W dużych polskich miastach często monitorowany jest skład powietrza. Tablice i urządzenia do pomiarów zajmują zazwyczaj eksponowane miejsca na placach, przed urzędami, w miejscach publicznych. I zwykle wskazują, że jakość powietrza jest tam dobra lub bardzo dobra. Zgadza się, tylko nikt nie zwraca uwagi na fakt, iż wokół tych eksponowanych miejsc nie ma zazwyczaj ruchu kołowego, nie stoją jednorodzinne budynki mieszkalne, a więc nikt tam nie pali w piecach. W rezultacie i jakość powietrza jest tam w miarę dobra. 

Dlaczego więc włodarze dużych, średnich i małych miast czy wsi nie monitorują jakości powietrza na osiedlach domków jednorodzinnych oraz wszędzie tam, gdzie palenie w piecach jest czynnością naturalną? Ano dlatego, że wskaźniki i słupki mocno by pokrzyżowały oficjalne stanowisko lokalnych władz, według którego „jest dobrze albo bardzo dobrze”. A rzeczywistość jest tymczasem szara jak smog. 

Benzo(a)piren, który jest jednym z najbardziej szkodliwych składników smogu, jest z nami na co dzień. Według WHO, Polska aż czterdziestokrotnie przekracza jego emisje. Jest on wszędzie – w powietrzu, w żywności czy w wodzie. I to w ilościach znacznie przekraczających normy. Unosi się dość nisko nad powierzchnią ziemi, a więc znajduje się idealnie w zasięgu płuc człowieka. Następnie kumuluje się w organizmie, przenikając do niego wraz z powietrzem i zawieszonymi w nim pyłami. W rezultacie powoduje raka, uszkadza nadnercza, wątrobę, układ odpornościowy i krwionośny. Upośledza też płodność. Z powodu zanieczyszczenia powietrza w Polsce tylko w ciągu jednego roku przedwcześnie umiera ok. 46 tys. ludzi. 

Tymczasem ogólnodostępne stacje telewizyjne również każdego dnia, za pomocą słupków i kółeczek w różnych ko...