Co ma woda do śmieci?
W jednej z lubelskich spółdzielni mieszkaniowych ukazała się informacja o wprowadzonej decyzją rady miasta reformie opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi. W oczy rzucało się hasło zawierające istotę protestu SM przeciwko tej reformie: co ma woda do śmieci? Wątpliwość ta towarzyszy, zapomnianej już chyba, rewolucji śmieciowej od samego początku.
Jedna z opcji naliczania tak zwanej opłaty śmieciowej przewiduje możliwość przyjęcia średniego zużycia wody jako podstawy do naliczania opłaty. Kwestia ta urasta ostatnio do poważnego wyzwania. Coraz więcej miast, szczególnie tych z problemami budżetowymi, sięga do tej formy opłaty, aby zlikwidować deficyty swoich systemów gospodarki odpadami komunalnymi (GOK), które niczym „kosmiczne czarne dziury” wysysają brakujące środki z budżetu matki każdej jednostki samorządu terytorialnego.
Być w czarnej dziurze
Problem bierze się stąd, że „śmieciowe czarne dziury” muszą być w całości likwidowane w kolejnym roku budżetowym, co obciąża nadwyrężone skutkami „Polskiego Ładu” lokalne budżety komunalne. Niektóre samorządy obawiają się pogorszenia zdolności do spełniania wyśrubowanych kryteriów dyscypliny budżetowej, gdzie nikt nie zna się na żartach. Ograniczeniu może ulec zdolność czerpania z unijnego skarbca.
Pod pręgierzem znalaz...