Przeprowadzone 8 listopada 2009 r. w gminie Gubin referendum wykazało, że zdecydowana większość, bo 68% jego uczestników, powiedziała „nie” dla planów budowy w gminie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego. Miesiąc później radca prawny Urzędu Gminy Gubin oświadczył, iż referendum miało jedynie charakter konsultacyjny i nie jest wiążące dla organów gminy. Oznacza to, że prace prowadzone w Urzędzie, zmierzające do budowy kopalni, mogą być kontynuowane. Radni (z wyjątkiem jednego) oraz wójt przyjęli argumentację radcy prawnego i nie zamierzali uszanować woli mieszkańców.

Referendum jest formą demokracji bezpośredniej. Władza odwołuje się do niego, gdy sprawa jest natury zasadniczej i występuje mocny podział opinii wśród mieszkańców. Ta forma decydowania jest praktykowana od setek lat, m.in. w różnych kantonach Szwajcarii, gdzie nawet w drobnych z pozoru sprawach przeprowadza się referenda. Ich wyniki są, oczywiście, wiążące dla władz.

Ale w tym wypadku po przykład nie trzeba sięgać aż do Szwajcarii. Podobne referendum miało miejsce w sąsiedniej gminie Brody, gdzie także większość mieszkańców sprzeciwiła się budowie kopalni. Tu jednak radni zachowali honor i szacunek dla reguł demokracji. Pięciu z nich podało się do dymisji, a Rada Gminy, włącznie z wójtem, podjęła decyzję o zaprzestaniu wszelkich prac dotyczących zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego oraz budowy kopalni.

Walka mieszkańców gminy Gubin o swoje prawa trwa nadal. W grudniu 2009 r. pełnomocniczka Grupy Inicjatywnej złożyła pisemne wezwanie, skierowane do wójta i Rady Gminy Gubin, o usunięcie naruszenia prawa, jakim jest nierespektowanie wyniku referendum i dalsze prowadzenie prac nad studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. W odpowiedzi władze gminy wskazały, że mają teraz ważniejsze sprawy, którymi muszą się zająć.

Mieszkańcy i ich społeczni przedstawiciele z Grupy Inicjatywnej czują się zlekceważeni. Nie rozumieją, jak można nie zauważać głosu 68% obywateli gminy, którzy wzięli udział w referendum. Grupa ta złożyła zawiadomienie do odpowiednich organów państwa o inicjatywie przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta i Rady Gminy Gubin. W styczniu 2010 r. zebrano 1000 podpisów z poparciem dla niej. Komisarz Wyborczy podjął decyzję o przeprowadzeniu 18 kwietnia 2010 r. referendum w Gminie Gubin.

Mieszkańcy nie kryją obaw związanych z projektem budowy kopalni – wielkiej odkrywki na dużej części gminy i elektrowni na węgiel brunatny. Wskazują, że są alternatywne modele rozwoju zarówno gmin, jak i energetyki państwa.

Sprawa ta jest ważna z kilku powodów. Pierwszy to poruszony tu problem zasad demokracji bezpośredniej. Jeśli rozstrzygnięcie blisko 70% mieszkańców może być zlekceważone, to może lepiej w ogóle wycofać ten mechanizm z Konstytucji i poruszać się tylko w ramach demokracji przedstawicielskiej? Wybierzemy władze na cztery lata i koniec – będą nie do ruszenia! Mogą robić największe głupstwa i nawet mając przeciwko sobie 99% mieszkańców, będą nietykalni! Natomiast jeśli utrzymujemy referenda jako sposób sprawowania władzy przez mieszkańców, to muszą być one wiążące. Inaczej kompromitują zasady budowanej z trudem od 20 lat demokracji.
Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu. W związku z protestami mieszkańców i samorządów (m.in. także gmin legnickiego Zagłębia Miedziowego) przygotowana jest nowelizacja Prawa górniczego i geologicznego, która ma ubezwłasnowolnić gminy. Jeśli państwo (tak naprawdę rząd) uzna, że gdzieś w Polsce leżą zasoby strategiczne np. węgla brunatnego, może – piszę to w uproszczeniu – „ubezwłasnowolnić gminę i wywłaszczyć ją” z tego terenu (podobnie jak przy budowie autostrad). Mądrze i słusznie, bo co „głupia” gmina i jej mieszkańcy mogą wiedzieć o interesach państwa? A węgiel kopać trzeba i elektrownie są nam potrzebne. No właśnie, czy rzeczywiście?

Czy państwo reprezentowane przez obecny rząd rozważyło „za” i „przeciw” i czy ma przemyślaną politykę energetyczno-klimatyczną? Odpowiedź brzmi: nie! To jest raczej polityka dryfu i bezwładnych, powielanych z ubiegłego wieku rozwiązań. Także liczenia na to, że sprawy ochrony klimatu i jego zmiany nas nie dotyczą. Pisałem o tym wielokrotnie. Co jakiś czas jesteśmy straszeni przyszłym brakiem energii (w domyśle zahamowaniem rozwoju). Na co rząd dziarsko odpowiada: „budujmy nowe elektrownie na węgiel brunatny i elektrownie jądrowe!”. A że energochłonność naszej gospodarki jest 3,2 razy większa niż średnia 15 krajów „starej” UE, jakoś ciągle uchodzi uwadze. Jesteśmy dziurawym wiadrem energetycznym. Zamiast je uszczelniać, wspierając równocześnie budowę odnawialnych źródeł energii, rząd proponuje wywłaszczenie gmin i tworzenie skansenu węglowo-jądrowego. Gminy mają rację, sprzeciwiając się tym odkrywkom. To gminy, nie rząd, realizują długofalowy interes naszego państwa.

Radosław Gawlik, Zieloni 2004, Stowarzyszenie Ekologiczne Eko-Unia


UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj