Co roku, kiedy wiosną albo latem przejeżdżamy przez tereny wiejskie, gołym okiem widzimy na polach piękny rzepak, pszenicę albo inne rośliny. Wydaje nam się, że nic się nie zmienia. To jednak tylko złudzenie. Na polach są bowiem ciągle nowe rośliny i ich nowe odmiany – coraz doskonalsze, bo bardziej dostosowane do zmian klimatu, a więc np. bardziej odporne na suszę, zaś w zimie na niskie temperatury. 

Zmianę, ale na gorsze, widać za to w miastach, gdzie często tereny zielone i trawniki przekształcają się w klepiska, a jeszcze niedawno piękne drzewa tracą liście i zostają z nich jedynie kikuty. Czy dlatego, że w miastach zwykle brakuje takiej zapobiegliwości i dbałości o rośliny jak w przypadku rolników? 

Nowy klimat na nowe rośliny 

Choć za zieleń w otoczeniu płacimy wszyscy z naszych podatków i należy ona do lokalnej społeczności, to wydaje się, że jest niczyja. Zupełnie tak samo jak klepiska bez niej. Panaceum na taką znieczulicę i wygląd naszych miast ustrojonych w zieleń jest obecnie szybkie dostosowywanie roślin do zmian klimatycznych. One bowiem też niszczą to, co człowiek posieje albo posadzi. 

Można to robić w prosty sposób, bo czerpiąc z doświadczeń natury, która jest bogata w różne gatunki. Także te wymierające ewolucyjnie, bo nie mogące sprostać albo pustynnieniu terenów miejskich, albo ich nadmiernemu nawodnieniu w czasie deszczy. Rośliny więc będą usychać, gnić, ginąć. 

Zakłady zieleni miejskiej w wielu przypadkach odpowiadają na tego rodzaju wyzwania, jak lekarz ratujący człowieka odpowiednimi lekami. W przypadku miejskich ogrodników też tak jest i też dużo to kosztuje. Jednak wydaje się, iż tańsze będzie dostosowanie roślin do obecnych zmian klimatycznych i pogodowych, czyli do konkretnych miast, na konkretne place, gdzie jest konkretna gleba i gdzie panuje konkretny klimat. 

Nie jest to zadanie proste, choćby ze względu na koszty, ale także wielość propozycji i rozwiązań, jakie można zastosować w zależności od lokalnych warunków, czyli bonitacji gleby, miejscowego mikroklimatu i anomalii pogodowych, jakie dotykają dane miasto czy obszar. 

Generalnie należy patrzeć na lokalne warunki i dostosowywać do nich rośliny, dokładnie tak jak robią to rolnicy na swoich polach. Aby za kilka, może kilkanaście lat otaczający nas krajobraz był pełen, jak dziś, zielonych krzewów, drzew czy trawy, wprowadzanie zmian, a czasem eksperymenty należy zacząć już dzisiaj. 

Najbliższa ciału zieleń przy bloku 

Zadanie o takiej skali nie będzie jednak proste w realizacji, bo żeby stworzyć ogród czy trawnik albo tereny zielone odporne na susze lub podtopienia, trzeba włożyć sporo pracy i pieniędzy. 

To wręcz cała technologia czy raczej agrotechnika – wymagająca czasu, odpowiednich technik sadzenia oraz pielęgnacji. I jak w przypadku wojny – pieniędzy, pieniędzy, pieniędzy. Idziemy bowiem na wojnę z naturą i to pod gołym niebem, a to nie są już przelewki.

Dobry ogrodnik jest trochę jak dobry rolnik. Zna ziemię, na której uprawia rośliny, wie, jakie może tam posadzić rośliny, czy lepiej posiać tam trawę, czy może zgodnie z planem „ugorować” kawałek gruntu i stworzyć na nim „dziki” ogród kwietny…

Weźmie więc pod uwagę jakość gleby (klasę bonitacyjną), która ostatecznie zdecyduje, czy fosfor albo potas podać wiosną, czy jesienią pod rośliny jednoroczne, przyorując wzmocnienie; czy zastosować je dolistnie, czy może doglebowo w czasie wegetacji.

Możliwości w tym zakresie ogrodnik ma bardzo wiele, tak jak roślin do wyboru pod glebę i oczywiście pod trwające i nadchodzące coraz bardziej meteorologiczne zmiany.

Może, a nawet już musi selekcjonować drzewa, krzewy, trawy i kwiaty. Musi je bowiem skorelować z tak różnymi czynnikami jak nadmiar i niedobór wody, a także upały i mrozy. Możliwości do wyboru pod gołym niebem ogrodnicy będą teraz mieli tak wiele, jak wiele w Polsce jest miast i ich koncepcji rozwoju zielonej infrastruktury.

Małe jest piękne i odporne 

Ze względu na panujący w Polsce klimat warto w ogrodzie posadzić rośliny odporne na mróz. Ich spory wybór możemy znaleźć wśród bylin i krzewów ozdobnych. Część roślin jest bowiem wrażliwa na niskie temperatury, choćby dlatego, że pochodzą z cieplejszych rejonów globu niż Polska.

Wydaje się, że pierwszym sposobem na ich rozróżnienie i wyselekcjonowanie może być właśnie pochodzenie, np. czy potrafią przetrwać w rejonach globu, gdzie są duże spadki temperatur, choćby na Syberii. 

Gdy roślina pochodzi z kraju o łagodnym klimacie, łagodnych zimach, w Polsce raczej ich nie przetrwa mimo zmian klimatycznych i coraz cieplejszych zim. Chyba że będą to obszary zachodnie lub w części południowe, ale i to nie jest pewne, właśnie ze względu na anomalie pogodowe. 

Dlatego warto wybrać pewniaki. Wśród bylin są to np. złocień arktyczny i malina arktyczna, które są odporne nawet na tak niskie temp jak minus 45°C. 

Tylko niewiele mniej odporne, choć wydaje się, że one też powinny przetrwać naszą zimę, są: fiołek labradorski, aster nowoangielski i aster nowobelgijski, dzwonek skupiony, kosaciec syberyjski, języczka syberyjska, krwawnik pospolity, wiązówka błotna, cebulica syberyjska, głodek syberyjski, wielosił błękitny, pragnia syberyjska czy tak popularne, wręcz pospolite kostrzewa sina, bodziszek czy ukwap.

Przy ich wyborze ważną wskazówką dla ogrodników mogą być też jego doświadczenia z poprzednich lat z tymi samymi lub podobnymi roślinami, które uprawiał w tym samym miejscu. Wtedy jego opinia o danym gatunku, danej odmianie, nomen omen „ugruntuje się” albo zostanie podważona przez zimę.

Podobną wytrzymałość na mróz mają także krzewy ozdobne, np. mikrobiota syberyjska, karagana syberyjska, dereń rozłogowy czy tawlina jarzębolistna. 

Nieco delikatniejsze, bo odporne na mróz rzędu -35°C, są: goździk alpejski, bergenia sercowata, jeżówka purpurowa, dzwonek karpacki, aster alpejski, konwalia majowa, miłek wiosenny, orlik błękitny, przetacznik kłosowy czy dereń kanadyjski. 

Bez drzew się nie da 

Problem dotyczy także drzew, które – jak wskazują eksperci – nie wyginą i nie grozi nam wylesienie, ale klimat stopniowo, acz konsekwentnie zmieni gatunki drzew, które będziemy oglądać za oknami albo na spacerze.

Należy też pamiętać, że będzie to całkowita zmiana ekosystemów, od nich zależnych i z nimi współistniejących. Dlatego realizując zieloną politykę w miastach, trzeba pamiętać, że rośliny miejscowe staną się mniej odporne na coraz większy stres ze strony środowiska i tym samym bardziej wrażliwe na działanie właśnie szkodników bądź chorób. 

Zmieni się i będzie się zmieniać niemal, a może nawet wszystko, bo również patogeny grzybicze i bakteryjne, ich ilość i natężenie. Gdy wysokie temperatury zimą i wiosną wydłużą okres wegetacji, zmieniając jednocześnie cykle wzrostu roślin żywicielskich oraz zmieniając, zmniejszając ich ...