W ostatnich latach Polska gwałtownie się rozwija, lecz większość związanych z tym pozytywnych procesów koncentruje się w dużych ośrodkach miejskich. Czy można zmienić ten kierunek? Jak pomóc małym miejscowościom, aby dołączyły do nurtu zmian? Czy polityka rozwoju i idące za nią środki mogą ich nie omijać?

W obecnych czasach to głównie silne ośrodki miejskie wygrywają transformację, w związku z czym następuje polaryzacja rozwoju. W efekcie powstające bieguny intensywnego wzrostu otoczone są obszarami, na które transformacja społeczno-gospodarcza i integracja europejska wpłynęła w mniejszym stopniu. Szczególnie w niewielkich miejscowościach relatywnie mało się zmienia – wiele z nich lata świetności ma już za sobą, mimo symptomów poprawy w ostatniej dekadzie.

Trudne do przewidzenia konsekwencje

Po pierwsze, należałoby rozważyć, czy w ogóle warto zajmować się tym tematem. Wszak otwarcie głoszone są poglądy, mówiące o tym, że Polska, jako kraj, może dogonić Europę jedynie poprzez koncentrację wysiłków na liderach zmian. Według tych przekonań rozwój wręcz powinien przebiegać biegunowo, bo wówczas środki kierowane są w sposób najbardziej efektywny. Owe tzw. bieguny wzrostu miałyby nas wprowadzić do grona krajów wysoko rozwiniętych znacznie szybciej niż rozwój bardziej równomierny. Pozostałe obszary, poza biegunami, podnosiłyby swój status z opóźnieniem, na zasadzie tzw. dyfuzji, korzystając z sąsiedztwa owych biegunów.

Jednakże jest w tym prawda jedynie...