Sprzedawcy wierteł
Każdy dobry sprzedawca wierteł wie, że jego klienci nie kupują wiertła, lecz dziurę w ścianie. Dopiero dzięki niej mogą zawiesić w swoim mieszkaniu ulubiony obraz, zdjęcie ukochanej osoby albo półkę. Ta krótka anegdota (często cytowana przez marketingowców, a wygłoszona pierwotnie przez Theodore’a Levitta) doskonale tłumaczy mechanizm społecznej motywacji do działania.
W recyklingu i gospodarce odpadami możemy pochwalić się aż dwoma argumentami za tym, żeby pieczołowicie segregować m.in. butelki, puszki, bioodpady i makulaturę. To, trzeba przyznać, jest nienajgorszą zaliczką.
Pierwszy powód to troska o środowisko. Dziś prawdopodobnie większość społeczeństwa odpowiedziałaby, że woli, aby odpady trafiały do recyklingu, a nie do lasów, jezior i rzek. Są pewnie i tacy, którym nadal nie robi to najmniejszej różnicy, jednak trudno kłócić się z tezą, że proekologiczne myślenie staje się w Polsce coraz bardziej powszechne.
Drugi powód, który w ostatnich latach przybiera na znaczeniu, to fakt, że z odpadów da się odzyskać cenne surowce wracające na powrót do gospodarki. Hasło „recykling” nie byłoby powszechnie wykorzystywane do wybielania (czy też: zazieleniania) swojego wizerunku przez marketingowców z całego świata, gdyby nie kojarzyło się na wskroś pozytywnie. Dodatkowo, jeżeli geopolityczna sytuacja nadal będzie się rozwijać tak, jak w ostatnich latach, coraz częściej będzie nam się przypominać, że warto jest korzystać z tych surowców, które mamy na wyciągnięcie ręki.
My w majowym wydaniu cyfrowego miesięcznika „Energia i Recykling” proponujemy, by w opozycji do pustych marketingowych haseł przywołać przykłady tych, którzy realnie i na dużą skalę zmieniają odpady w produkty. Właśnie dlatego na naszych łamach gości Łużyckie Centrum Recyklingu w Marszowie, w którym odzysk szkła i minerałów z problematycznego w zagospodarowaniu stabilizatu osiągnął skalę przemysłową. Z tego powodu wybieramy się do Jarocina, gdzie z domowych popiołów (niestety nadal powstających w wyniku spalania także odpadów komunalnych) powstaje produkt wykorzystywany w budownictwie.
Na żywym przykładzie pokazujemy, że biometanem wytworzonym z resztek jedzenia da się zatankować samochody, autobusy i ciężarówki. Prezentujemy ławki i donice, które powstają ze skrawków wyrzucanych przez nas masowo, a nienadających się do ponownego użycia ubrań.
Wszyscy z bohaterów naszych tekstów stawiają na recykling mimo barier, mimo administracyjnych torów przeszkód, mimo wciąż zbyt małego popytu na produkty, które co prawda są droższe, ale za to ratują planetę przed zalewem odpadów.
Cieszę się, że już dziś mamy co pokazywać, ale jednocześnie zachęcam: jako branża wyjdźmy do ludzi z pozytywnym przekazem. Uzasadniajmy, że pieczołowite segregowanie domowych odpadów ma sens, bo jest pierwszym krokiem do zawrócenia ich do gospodarki (a nawet na sklepowe półki).
Sprzedawajmy wiertła, pokazując obrazek na ścianie.