań stanu zdrowotnego zieleni miejskiej na całym świecie. W Europie Zachodniej na początku lat 80. szacowano, że każdego roku ginie 700 tys. drzew miejskich. W Nowym Jorku corocznie usycha ok. 13 tys. drzew. W Warszawie w latach 1973-1987 straty oceniano na ok. 26 tys. egzemplarzy. Corocznie usuwa się około tysiąca drzew, a podobną liczbę się dosadza1. Z badań przeprowadzonych na drzewach w Baltimore w stanie Maryland w USA2 wynika, że największa śmiertelność jest wśród drzew młodych (mniej więcej 3-5-letnich). Podobnych, negatywnych przykładów można by wymienić bardzo dużo. Miasto i jego mieszkańcy ponoszą ogromne koszty, nieporównywane z kosztem pielęgnacji tych drzew. Na utrzymanie 90 tys. drzew przyulicznych w Modesto w Kalifornii w latach 1997-1998 przeznaczono ok. 2,6 mln dolarów (14,36/mieszkańca, 28,77/drzewo), podczas gdy korzyści płynące z uprawy tych drzew szacuje się na 4,95 mln dolarów (a więc czysty zysk wyniósł ok. 2,35 mln dolarów)3. Drzewa potrafią „odwdzięczyć się” za odpowiednią pielęgnację, lecz niestety najczęściej nie dostają takiej szansy. Coraz rzadziej widujemy w mieście dorodne, duże drzewa, a ich strata jest w zasadzie nieodnawialna, gdyż młode, nowo posadzone osobniki nie mają warunków do prawidłowego rozwoju. Nawet jeśli drzewo nie uschnie...