Wieczny niepokój racz nam dać, Panie
Nie ma czytelniejszego obrazu naszych czasów niż to, co dzieje się z drzewami na cmentarzach. Nie ma smutniejszych prób zaprzeczania śmierci niż pozbawianie miejsca spoczynku zmarłych drzew, krzewów i zieleni. Trzeba zatrzymać tę estetyczną, kulturową i sakralną dewastację – nie tylko poprzez zmiany w prawie, ale także poprzez refleksję nad miejscem człowieka w świecie pełnym kryzysów i narastających niepokojów.
Jedne z najwcześniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa to wizyty na cmentarzach, o wiele częstsze niż obecnie. To, co utkwiło mi w pamięci, to zazielenione, omszałe pomniki, drzewa nierzadko rozsadzające groby i jakieś względne pogodzenie się z tym faktem osób odwiedzających miejsca spoczynku swoich bliskich. Gdy więc rozpędzała się wielka polska modernizacyjno-kompulsywna wycinka, przez chwilę zdawało się, że cmentarze pozostaną azylem dla drzew i pozostałej zieleni. Ale niestety i dla nich nadszedł czas zamętu i niepokoju.
Po wejściu w życie niesławnej „Lex Szyszko” siekiery i piły sięgnęły również nekropolii, dewastując je – w ludzkiej perspektywie czasu – bezpowrotnie. Drzewa na cmentarzach, podobnie jak w innych przestrzeniach, zaczęto masowo usuwać ze względów bezpieczeństwa, czystości (spadające liście czy ptasie odchody są dla wielu problemem) oraz z powodu obaw, że korzenie mogą naruszyć groby i pomniki. Nie bez znaczenia były także względy ekonomiczne...