Biometan czeka na system aukcyjny
Branża biogazu i biometanu czeka na przyjęcie prawa o systemie aukcyjnym. To mechanizm wsparcia, w którym państwo organizuje przetargi, gwarantując producentom biometanu stabilną cenę i odbiór przez określony czas. Odpowiednie przepisy zostały zawetowane przez prezydenta wraz z całą ustawą wiatrakową, w której się znalazły. Czy wystarczą one do odblokowania polskiego potencjału biogazowego? Kamil Paczek w czasie marcowej konferencji Green Gas Poland zapytał o to byłą minister klimatu i środowiska, Annę Moskwę, dziś reprezentującą Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego i Biometanowego.
Co musiałoby się wydarzyć, żeby odblokować polski rynek biogazu i biometanu?
W mojej ocenie kluczowy problem jest dość prosty: brakuje ustawy biometanowej, która uruchomiłaby system aukcyjny. A doświadczenia innych państw europejskich są jednoznaczne – tam, gdzie pojawiły się aukcje dla biometanu, równolegle rozwijał się rynek biogazu, którym zasila się biometanownie.
Takiego impulsu dziś po prostu nie ma. Zamiast tego przepisy, o których wspomniałam, stały się częścią ustawy wiatrakowej. Przez to biogaz i biometan są dziś niejako „zakładnikami” regulacji dotyczących energetyki wiatrowej. Trudno znaleźć uzasadnienie dla takiego rozwiązania – tym bardziej że wcześniej tych obszarów nigdy nie łączyło się ze sobą.
Do tej pory regulacje były rozdzielone: osobno wiatr, osobno fotowoltaika, osobno biogaz i biometan. Dzięki temu łatwiej było prowadzić konsultacje i proces legislacyjny. Dziś mamy odwrotną sytuację – pakietowe podejście utrudnia procedowanie i, co więcej, doprowadziło do zablokowania przepisów za sprawą weta prezydenta Karola Nawrockiego.
W efekcie rozwiązania korzystne dla rynku biometanu zostały wstrzymane przez powiązanie z inną regulacją. Jestem przekonana, że gdyby była to odrębna ustawa biogazowo-biometanowa, mogłaby liczyć na szerokie poparcie – zarówno w parlamencie, jak i na etapie podpisu prezydenta.
Poza regulacjami przydałaby się też szeroka kampania informacyjna dotycząca biogazu i biometanu – podobna do tej, którą prowadzono przy energetyce jądrowej. W tamtym przypadku poparcie społeczne wzrosło nawet do około 90%.
W przypadku biogazu ogromne znaczenie ma możliwość zobaczenia takich instalacji na własne oczy – przekonania się, że nie są uciążliwe, że nie generują zapachów, że są nowoczesne i działają na rzecz społeczności lokalnych. W takich wizytach studyjnych powinni brać udział zarówno mieszkańcy, jak i samorządowcy.
Branża czeka dziś na dwie rzeczy: stabilne, dobre regulacje i większą świadomość społeczną. Bez jednego i drugiego trudno będzie o realne przyspieszenie.
Kto powinien zorganizować taką kampanię edukacyjną?
Na poziomie lokalnym dzieje się już sporo – KOWR prowadzi spotkania i szkolenia dla samorządów. To działania potrzebne i wartościowe, ale ich zasięg jest wciąż ograniczony.
Jeśli chcemy realnej zmiany, potrzebna jest kampania o większej skali – podobna do tej, którą widzieliśmy przy energetyce jądrowej. Tam konsekwentne działania informacyjne przełożyły się na bardzo wysokie poparcie społeczne, sięgające nawet 90%.
Naturalnym kandydatem do zorganizowania takiej kampanii jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Fundusz ma doświadczenie w prowadzeniu dużych akcji edukacyjnych – m.in. w obszarze offshore i energetyki wiatrowej – a takie działania mieszczą się w jego kompetencjach.
Co ważne – mamy w Polsce instalacje, które można pokazywać jako dobre przykłady. Nie ma dziś „złych” biogazowni, mogących budzić wątpliwości, a biometanownie są zaledwie dwie, więc tym bardziej warto je eksponować.
W tym roku pojawiły się kolejne środki z NFOŚiGW na biogaz i biometan. Czy to wystarczy, żeby rynek nabrał rozpędu?
Nie skupiałabym się wyłącznie na wysokości środków, ale raczej na tempie ich wydawania. Program „Energia dla wsi” z 2023 r., obejmujący m.in. małe biogazownie rolnicze i projekty spółdzielni energetycznych, do dziś nie został rozstrzygnięty.
Z kolei nabór z grudnia 2024 r. – dotyczący biogazowni i biometanowni – jest dopiero po ocenie formalnej. W praktyce oznacza to, że inwestorzy od około półtora roku czekają na decyzje i nie wiedzą, czy mogą ruszyć z projektami.
Na papierze wygląda to dobrze – programy są ogłaszane, wniosków jest dużo. Problem zaczyna się na etapie rozstrzygnięć, bo pieniądze przez długi czas nie trafiają do inwestorów.
Fundusz jest zapewne przeciążony, ale warto zauważyć, że w innych obszarach – takich jak magazyny energii z KPO – procedury udało się przeprowadzić szybko, bo terminy zostały od razu jasno określone. W przypadku biogazu i biometanu takiej szybkiej ścieżki nie widać. Być może wynika to z tego, że to mniejsza branża, wywierająca mniejszą presję na Fundusz. Trudno będzie też oczekiwać przyspieszenia bez wyraźnego priorytetu politycznego.
Kiedy myślimy o odnawialnych źródłach energii, jakie technologie przychodzą Pani do głowy w pierwszej kolejności?
Dziś przede wszystkim biogaz i biometan! Do tego geotermia i biomasa. Oczywiście fotowoltaika i energetyka wiatrowa również – natomiast te źródła radzą sobie już bardzo dobrze. Nadszedł więc moment, żeby większą uwagę skierować na technologie, które rozwijają się wolniej.
Myślę jednak, że większość społeczeństwa skojarzy OZE przede wszystkim z fotowoltaiką i wiatrakami. Może brak politycznej presji wynika zatem z braku świadomości polskiego potencjału biogazowego?
Pewnie tak. Geotermia również nie zakorzeniła się w społecznej świadomości, mimo że około połowa kraju ma potencjał do jej wykorzystania. Widzimy zresztą, że coraz więcej ciepłowni samorządowych sięga po to rozwiązanie.
To też zadanie dla państwa – pokazywać te źródła jako stabilne, bezpieczne i uzupełniające się, a nie konkurujące ze sobą.
Czy biogazownie komunalne mogą odegrać istotną rolę na rynku zielonego gazu?
Myślę, że tak, ale to wymaga czasu i wsparcia. Wprowadzenie stawek referencyjnych już wcześniej uruchomiło rozwój rynku biogazowego. Podobny efekt może przynieść pojawienie się ceny aukcyjnej – tak jak miało to miejsce w przypadku fotowoltaiki czy offshore.
Mechanizm aukcyjny, czyli połączenie rynku i wsparcia, może być dla tego segmentu przełomowy.
Ma Pani jeszcze kontakt z przedstawicielami Ministerstwa Klimatu i Środowiska? Może biogaz i biometan potrzebują ambasadorów wśród osób z politycznym doświadczeniem?
Nie mam już takich kontaktów, ale bardzo kibicuję Ministerstwu Klimatu i Środowiska, a także resortom energii i rolnictwa, bo one również zajmują się tymi sprawami. W kontekście obecnego kryzysu gazowego biometan to zasób, bez którego trudno mówić o bezpieczeństwie energetycznym Polski.
Czy tym tematem powinien zająć się np. minister Miłosz Motyka? Jako polityk PSL powinien cechować się wrażliwością na tematy, które dotyczą wsi i rolników.
Każdy, kto zdecyduje się zostać ambasadorem biogazu i biometanu, będzie działał w interesie zarówno branży, jak i całego społeczeństwa – dziś i w kolejnych latach, kiedy biometan może odegrać kluczową rolę w systemie gazowym.