W poniedziałek w Lipsku odbyły się protesty z udziałem kilku tysięcy osób przeciwko wysokim cenom energii, zorganizowane przez grupy lewicowe oraz prawicowe. Zgodnie z przewidywaniami policji, dochodziło do potyczek pomiędzy grupami demonstrantów – informuje we wtorek „Spiegel”.

Szacuje się, że ponad 2 tys. osób uczestniczyło w wiecu i przemarszu partii Lewicy. Jednocześnie w bezpośrednim sąsiedztwie protestowało około tysiąca zwolenników ugrupowań prawicowych, takich jak partia Wolna Saksonia.

Interweniowała policja

Jak poinformowała policja, kontrdemonstranci wielokrotnie próbowali zablokować i zakłócić przemarsz prawicowych ekstremistów w centrum miasta. Policja musiała interweniować, by oddzielić obydwie grupy. Jak potwierdził rzecznik policji, doszło do kilku starć.

Policję w Lipsku w zabezpieczeniu poniedziałkowej demonstracji wspomagała – zgodnie z niedzielnymi zapewnieniami szefowej MSW Nancy Faeser (SPD) – policja saksońska i policja federalna.

Przemawiający na lewicowej demonstracji skrytykowali politykę energetyczną federalnego rządu, w skład którego wchodzą SPD, Zieloni i FDP.

– Wyższe ceny gazu pogorszyły sytuację społeczną wielu ludzi ze względu na rosnące koszty energii i życia – mówiła Amira Mohamed Ali, liderka parlamentarnej frakcji Lewicy.

Przenoszą protest na ulice

– Naszym podstawowym demokratycznym prawem jest przeniesienie naszego protestu przeciwko obecnemu rządowi na ulicę – przekonywał Soeren Pellmann, organizator demonstracji, lewicowy poseł do Bundestagu. Podkreślił też, że jego partia „nie chce niszczyć, ani nadużywać poniedziałkowych demonstracji”.

Jak przypomina „Spiegel”, poniedziałkowe demonstracje, których kulminacją była pokojowa rewolucja w NRD w 1989 roku i upadek muru berlińskiego, były w ostatnim czasie wykorzystywane, szczególnie przez ugrupowania prawicowe, jako pretekst do organizowania protestów przeciwko polityce rządu związanej z walką z epidemią koronawirusa.

Czytaj więcej

Skomentuj