Tym razem chcę poruszyć kwestię, której jeszcze nie omawiałem. Chodzi o zyskowność naszych przedsiębiorstw. Jest to problem skrzętnie zamiatany pod dywan właściwie przez wszystkich zainteresowanych, czyli przez firmy, które obawiają się, że przypadkiem wygenerują zbyt wysoki zysk, a także przez organa gminy, które boją się narazić mieszkańcom, ustanawiając taryfy, pozwalające na osiągnięcie takich przychodów. Zatem wydaje się, iż mamy do czynienia z błędnym kołem.

Przedsiębiorstwa wodociągowe „stoją trochę w rozkroku”. Z jednej strony pełnią służbę dla społeczeństwa, a z drugiej powinny dążyć się do osiągania najlepszych rezultatów, również w postaci zysku. Ktoś mógłby zapytać – ale po co zysk przedsiębiorstwu działającemu w sferze użyteczności publicznej? Nad tym właśnie warto się zastanowić.

Kodeks dobrych praktyk

Dziwna jest dzisiejsza sytuacja właścicieli przedsiębiorstw wodociągowych, którzy zainwestowali w nie niejednokrotnie spory kapitał. Niby teoretycznie mogą korzystać z przysługującego im prawa do dywidendy, ale wygląda na to, że nie ma dla takich działań przyzwolenia społecznego. Dlatego też właściciel, będąc równocześnie organem regulacyjnym, ustala takie taryfy, które usuwają pokusę odebrania dywidendy. Nie jest to dobra praktyka. Myślę, że w związku z tym należy pomyśleć o kodeksie dobrych praktyk w zakresie ustalania rentowności przedsiębiorstw wodociągowych, a co za tym idzie, ustalić wskaźniki zyskowności.

Przedsiębiorstwo powinno osiągać zysk z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszy to zaspokojenie oczekiwań właścicieli, a drugi to finansowanie rozwoju firmy. Ponieważ na to pierwsze nie ma obecnie przyzwolenia społecznego, pozostaje to drugie. Rozwój przedsiębiorstw wodociągowych jest dzisiaj zapewniany poprzez inwestycje współfinansowane ze środków pomocowych Unii Europejskiej. Łatwy dostęp do kapitału, w tym tego bezzwrotnego, daje poczucie bezpieczeństwa. Wówczas porzuca się dalekosiężne plany dotyczące sytuacji, gdy środki trzeba będzie pozyskiwać na zasadach w pełni komercyjnych z rynku finansowego. Zadajmy sobie jednak dzisiaj pytanie, kto sfinansuje nasze przyszłe potrzeby, gdy pokażemy mu nasze wyniki za ubiegłe kilka lat?

Za mało

Osiągane przez przedsiębiorstwa wodociągowe w Polsce zyski są niewystarczające do zapewnienia choćby realnego odtworzenia posiadanego majątku. Skala amortyzacji w tym przypadku jest zbyt mała. Dlatego też perspektywiczne określanie oczekiwanego zysku, EBITDA’y oraz generowanych wolnych środków to działania niezbędne do samodzielnego funkcjonowania przedsiębiorstwa w perspektywie strategicznej. Świadomość przyszłości – tej dalszej niż kolejne wybory – to warunek konieczny. Jako branża jesteśmy kilka lat za energetyką. Jedyny plus to fakt, że mamy się na kim wzorować. W sektorze energetycznym rentowność sprzedaży wynosi ok. 10%. To dobry wzorzec. Nie twierdzę, że powinniśmy od razu wpisywać takie wymagania do naszej branżowej ustawy, ale myślę, że należy o tym głośno mówić. Musimy spróbować ustanowić własną dobrą praktykę w tym obszarze. Za kilka lat z pewnością to docenimy. Zaniechania w tym zakresie będą petryfikowały dzisiejsze postrzeganie przedsiębiorstw wodociągowych jako trochę bardziej rozwiniętych zakładów budżetowych, do których bez kija lepiej nie podchodzić. Nie buduje to korzystnego obrazu naszej branży.

Często społeczeństwo utożsamia zysk z wyzyskiem. To, że w większości zysk wypracowany w przedsiębiorstwach wodociągowych i tak pozostaje w samorządzie, nie zmienia negatywnego postrzegania. Potrzeba dużo czasu i wysiłku, aby przekonać społeczeństwo, że chcąc rozwijać gminę, trzeba również dbać o przedsiębiorstwo wodociągowe. A dokonać tego można tylko w jeden sposób – zapewniając pieniądze.

Przed wyborami

Zysk z jednej strony, a ochrona najuboższych konsumentów z drugiej. Mieszanie tych dwóch pojęć w samorządach jest w Polsce niejednokrotnie przyczyną nieporozumień, a czasem wręcz agresji. Tak zwani obrońcy ludu walczą o jak najniższe taryfy dla wszystkich klientów, podczas gdy z reguły problem stanowi nieliczna grupa osób o najniższych dochodach. Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie fakt dopłat z budżetu gminy do taryf. Wówczas to wszyscy mieszkańcy gminy dopłacają klientom jednego przedsiębiorstwa. A im więcej klient zużywa, tym większe otrzymuje dopłaty. Najwięcej dostają ci, którzy np. mają ogromne ogrody przy dużych domach. Nie jest to nazbyt logiczne. Przezwyciężając uprzedzenia i opór społeczny można przecież sfinansować pomoc dla najuboższych z dywidendy przedsiębiorstwa wodociągowego. Czy to bardziej sensowne? Wydaje mi się, że tak.

Problem zysku, tak skrzętnie ukrywany, że aż wstydliwy, ujrzał światło dzienne. Pewnie teraz, w okresie przedwyborczym, i tak nikt się nim nie zajmie, ale może chociaż uda się wrócić do tej kwestii po wyborach. O ile wówczas ktokolwiek będzie jeszcze o tym pamiętał…

Paweł Chudziński, prezes Aquanet Poznań

"Wodociągi-Kanalizacja" 3/2014


 

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj