Jakie korzyści daje zbiórka bioodpadów w pojemnikach, a przede wszystkim – bez worków?

W naszym Związku zbieramy odpady biodegradowalne w ten sposób od początku funkcjonowania nowego systemu gospodarki odpadami w Polsce, czyli od 2013 r. Systemu workowego po prostu nie stosowaliśmy.

Mieliśmy natomiast krótki epizod, kiedy zastanawialiśmy się, czy mieszkańcy mogliby wrzucać odpady bio do brązowych pojemników w workach. Pytanie brzmiało również: w jakich workach? Przeprowadziliśmy nawet eksperyment. Przez rok na jednym z osiedli dostarczyliśmy do około 400 mieszkań dziesięciolitrowe pojemniki oraz sukcesywnie przekazywaliśmy mieszkańcom tzw. worki biodegradowalne. Mówię „tak zwane” nieprzypadkowo, ponieważ w ramach tego eksperymentu badaliśmy również, jak te worki zachowują się w naszym procesie technologicznym, w instalacji do przetwarzania odpadów w ZUOK-u Spytkowo.

Trzeba jednoznacznie powiedzieć, że one się nie sprawdziły. Nie rozkładały się, tylko rozpadały na drobne cząstki, które w procesie technologicznym stanowiły poważny problem. Dlatego kilka lat temu zdecydowaliśmy się wprowadzić zbiórkę bioodpadów bez worków. Robimy to pod naszym hasłem „Uwolnij bio”. Chodzi oczywiście o to, żeby bio było wolne od worków i plastiku.

Dla nas to jasne: namawiając mieszkańców do wrzucania odpadów biodegradowalnych bezpośrednio do pojemników, jednocześnie zapobiegamy powstawaniu kolejnych odpadów. Worek w tym procesie także jest odpadem. Gdybyśmy wprowadzili do systemu tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy worków, byłby to dla nas poważny problem technologiczny.

Od 2024 r., kiedy rozwijamy program „Uwolnij bio”, nie tylko zachęcamy mieszkańców do wrzucania odpadów bezpośrednio do pojemników, lecz także dostarczyliśmy im specjalistyczne brązowe pojemniki. Są to pojemniki wentylowane, z odsączaczem wilgoci. To bardzo pozytywnie wpłynęło na jakość materiału, który trafia do naszej instalacji.

Podsumowując: odpady biodegradowalne powinny trafiać bezpośrednio do specjalistycznego pojemnika. Mieszkańcy w ciągu kilku lat zaakceptowali ten sposób postępowania z odpadami, a my co roku zbieramy ich znaczące ilości. W 2025 r. do naszej instalacji w Spytkowie trafiło prawie 6 tys. ton odpadów biodegradowalnych, z czego zdecydowaną większość stanowiły kuchenne odpady ulegające biodegradacji.

 

Mieszkańcy często narzekają na nieprzyjemne zapachy dobiegające z pojemnika oraz konieczność ich późniejszego mycia, na co nie każdy ma miejsce i możliwości. Czy pojemniki stosowane w Waszych gminach rozwiązują ten problem?

Tak. Ten nieprzyjemnie pachnący pływ w naszych pojemnikach spływa do specjalnej miski znajdującej się na dnie. Odsączenie płynów powoduje, że procesy gnilne nie postępują tak szybko. Dzięki temu ograniczamy przykry zapach i fermentację beztlenową.

Ważne jest również to, że masa odpadów odbieranych od mieszkańców jest mniejsza, ponieważ odpady w trakcie przechowywania w pojemnikach częściowo się osuszają. Mieszkańcy dostrzegają, że zastosowanie nowych pojemników poprawiło sytuację. Zimą odpady nie przymarzają też do ścianek takiego pojemnika. Ta technologia dobrze nam się sprawdziła.

 

Mieszkańcy zatem nie protestują?

Prowadzimy szeroką kampanię edukacyjną, mamy bardzo dobry kontakt z mieszkańcami i nie dostrzegamy większych protestów. Możliwe, że przyzwyczajenie mieszkańców do tego systemu było u nas łatwiejsze, ponieważ – jak wspomniałem – nigdy nie stosowaliśmy systemu w pełni workowego.

Worki pojawiły się po dopiero jakimś czasie, jako uzupełnienie, a kiedy zaczęliśmy o tym rozmawiać, mieszkańcy dość szybko przestawili się na nowe zasady.

 

Jak to się stało, że w Waszym regionie mieszkańcy mogą wrzucać do brązowego pojemnika m.in. mięso?

To nowy sposób postępowania, ale w naszej ocenie nie jest on odstępstwem od prawidłowej segregacji. Wynika z dostosowania zasad zbiórki do konkretnego sposobu zagospodarowania tych odpadów w naszej instalacji.

Możemy pozwolić sobie na to, aby mieszkańcy wrzucali do brązowego pojemnika również odpady pochodzenia zwierzęcego, czyli m.in. kości, mięso czy skorupki jajek. Wszystko trafia do strumienia odpadów biodegradowalnych, a my dzięki naszej technologii jesteśmy w stanie właściwie je zagospodarować.

Oczywiście masa odpadów się zwiększa, ale wsad trafiający do komór przetwarzających bioodpady jest poddawany procesowi, który eliminuje zagrożenia higieniczne. Kluczowa jest temperatura – około 70°C, utrzymywana przez minimum 60 minut, a w praktyce znacznie dłużej. Cały proces technologiczny jest monitorowany i podlega rygorystycznym przepisom.

Każda partia nawozu, a właściwie polepszacza glebowego, który nazywamy „Żyźniakiem”, jest badana m.in. pod kątem obecności salmonelli czy Escherichia coli. Zdarzały się przypadki, że badanie wykazało nieprawidłowości – i wtedy taka partia była zawracana. Każda partia naszego nawozu przechodzi takie badania.

Podlegamy również wielu kontrolom. Jesteśmy pod ścisłym nadzorem powiatowego lekarza weterynarii, a swoje zadania wykonuje także Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa. W tak ściśle kontrolowanym procesie udaje nam się wytworzyć produkt, który – zgodnie z decyzją ministra rolnictwa – może zostać wprowadzony do obrotu.

Co ciekawe, nasz „Żyźniak” po całym procesie może być wykorzystywany zarówno w uprawach polowych, jak i na użytkach zielonych, w warzywnictwie, np. pod pomidory czy ogórki, a także w sadownictwie. Ma więc bardzo szerokie zastosowanie.

 

Taka decyzja wymaga jednak dodatkowych pozwoleń, a ich uzyskanie wiąże się z kolejnymi kontrolami – już nie tylko Inspekcji Ochrony Środowiska, ale też Inspekcji Weterynaryjnej. Czy warto się na to decydować?

Krótko mówiąc: warto.

Jednym z ważnych elementów oceny prawidłowego funkcjonowania systemu gospodarki odpadami jest wskaźnik odzysku i recyklingu. Dzięki produkcji „Żyźniaka” nasza spółka znacząco przyczynia się do osiągania tego wskaźnika. W ubiegłym roku Mazurski Związek osiągnął poziom recyklingu ponad 60%. To dobry wynik, a 43 punkty procentowe tego wskaźnika dała właśnie nasza spółka, opierając się w dużej mierze na produkcji „Żyźniaka”.

Mamy też bardzo duży popyt na ten produkt. W zasadzie moglibyśmy przekazywać go jeszcze więcej, ale ograniczają nas możliwości technologiczne – możemy przecież oddać tyle, ile wyprodukujemy. Tymczasem po nasz „Żyźniak” ustawiają się kolejki.

 

Przyjeżdżają po niego ogrodnicy amatorzy?

Nie tylko! Przyjeżdżają również rolnicy, często z przyczepami. Chętnie braliby od razu po kilka ton polepszacza glebowego.

Cały czas stosujemy też zachętę dla mieszkańców, którzy oddają odpady do PSZOK-u. Każdy, kto przywiezie do niego odpady, może zabrać ze sobą pojemnik albo worek i bezpłatnie otrzymać tyle „Żyźniaka”, ile jest w stanie zabrać. Taka możliwość istnieje w PSZOK-ach zarówno stacjonarnych, jak i mobilnych.

Mieszkańcy już ten produkt wypróbowali i uznali, że dobrze sprawdza się w gospodarstwie czy w ogrodzie. Nie narzekamy więc na brak zainteresowania.