Z dr. hab. inż. Januszem Mikułą, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, rozmawia Jolanta Czudak-Kiersz


Nadzór nad prawidłową realizacją inwestycji ekologicznych finansowanych ze środków unijnych i ocena kluczowych projektów infrastrukturalnych w programach operacyjnych na lata 2007-2013 to ważne i odpowiedzialne zadania, którymi Pan się zajmuje w resorcie rozwoju regionalnego. Czy doświadczenie zdobyte przed kilkoma laty w Ministerstwie Środowiska i w radzie nadzorczej NFOŚiGW będzie pomocne przy koordynowaniu tych spraw?
Mam nadzieję, że moja wiedza i doświadczenie pomogą w sprawnym zarządzaniu projektami i programami, które mi powierzono w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Tych obowiązków jest bardzo dużo. Odpowiadam za efektywne wykorzystanie unijnej pomocy w projektach środowiskowych i infrastrukturalnych. Do moich obowiązków należy też nadzór nad całością Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. Jest to nie tylko największy program, jaki będzie realizowany w Polsce w latach 2007-2013, ale także największy spośród wszystkich powstałych dotychczas w ramach polityki spójności Unii Europejskiej. Oprócz spraw związanych z ochroną środowiska i infrastrukturą transportową zajmuję się także opracowaniem koncepcji zagospodarowania przestrzennego kraju. Jestem w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego dopiero od sierpnia, ale bardzo energicznie przystąpiłem już do pracy. Wspólnie z ekspertami z innych resortów, odpowiedzialnych za prawidłowe wykorzystanie środków unijnych przeznaczonych na ochronę środowiska i transport, weryfikujemy skomplikowane procedury, które utrudniają inwestorom sprawną realizację przedsięwzięć infrastrukturalnych i powodują zakłócenia w przepływach finansowych, m.in. przy refinansowaniu poniesionych już wydatków.

Jaki jest rezultat tych wspólnych działań?
Międzyresortowy zespół, w którego skład wchodzą przedstawiciele Ministerstw i instytucji zaangażowanych we wdrażanie i koordynację projektów finansowanych ze środków Unii Europejskiej, wnikliwie analizuje przyczyny słabszego niż oczekiwano wykorzystania unijnych dotacji z Funduszu Spójności i funduszy strukturalnych oraz powody opóźnień w terminowej realizacji przedsięwzięć. Zespół zgłosił kilka propozycji dotyczących niezbędnych zmian legislacyjnych w prawie ochrony środowiska i zamówień publicznych, które dodatkowo uproszczą proces decyzyjny. Pierwsze efekty podejmowanych wspólnie działań już są widoczne. Ostatnio zdecydowanie zwiększyła się ilość zawieranych umów i kontraktów w ramach przedsięwzięć finansowanych z Funduszu Spójności. Uproszczenie procedur sprawi, że w tym roku do beneficjentów sektora środowiska tego Funduszu trafi blisko 200 mln euro, a przyszłym roku trzy razy tyle. W latach 2001-2005 wykorzystano zaledwie nieco ponad 255 mln euro z 2,8 mld euro, przeznaczonych przez Komisję Europejską na dofinansowanie 88 projektów. Teraz następuje znaczne przyspieszenie w tych wypłatach.

Nadal jednak istnieją pewne bariery, które utrudniają efektywną absorpcję unijnych środków i hamują szybką realizację inwestycji przez samorządy i podmioty gospodarcze. Czy ich usunięcie jest priorytetem dla tych wspólnych działań?
To jest nasz główny cel. Bardzo intensywnie zajmujemy się usuwaniem przyczyn, które utrudniają sprawną realizację przedsięwzięć dotowanych z Funduszu Spójności i z funduszy strukturalnych, w tym z Sektorowego Programu Operacyjnego „Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw”. W ramach działania 2.4, obsługiwanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, finansowane są przedsięwzięcia, które dostosowują przedsiębiorstwa do unijnych standardów w ochronie środowiska. Na ten program pomocowy przeznaczono łącznie ok. 800 mln zł w formie dotacji z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz dotacji i preferencyjnych pożyczek z NFOŚiGW. Odstąpiono jednak od pożyczek – przedsiębiorcy otrzymają tylko dotacje na dofinansowanie ekologicznych inwestycji. Narodowy Fundusz ma czas do końca roku na podpisanie umów z beneficjentami tego programu pomocowego, ale realizacja zadań przewidziana jest do końca czerwca 2008 r. W naszych wspólnych działaniach międzyresortowych koncentrujemy się także na dobrym przygotowaniu projektów, które zostaną skierowane do Komisji Europejskiej. Jest coraz lepsza współpraca w tym zakresie. Lista 53 projektów, które odpowiadają priorytetom wskazanym w Programie Operacyjnym „Infrastruktura i Środowisko”, w sierpniu została uzupełniona o kolejne 42 przedsięwzięcia zarekomendowane ministrowi środowiska przez NFOŚiGW. Wytypowano projekty, które uwzględniają istotne zmiany wprowadzone do zaktualizowanej wersji PO „Infrastruktura i Środowisko”. Projekt tego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013 1 sierpnia br. został wstępnie zaakceptowany przez Radę Ministrów. Na początku września rozpoczęły się konsultacje społeczne, które potrwają do połowy października. W trakcie tych konsultacji będzie poddana ocenie także prognoza oddziaływania Programu na środowisko, a po zakończeniu konsultacji ostateczną wersję Programu przyjmie Rada Ministrów. Potem rozpoczną się negocjacje z Komisją Europejską. W największej części Program dotyczy infrastruktury transportowej, ale obejmuje także najważniejsze priorytety związane z ochroną środowiska, takie jak gospodarka wodno-ściekowa i gospodarka odpadami, bezpieczeństwo ekologiczne, a ponadto ochronę przyrody i problematykę związaną z obszarami Natura 2000. Jest to bardzo szeroki zakres, który odpowiada działalności NFOŚiGW. Praktycznie to, co będzie finansowane w okresie 2007-2013, to istotne poszerzenie zadań, które do tej pory były wspierane przez fundusze ochrony środowiska, a także ze środków unijnych w latach 2004-2006.

Czy Pana zdaniem uda się wykorzystać wszystkie unijne środki przeznaczone w tym okresie na ochronę środowiska?
Jestem z reguły optymistą i to daje mi wiarę w to, że ta absorpcja się powiedzie, ale muszę być też realistą. Nie uniknie się pojedynczych przypadków, w których pojawią się jakieś problemy. Każda nieprawidłowość może później skutkować tym, że nie wszystkie koszty będę kwalifikowane przez Komisję Europejską i beneficjent nie uzyska refinansowania wydatków. Te koszty będzie musiał pokryć z własnych pieniędzy, a wówczas będzie to utrata części środków dotacyjnych. W tej chwili nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile będzie takich przypadków. Miejmy nadzieję, że będzie ich jak najmniej. Nie ulega jednak wątpliwości, że na tak dużą ilość realizowanych inwestycji takie przypadki mogą mieć miejsce.

Beneficjentom często towarzyszy euforia przy podpisywaniu umów o dofinansowanie inwestycji ze środków unijnych, ale potem napotykają na trudności nie do przeskoczenia. Ostatnio wykonawcy zaskakują inwestorów oferowanymi w przetargach cenami na usługi i roboty, które przekraczają o połowę, a nawet o 100% przewidywane koszty. Jak Pan myśli, z czego wynikają te rozbieżności?
To wynika generalnie z rozchwiania rynku. Cztery lata temu była sytuacja odwrotna. Polskie firmy, które na wykonanie np. oczyszczalni ścieków proponowały ceny niższe od konsorcjów zagranicznych, przegrywały w tej rywalizacji. Były traktowane jako niewiarygodne, mimo że oferowały bardzo dobre polskie technologie. Samorządom wydawało się, że zagraniczne konsorcja lepiej sobie poradzą z wykonaniem inwestycji, co nie zawsze jest prawdą. Taka polityka doprowadziła do tego, że część polskich firm wycofała się z rynku, zakończyła działalność lub zbankrutowała. I teraz mamy takie problemy. Te duże konsorcja, które wtedy wygrywały największe przetargi, teraz się jeszcze bardziej umocniły i próbują dyktować warunki. Jeżeli nałożymy jeszcze na to brak dobrych fachowców, np. spawaczy, i to, że trzeba im płacić za takie usługi stawki takie jak na Zachodzie, bo inaczej rezygnują z pracy i wyjeżdżają za granicę, to mamy obraz tego, co się dzieje. Myślę jednak, że ten rynek w końcu się ustabilizuje. W energetyce, gdzie buduje się wiele instalacji np. do odsiarczania spalin, nie ma takich przypadków. Tam też są przygotowywane kosztorysy, ale różnice pomiędzy cenami zakładanymi w projektach a cenami oferowanymi przez wykonawców w przetargach praktycznie są minimalne, zazwyczaj nie przekraczają 10%. Zdumiewają zatem praktyki stosowane przez firmy, które startują w przetargach na budowę oczyszczalni i sieci kanalizacyjnej.

W jaki sposób można temu przeciwdziałać?
Każdy taki przypadek trzeba analizować indywidualnie i to robimy w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Wyjaśniamy, skąd biorą się te dysproporcje cenowe i czy inwestorzy nie popełnili jakichś błędów kosztorysowych. Na pewno jednak tam, gdzie te przekroczenia są ewidentne, takie przetargi należy unieważniać. Znajdziemy sposób na to, żeby wykonawcy uczciwie konkurowali między sobą. Na rynku są przecież firmy, które zachowują się przyzwoicie i rzetelnie wyceniają koszty.

Stabilizowanie rynku może jeszcze trochę potrwać, a beneficjentom zależy na szybkim wyłanianiu wykonawców w przetargach. Jeśli przewidywane przez nich koszty są błędnie oszacowane, bo wartość inwestycji jest rzeczywiście wyższa, czy mogą się ubiegać o dodatkowe środki z rezerwy, jaką dysponuje Ministerstwo Rozwoju Regionalnego?
Nie ma takich możliwości. Rezerwa – powstała z uwolnienia środków na projekty środowiskowe, która może wynosić od 38 do 46 mln euro – przeznaczona będzie wyłącznie na dofinansowanie projektów zgłoszonych do Komisji Europejskiej w 2005 r., na które zabrakło środków oferowanych przez Unię Europejską w latach 2004-2006. Beneficjenci, którzy błędnie wycenili koszty realizowanych inwestycji, mogą skorzystać z kredytów lub preferencyjnych pożyczek. Narodowy Fundusz jest na to przygotowany. Część samorządów może mieć problemy z zaciąganiem dodatkowych zobowiązań, bo przekroczyła już próg zadłużeń, ale nie ma przecież sytuacji bez wyjścia. Takie sprawy będziemy indywidualnie analizować z beneficjentami i jestem przekonany, że znajdziemy jakiś konsensus. Tym bardziej że są to jednostkowe przypadki. Natomiast na pewno nie będziemy respektować nieuzasadnionych żądań wykonawców i udzielać dodatkowego wsparcia dla inwestorów. To jest naprawdę bardzo dziwne, że takie problemy występują tylko przy inwestycjach porządkujących gospodarkę ściekową, a w gospodarce odpadowej ich nie ma. Zawyżenie cen nie wynika zatem np. ze zmiany kursu walut. No to z czego? Ze zmiany technologii? Im starsze rozwiązania, tym powinny przecież mniej kosztować.

Dotknął Pan bardzo istotnego problemu związanego z doborem technologii. Inwestorzy nie zawsze mają rozeznanie dotyczące wyboru najlepszych rozwiązań. Czy mogą liczyć na jakieś sugestie resortu?
Każdy projekt przewidziany do finansowania w latach 2007-2013 powinien, moim zdaniem, być zweryfikowany od strony technologicznej. Zastosowane rozwiązanie ma bardzo istotny wpływ na koszty eksploatacji i na wysokość ponoszonych opłat za usługi. Im gorsza technologia, tym wyższe koszty eksploatacyjne, dlatego należy wybierać rozwiązania najlepsze, o wysokiej sprawności, których nie trzeba modernizować co kilka lat. A jeśli nawet coś trzeba unowocześnić, to bez wyburzania na przykład całej oczyszczalni. Kiedyś w Ministerstwie Środowiska funkcjonowało centrum najlepszych dostępnych technik, które znajdowało się w kierowanym przeze mnie departamencie. Fachowcy z każdej branży opracowywali opinie do zaleceń technologicznych. I gdyby to nie zostało zahamowane w 2003 r., to dzisiaj nie mielibyśmy żadnych problemów z wyborem odpowiednich technologii. Byłaby to duża pomoc dla inwestorów. Wydaje mi się, że warto takie centrum reaktywować nie tylko na szczeblu centralnym, ale również wojewódzkim. Sporo mamy jeszcze do zrobienia, ale nie brakuje mi energii, żeby te zmiany urzeczywistniać.