Kryzys na granicy z Białorusią już dziś nie jest obojętny dla polskiej przyrody; budowa zapory i wyprowadzenie z tego obszaru kilku tysięcy osób da przyrodzie pewien oddech – oceniła w rozmowie z PAP wiceminister klimatu i środowiska Małgorzata Golińska.

 

Budowa zapory, która stanie na 186-kilometrowym odcinku granicy z Białorusią i będzie mierzyć 5,5 metra, ruszyła ponad tydzień temu. Budowie sprzeciwiają się ekolodzy, którzy zaapelowali do Komisji Europejskiej o jej wstrzymanie. Do inwestycji nie są stosowane przepisy odrębne, w tym m.in. prawa ochrony środowiska. MKiŚ oraz Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska wchodzą natomiast w skład zespołu ds. budowy zapory, któremu przewodniczy MSWiA.

– Od początku pełnomocnik ds. budowy zapory, pan Marek Chodkiewicz, prowadził z nami konsultacje dotyczące kwestii środowiskowych. Zapora powstanie częściowo na obszarze niezwykle cennym przyrodniczo, więc już na wstępie założyliśmy, że inwestycja musi przebiegać w ścisłej współpracy ze służbami państwa, które są odpowiedzialne za ochronę przyrody. Tak właśnie się dzieje – powiedziała PAP Golińska.

Zapora na granicy z przejściami dla zwierząt

W działaniach biorą także udział Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska, leśnicy z Lasów Państwowych oraz pracownicy Białowieskiego Parku Narodowego. – Stąd też m.in. jedną z pierwszych decyzji, którą uzgodniono, było uwzględnienie w zaporze przejść dla zwierząt – tak, aby korytarze migracyjne nie zostały przerwane. To uzyskało akceptację pełnomocnika i zespołu – dodała wiceminister.

Dopytywana, jak te przejścia będą funkcjonować, Golińska zastrzegła, że nie chce podawać szczegółowych informacji, aby nie zostały później wykorzystane. – Na pewno zostanie zachowana możliwość reakcji na wypadek rosnącego zagrożenia. To też ważna informacja dla osób, które zarzucały nam, że stawiamy dobro zwierząt wyżej niż bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców. Musimy ważyć różne racje – powiedziała.

W kontekście migracji zwierząt zwróciła uwagę, że na Białorusi od kilkudziesięciu lat funkcjonuje ogrodzenie o długości ponad 300 km, również wzdłuż cieków wodnych, bez przejść dla zwierząt. Jak dodała, migracje po stronie białoruskiej były z tego powodu niejednokrotnie uniemożliwiane. – Zdaję sobie sprawę, że gdzieś pojedyncze zwierzęta mogły sforsować ten płot, natomiast w żaden sposób nie przewidywano takich rozwiązań. My jesteśmy od początku uczuleni na to, aby uwzględniać zarówno bezpieczeństwo państwa, jak i bezpieczeństwo przyrody – zapewniła.

Wycinali drzewa w Puszczy Białowieskiej aby rozpalić ogień

Pytana o to, jak budowa – w tym obecność ludzi i sprzętu – wpłynie na roślinność tego obszaru, Golińska zauważyła, że od początku kryzysu na granicy na terenach leśnych i terenach różnych siedlisk “mamy do czynienia z potężną liczbą ludzi”. Zwróciła uwagę, że stale obecnych jest tam kilkanaście tysięcy osób – migrantów, a także funkcjonariuszy i żołnierzy.

Jak mówiła, migranci na terenie Puszczy Białowieskiej często wycinali drzewa, aby rozpalić ogień i móc się przy nim ogrzać, pozostawiano też śmieci. – Dla tych osób nie miało znaczenia, czy jest to obszar lasu gospodarczego czy parku narodowego. Po prostu chcieli jak najszybciej dostać się do osób, które miały je przetransportować dalej, np. do Niemiec – podkreśliła wiceminister.

Oddech dla przyrody

– Sytuacja na granicy poza kwestiami oczywistymi, czyli olbrzymiego problemu migracyjnego sprowokowanego przez reżim białoruski, już dzisiaj nie jest obojętna dla polskiej przyrody. Ustanowienie trwałej zapory, która da szansę na to, aby wyprowadzić stamtąd te kilkanaście tysięcy osób, da pewien oddech przyrodzie – powiedziała Golińska.

Zapewniła przy tym, że negatywne skutki samej budowy będą minimalizowane. Jak wyjaśniła, służby środowiskowe w terenie są w stałym kontakcie ze Strażą Graniczną i zwracają uwagę zwłaszcza na miejsca składowania materiałów – aby nie planować ich w miejscu np. chronionych siedlisk – a także na kwestie dróg dojazdowych, i weryfikują, czy w danym miejscu wycinka drzew jest konieczna. Wskazała też, że Budimex, który pracuje na wrażliwym odcinku, ma zewnętrzny nadzór przyrodniczy. Również służby państwowe, jak dodała, wspomagają wykonawców w tym, aby budowa powodowała jak najmniejsze szkody.

Golińska przypomniała ponadto, że zapora ma znajdować się na szerokości ośmiu metrów, a pas drogi granicznej, który jest wyłączony z różnych form ochrony, to piętnaście metrów. “Będziemy dążyć do tego, aby jak najwięcej obciążeń działo się właśnie w tym pasie” – zaznaczyła.

Czytaj więcej

Skomentuj