O utworzeniu miejskiej pasieki na dachu PKiN poinformowali podczas specjalnego briefingu prasowego na dachu warszawskiego Teatru Studio organizatorzy akcji i członkowie organizacji społecznych.

Pasieka składa się z czterech uli i szpaleru miododajnych krzewów.

Zadowolenie z tego, “że pierwsze 4 ule zmieniają warszawskie Śródmieście” wyraził przed dziennikarzami wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny m.in. za promocję miasta i projekty partycypacyjne Jarosław Jóźwiak. – Mam nadzieję, że to nie są jedyne ule, które staną wkrótce na budynkach miejskich, bo wiemy, jak ważna jest rola pszczół w mieście – powiedział.

CCJ 300 x 250

Zadowolenie wyrazili również dyrektor Teatru Studio Roman Osadnik oraz prezes zarządu Pałacu Kultury i Nauki Renata Kaznowska. – Mamy w Pałacu Kultury i Nauki bardzo wielu najemców, ale takich jeszcze nie mieliśmy. Serdecznie witamy pszczoły! Zapraszamy również na pozostałe dachy. Wiemy, jak ważną rolę odgrywają i cieszymy się, że zagościły na dachu PKiN – mówiła Kaznowska. – Mam nadzieję, że będziemy mogli rozwijać tę akcję na terenie całego Śródmieścia – dodała.

Wiktor Jędrzejewski reprezentujący inicjatywę Miejskie Pszczoły podkreślił, że “pszczoły mają zasadnicze kłopoty, wynikające z nas – ludzi, z tego, jak żyjemy w świecie”. – Pszczół jest coraz mniej, a są one podstawą tego świata, w którym dzisiaj żyjemy, tego jedzenia, które mamy na co dzień na stołach – przekonywał.

Jak zaznaczył, w związku z masowym stosowaniem pestycydów w rolnictwie oraz faktem, że w mieście jest “więcej młodych ludzi, którzy mówią, że to jest ważne, żeby tej pszczole pomóc”, “pszczołom w mieście nieraz jest lepiej niż tam, gdzie naturalnie są hodowane”. – Te cztery ule tutaj nie rozwiązują problemu pszczół, ale pokazują pewną politykę miasta, pewną politykę miasta otwartą wobec tego, co ważne, wobec tego, co zielone, co związane z naszą przyrodą – ocenił.

Jędrzejewski zachęcał również do uczenia się pszczelarstwa i tworzenia własnych hodowli. “Zapraszamy do nas, do ruchu Miejskie Pszczoły, żeby móc się tego wspólnie uczyć” – mówił.

Katarzyna Jagiełło z Greenpeace Polska podkreśliła natomiast swoim wystąpieniu, że choć cieszy się, że “Pałac Kultury i Bar Studio dołączają do coraz większej ilości miejsc, które chcą ratować pszczoły i dają im przestrzeń”, miejskie ule nie rozwiążą problemów, z jakimi zmagają się pszczoły. – To jest przedziwne i niepokojące, że na skutek naszej działalności, na skutek tego, jak zmieniliśmy przyrodę i ekosystem w naszym otoczeniu, pszczołom zaczyna być lepiej w mieście niż na terenach rolniczych – podkreśliła.

– Pamiętajmy, że pszczoły były tutaj przed nami i są nam niezbędne do przetrwania. Niech rośnie siła pszczela w miastach, ale nie zapominajmy, że najważniejsza jest zmiana sposobu, w jaki produkujemy żywność – oceniła.

Wcześniej ule w Warszawie ustawiono m.in. na dachu hotelu Hyatt Regency oraz na osiedlu domków fińskich na warszawskim Jazdowie, gdzie aktywiści prowadzili dla chętnych warsztaty z pszczelarstwa. Od czerwca br. ule stoją w parku przy Królikarni. Ule stoją również pod gmachem ministerstwa rolnictwa i rozwoju wsi.

Jak poinformował Ratusz, w ramach tegorocznej edycji warszawskiego Budżetu Partycypacyjnego wybrano łącznie 30 projektów, które związane były z budową uli, pasiek i barci. Dotychczas zrealizowane zostało 28 z nich – powstało 780 domków dla pszczół, na które wydano blisko 67 tys. zł.

W Polsce żyje ponad 470 gatunków pszczół, z czego ponad 220 znajduje się w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych. Chociaż pszczoły kojarzą się głównie z produkcją miodu, to dla człowieka najważniejszym efektem pracy ich i innych dziko żyjących owadów zapylających jest zapylanie roślin. Dzięki nim na nasze stoły trafia większość produktów roślinnych, którymi się żywimy.

Według danych podanych przez Greenpeace, w USA ginie co roku średnio 1/3 pszczół, w Chinach są miejsca, w których pszczół nie ma już wcale. W Europie ginie ich średnio 20 proc., przy czym istnieją rejony, w których straty sięgają ponad 50 proc. Z raportu opublikowanego przez Komisję Europejską wynika, że znacznie więcej pszczół ginie na północy kontynentu niż na południu i wschodzie. W Polsce w zimie przełomu 2012 i 2013 roku wskaźnik śmiertelności pszczół wyniósł 14,8 proc.

O tym, że pszczoły w Polsce mają się dobrze, a ich populacja wzrasta przekonywał natomiast pod koniec lipca br. minister rolnictwa Marek Sawicki. Jego zdaniem fakt, że pszczoły dobrze radzą sobie w miastach wynika z większej “różnorodności roślin w mieście i nieco wyższej temperatury”.

Polityka przyjazna dla pszczół i innych owadów zapylających od kilku lat jest domeną miast i prowincji m.in. w Kanadzie. Wprowadzono tam m.in. zakaz stosowania niektórych pestycydów, zaprojektowano specjalne kwietne ogrody, odtwarzano naturalne środowisko owadów oraz zakładano miejskie pasieki.

PAP – Nauka w Polsce

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj