Niektórzy z nas wyjechali bądź jeszcze wyjadą na wakacje w ciepłe miejsca. W miejsca, w których woda jest dostępna w małych ilościach lub też nawet jest towarem prawie luksusowym. To doświadczenie braku wody na każde zawołanie i to w ilości, jakiej tylko sobie życzymy, powinno wywołać w nas refleksję. Refleksję nad tym, ile naprawdę potrzebujemy wody? Jeżeli w krajach o bardzo dużym jej deficycie człowiek potrzebuje ok. 40 l dziennie, to pojawia się pytanie, dlaczego my w tej części Europy zużywamy średnio przeszło 100 l dziennie na osobę? W domniemaniu pojawia się aspekt potencjalnego marnowania wody. Woda jest traktowana w tej części świata jako coś, co jest, i tyle. Problem pojawia się, gdy jej w kranie nie ma. Nie stanowi już ona wyznacznika pozycji społecznej ani materialnej. To bardzo dobrze. Ale równocześnie musimy sobie uświadomić, że po pierwsze jej zasoby są bardzo ograniczone, a po drugie, że gdy używamy jej w nadmiarze, kosztuje to nie tylko nas, ale również będzie kosztować następne pokolenia – nasze dzieci i wnuki. Są dwa sposoby na wzrost świadomości w tym zakresie. Pierwszym i najbardziej trwałym jest edukacja społeczeństwa. Jest on równocześnie najtrudniejszy do osiągnięcia, a jego efekty wymagają długotrwałego działania w początkowej fazie wyłącznie pro publico bono. A przecież ktoś za prowadzenie takich działań musi zapłacić. Myślę, że inicjatywa powinna leżeć po stronie regulatora, pomimo że jest on przecież powołany ...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?