1 / 2

W kraju susza, żar z nieba się leje, a tymczasem firmy grasują w trawie i… ścinają darń praktycznie do golutkiej ziemi. W efekcie mamy połacie suchej, spalonej słońcem trawy, pisze Judyta Więcławska, redaktor prowadząca “Zieleni Miejskiej”.

Takie swoiste pustynne place świetnie wpisują się w charakter zabetonowanych miast. Aż chciałoby się powtórzyć za prezydentem Kwaśniewskim: Nie idźmy tą drogą!

Święty harmonogram

Z czego wynika takie działanie? W redakcji stwierdziliśmy, że zapewne z harmonogramów podwykonawców i szeregu obostrzeń zawiązanych umów, które dyktują ilość koszeń w danym roku. A jak wiadomo, przedsiębiorstwa mają wiele zleceń (nie tylko dla miast), więc czy susza, czy nie robotę wykonać trzeba, bo terminy gonią. Polakom pracować się nie zawsze chce, a Ukraińcy powoli uciekają do Niemiec, ale to już inna bajka. Pytanie tylko, czy faktycznie zarządcy zielenią miejską nie mogą wpłynąć na przesunięcie terminu koszenia, bądź chociażby zasugerować podwykonawcom, by w newralgicznych terminach (skąpanych słońcem) kosili trawę na wyższą wysokość?

Chodzi przecież nie tylko o względy estetyczne, choć te są równie ważne, ale także o poniesione koszty założenia (i utrzymania) danego trawnika czy wreszcie o funkcje tej zielonej oazy (ekologiczną, rekreacyjną i tak – również chłodzącą). W sytuacji ograniczania zużycia wody, nawadnianie terenów zieleni nie jest przecież priorytetem.

Łąka w miastach

To jedna strona medalu, a druga? Na szczęście w wielu lokalizacjach Polski trwa trend na łąki kwietne – idea zdaje się słuszna, nie można bowiem polemizować z faktem, że tereny te mają pozytywny wpływ na ekosystem miasta. Nie tylko poprawiają estetykę miasta, ale także oczyszczają powietrze i glebę z zanieczyszczeń, kumulują wilgoć, dają schronienie pszczołom i innym zapylaczom. Uff… ale to nie koniec – dużym plusem łąk kwietnych jest też brak potrzeby nawadniania i regularnego koszenia. Inicjatywa ekologiczna i ekonomiczna. Zarządcom terenów zieleni zejdzie trochę kosztów, ale muszą uzbroić się w cierpliwość i podjąć działania edukacyjne wśród mieszkańców. W Katowicach, Warszawie, Łodzi czy Białymstoku, gdzie łąki kwietne już powoli się zadamawiają, z pewnością pojawiły się ciekawe spostrzeżenia w stylu: „A dlaczego nie kosicie trawy tu i tu?”, „Przecież teraz zaleje nas fala kleszczy!”, „Nie macie sumienia – alergicy będą musieli uciec z miasta!”. Na szczęście wszystkie te „ataki” można ze spokojem odeprzeć, a gdy już kwiat pojawi się na „pozostawionych ugorem” połaciach, efekt wizualny przekona nieprzekonanych. A może poprzez wprowadzenie łąk kwietnych można ugrać więcej? Po co mieszkańcy mają uciekać z miast i osiedlać się na ich obrzeżach, skoro w tkance miejskiej pojawią się wiejskie kwiaty?

Koszenie traw

Kosić, nie kosić? Oto jest pytanie.Posłuchajcie ciekawej rozmowy na ten temat.

Gepostet von Zielony Wrocław am Mittwoch, 12. Juni 2019

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj