Reklama

AD1A Targi Norymberga S.C. [20.05-28.06.24]

Wojna o in-house potrwa latami i składać się będzie z licznych bitew

Wojna o in-house potrwa latami i składać się będzie z licznych bitew
Bartłomiej Leśniewski
10.11.2022, o godz. 8:47
czas czytania: około 5 minut
0

- To skutek niejasności zapisów prawnych oraz dotychczasowej praktyki funkcjonowania licznych i odmiennych w skali Polski systemów gospodarowania odpadami – uznali uczestnicy konferencji „Wyzwania GOZ a konkurencja na rynku gospodarki odpadami komunalnymi”.

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

ad1B KUBOTA [17.05-16.06.24]

Wydarzenie zorganizowała Krajowa Izba Gospodarcza wspólnie z Polską Izbą Gospodarki Odpadami oraz Izbą Branży Komunalnej.

Liczne niejasności

Na problem licznych wątpliwości związanej ze stosowania praktyki in–house zwracał uwagę Krzysztof Kawczyński, przewodniczący Komitetu Ochrony Środowiska Krajowej Izby Gospodarczej. – Przypomnijmy, że przepisy unijne dopuszczają stosowanie tego typu zamówień, ale dodają, że zgoda ta jest warunkowa i dotyczy jedynie wyjątkowych sytuacji. W każdej z sytuacji, w której zastosowano in-house można zatem zastanawiać się czy warunki rzeczywiście były „wyjątkowe”, czy nie. To stwarza rozmaite możliwości interpretacyjne, stwarza możliwość odwołania się np. do sądu, który władny byłby powyższe wątpliwości rozstrzygać – mówił ekspert.

Dodajmy, że rozstrzygnięcia sądów pierwszej instancji mogą być zaskarżane do kolejnych – polskich i unijnych – co sprawi, że przewód sądowy w każdej ze spraw trwać będzie długimi miesiącami, nawet latami. Jakub Pawelec, z kancelarii M. Mazurek i Partnerzy Radcowie Prawni, zwraca przy tym uwagę, że nie można się będzie podczas tych spraw wprost odwoływać do orzeczeń, które już zapadły np. w TSUE. – Proszę pamiętać, że prawodawstwo unijne, a co za tym idzie orzecznictwo europejskiego wymiaru sprawiedliwości opierało się o doświadczenia zebrane w takich krajach jak Francja, Włochy, Luksemburg. Realia rynkowe w tych krajach często istotnie różnią się od polskich. A rozstrzygnięć w sprawach typowo polskich na razie brak, na to by ewentualnie pojawiły się w przyszłości trzeba czasu – mówi Jakub Pawelec.

Przeciwnicy in-house

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw, zwracał uwagę, że w większości spraw dotyczących in-house przy braku bardziej szczegółowych aktów prawnych – należy powoływać się na te ogólniejsze, które przecież już obowiązują. – A te, w postaci choćby Konstytucji stanowią o tym, że jesteśmy państwem prawa, w którym obowiązują wolnorynkowe reguły dotyczące działalności gospodarczej. A to jednoznacznie wskazuje, że in-house należy unikać wszędzie tam, gdzie to możliwe – mówił.

Zwracał uwagę, że ograniczanie konkurencji nieuchronnie prowadzi do wzrostu cen i obniżeniu jakości. – Zdaję też sobie sprawę z tego, że sprzyja to na ogół firmom komunalnym. Nie mam nic przeciw nim. Ale przecież nikt nie zabrania im udziału w przetargach i wygrywania ich. Nie ma konieczności udzielania im zleceń w trybie z wolnej ręki, czyli wykluczać z rynku na drodze administracyjnej – mówił.

Zwolennicy

Leszek Świątalski, dyrektor biura Związku Gmin Wiejskich RP zwracał uwagę na to, że, gdyby poprawnie interpretować kryterium „wyjątkowości” obowiązujące przy zleceniach in-house, kryterium to należałoby rozciągnąć na… całą Polskę. – Bo jesteśmy krajem, w którym jak w żadnym innym gospodarkę odpadami regulują liczne i drobiazgowe przepisy. Samorządy mają niewielkie pole manewru, w zasadzie w większości wypadków gospodarka odpadami polega na wypełnianiu opracowanych centralnie instrukcji. Same poddane drobiazgowej kontroli i pozbawione samodzielności dążą do tego, by podobną kontrolą objąć podmioty zajmujące się tą gospodarką. Z praktycznego punktu widzenia to często najlepsze wyjście – mówi.

Dodaje, że do prowadzenia tego typu działalności są de facto zachęcane przez władze centralne. – Przykładem jest choćby ustawa o dystrybucji dotowanego węgla. Ona wprost zachęca do tego, by w trybie in-house wybrać do wypełnienia tego trybu zadań firmy komunalne, kosztem licznych MŚP, które dotychczas zajmowały się tą dystrybucją – zauważa Leszek Świątalski.

Przyczyn tego stanu rzeczy upatruje w szerszym zjawisku, dotyczącym wielu dziedzin polskiej gospodarki. – Zastępujemy na wielką skalę mechanizmy rynkowe rozmaitego rodzaju dotacjami, dopłatami czy jak w wypadku przedsiębiorstw wod-kan zakazami podwyżki taryf. I często dopłat dokonywać musi samorząd, tak jest np. w wypadku gospodarki odpadami. Skoro więc samorząd i tak musi dopłacić, chce większej kontroli nad sposobem funkcjonowania lokalnego rynku. Gdyby rynek rzeczywiście działał w pełni swobodnie, gdyby nie ta presja na samorządowe dopłaty ze strony władz centralnych, pokusa na in-house byłaby mniejsza – mówi ekspert.

Pięć lat polskiego in-house

Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Izby Branży Komunalnej zaprezentował raport „5 lat in-house w gospodarce odpadami komunalnymi w Polsce”. Na jego potrzeby przeprowadzono ankietę pośród reprezentantów polskich samorządów. Te, które zdecydowały się na in-house pytano „dlaczego?”. Wśród przyczyn najczęściej wymieniano chęć uzyskania lepszej kontroli nad strumieniem odpadów, zatrzymanie podwyżek opłat za odbiór odpadów, zbyt małą konkurencję wśród firm startujących w przetargu i dyktowanie przez nie zbyt wysokich cen.

Większości tych celów nie udało się osiągnąć. – Stawki opłat odpadowych rosły w ostatnich latach równomiernie dla gmin z jak i bez in-house. W obu przypadkach wzrost opłat wynika więc bardziej z czynników zewnętrznych (punktem zwrotnym jest rok 2019 r.), niż sposobu organizacji systemu komunalnego w gminie – mówił Karol Wójcik.

Dodawał, że gminy, które już wcześniej dopłacały do systemu komunalnego i zdecydowały się wdrożyć in-house, wcale nie zmniejszyły kwot dofinansowań do niebilansującego się systemu. – Być może zatem problem in-house z czasem przestanie elektryzować tak mocno, jak elektryzuje dziś. Warunkiem jest jednak powtórzenie przez samorządy starej i kiedyś przerabianej już lekcji, z której wynika, że zwiększenie nadzoru i kontroli nie zawsze przekłada się na polepszenie efektu, a czasami wręcz temu efektowi szkodzi – konkludował ekspert.

Na to jednak też potrzeba czasu, kto wie czy nie więcej niż na dokończenie wieloinstancyjnych przewodów sądowych, o czym wcześniej podczas debaty mówili Jakub Pawelec i Krzysztof Kawczyński.

 

Udostępnij ten artykuł:

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Odpady
css.php
Copyright © 2024