Bioodpady stanowią od około 30% do nawet 40% wytwarzanych odpadów komunalnych. Od 2017 r., kiedy wdrożono selektywne zbieranie tej frakcji, odnotowaliśmy w tym zakresie znaczny postęp – obecnie około 20% wytwarzanych odpadów trafia do brązowego pojemnika. Doszliśmy jednak do pewnej bariery, której przekroczenie bez dodatkowych działań będzie trudne. Tą barierą są bioodpady kuchenne, trafiające obecnie w znacznej części do odpadów zmieszanych.

Potwierdza to badanie realizowane przez Politechnikę Częstochowską we współpracy z UNEP/GRID. Przeprowadzone w pięciu instalacjach komunalnych, wskazuje ono, że w odpadach zmieszanych zawartość szeroko rozumianych bioodpadów wynosi ok. 40–50%. Trzeba zdawać sobie sprawę, że część z nich nie kwalifikuje się do selektywnego zbierania i zagospodarowania wraz z innymi bioodpadami, jednak przynajmniej część powinna trafiać do brązowego pojemnika. Ważnym zadaniem jest tutaj odpowiednie sformułowanie przekazu informacyjnego kierowanego do mieszkańców i skorelowanie go z istniejącymi możliwościami technicznymi w danym regionie.

Uczmy się na błędach

Boleśnie i kosztownie doświadczyliśmy tego na przykładzie huraoptymistycznego selektywnego zbierania odpadów tekstylnych, którego skutki są opłakane. Przekaz skierowany do mieszkańców i budowa systemu zagospodarowania tych odpadów zawierały wiele błędów, a marzenia były oderwane od realiów. Nie popełniajmy tego błędu w przypadku bioodpadów. Przekaz – często przewijający się w mediach o dużym zasięgu, mówiący o potrzebie wrzucania do czarnego pojemnika każdego odpadu zawierającego elementy mięsne lub papieru zanieczyszczonego materią biologiczną, w tym tłuszczami i olejami – jest klasycznym przykładem przekazu złego i robiącego wiele szkód. Należy zdawać sobie sprawę, że odpowiednio prowadzony proces przetwarzania bioodpadów zapewnia jego bezpieczeństwo biologiczne.

Preferowaną metodą zagospodarowania tego typu odpadów powinien być proces fermentacji. Przewagą tej technologii nad kompostowaniem jest dodatni bilans energetyczny, pozwalający produkować energię elektryczną i cieplną lub alternatywnie biometan. Z fizyki wiemy, że każde przetworzenie jednego rodzaju energii w inny wiąże się z nieuniknionymi stratami. Dlatego należy dążyć, aby wytwarzanie energii i jej zużycie miało charakter lokalny, unikając w ten sposób kosztów przesyłu oraz strat wynikających z procesów transformacji. Wzorcowym przykładem takich rozwiązań może być tworzenie zeroenergetycznych instalacji przetwarzających odpady komunalne. Energia wytwarzana w procesie fermentacji w postaci biogazu może być bezpośrednio, na miejscu, przetwarzana na energię elektryczną i cieplną, zużywane lokalnie na potrzeby instalacji zagospodarowującej odpady. W przypadku nadwyżek energii biogaz można doczyścić do wymaganych parametrów i po stężeniu lub skropleniu używać np. dla potrzeb środków transportu w postaci bioCNG i bioLNG.

Potrzeba magazynowania

Ponieważ wytwarzanie biogazu ma charakter ciągły, a zapotrzebowanie na energię ograniczone jest do stref czasowych, energię należy magazynować. Prostą, sprawdzoną i nisko kosztową metodą jej magazynowania jest zbiornik biogazu lub biometanu. Tego typu rozwiązanie może stanowić także lokalne, rozproszone źródło energii, które w przypadku sytuacji kryzysowych może zapewniać bezpieczeństwo energetyczne lokalnej społeczności. Odpowiednio skonfigurowana instalacja biogazowa może być także elementem stabilizacji sieci elektroenergetycznej, kompensując pogodozależne źródła OZE, jakimi są energetyka słoneczna i wiatrowa. Tego typu projekty powinny być w obecnej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej preferowanym rozwiązaniem.

Ważnym elementem jest optymalizacja kosztów transportu substratów i dystrybucji produktów w postaci pofermentu. Tworzenie takich lokalnych źródeł energii nie obciąża sieci przesyłowych, a wręcz ratuje je w krytycznych sytuacjach. W świetle ostatnich wydarzeń na Bliskim Wschodzie kierunek taki jest bardzo ważny.

Nie do przecenienia jest także produkt, jakim są nawozy naturalne. Jak doskonale wiemy, nawozy sztuczne nie tylko nie poprawiają struktury gleby jak nawozy naturalne, ale wręcz potrzebują do ich produkcji znacznej ilości gazu ziemnego i innych surowców nieodnawialnych. Dlatego nadszedł czas na podjęcie realnych działań, w tym wypracowanie szybkiej ścieżki dla lokalizacji i uruchomienia tego typu obiektów. Same hasła „biogazownia w każdej gminie” już nie wystarczą.

Piotr Szewczyk

Rada RIPOK Związek Pracodawców