Postanowiłem napisać kilka słów o wpływie decyzji urzędników na jakość i koszty świadczonych przez nas usług. Wiem, że w pewnym stopniu jesteśmy zależni od braci urzędniczej, więc mój tekst może okazać się pluciem pod wiatr. Niemniej zaryzykuję.

Coraz więcej decyzji administracyjnych podejmowanych na różnych szczeblach w urzędach istotnie wpływa na nasze firmy. Zacznijmy od dokumentu, którym jest plan zagospodarowania przestrzennego. Ma on wiele ważnych aspektów, w tym jeden dość uciążliwy dla firmy wodociągowej. Otóż w momencie pojawienia się w planie nowego obszaru pod zabudowę oczekuje się jego podłączenia do sieci wodociągowej, a potem do kanalizacyjnej. Na koniec pojawiają się roszczenia odszkodowawcze z uwagi na umieszczenie infrastruktury na czyimś gruncie. Pół biedy, gdy o zadośćuczynienie występują osoby, które w sposób naturalny są zainteresowane regulacją stanów prawnych gruntu.

Spekulanci

Problem staje się poważniejszy, gdy ktoś te grunty kupił wyłącznie w celach spekulacyjnych. Wówczas rentę planistyczną, którą mogłaby z tytułu uchwalenia planu otrzymywać gmina, otrzymuje ktoś, kto z procesem planowania ma tyle wspólnego, ile ja z modelem fryzjerskim – czyli nic. To mnie troszkę irytuje, bo sam za swoją wodę płacę i wystarczy już tych kosztów, które są, więc nikt nie musi generować kolejnych. A ci, którzy tworzą warunki, by tak się stało, z reguły utyskują potem na wysokie ceny za wodę (tak na marginesie to ogłaszam konkurs na miasto, w którym gazety nie piszą, że u nich woda nie jest najdroższa w Polsce). Obecne regulacje prawne, obowiązujące między innymi firmy wodociągowe, zapewniają idealne warunki do spekulacji gruntami, za które płaci klient naszej firmy. Niestety, chęć rozwoju gmin odsuwa na dalszy plan racjonalizację wydatków gmin i instytucji w niej działających. Brak regulacji w zakresie całkowitych kosztów społecznych związanych z planami miejscowymi przerzuca dużą część kosztów na kogoś innego niż właściciele gruntów zainteresowanych przekształcaniem ich w tereny mieszkaniowe lub służące aktywizacji gospodarczej. Wiele jest przykładów świadczących o braku spójnych działań optymalizujących koszty działania gminy. Nie powinniśmy się tym martwić, gdyby nie to, że ostatecznie sporą część tych kosztów ponoszą nasze firmy.

Kto za to płaci?

Kolejnym przejawem radosnej twórczości jest ustanawianie przez gminy opłat za infrastrukturę wodociągową i kanalizacyjną w gruntach miejskich. Jeśli przypomnimy sobie, że dostawa wody i odbiór ścieków jest zadaniem własnym gminy, to okaże się, że gmina sama dla siebie ustanawia podatki. Jednakże płaci je ten, komu powierzyła wypełnianie jej ustawowego obowiązku. Gdy weźmiemy pod uwagę opłaty z tego tytułu, np. za umieszczenie infrastruktury w pasie drogowym, za przesył, za zajęcie pasa drogowego lub podatek od nieruchomości, to przekonamy się, że ich suma stanowi ok. 20% kosztów funkcjonowania firmy. Część z gmin, by uniknąć lokowania kosztów w przedsiębiorstwie wodociągowym, nie przekazuje jej majątku, który sama sfinansowała w ramach inwestycji. Takie działanie przypomina zachowanie przysłowiowego strusia – skoro nie widzę tych kosztów (a właściwie jedynie ich nie pokazuję), to znaczy, że ich nie ma. To sposób zarządzania rodem z poprzedniego systemu. Kosztów nie należy nie dostrzegać, lecz nie wolno ich generować. Dlatego trzeba dostosowywać wielkość majątku do możliwości finansowych klientów naszych firm.

Nie my zarabiamy

Na koniec wieść hiobowa, chociaż mam nadzieję, że to tylko plotka. Przeczytałem niedawno o zamiarach zwiększenia maksymalnego poziomu podatku od nieruchomości. Ponieważ obecnie wynosi on 2%, mało prawdopodobne wydaje się, by ktoś chciał go podnieść o pół procenta. Zatem logicznie myśląc, czekać nas może pięćdziesięcioprocentowa podwyżka podatku od nieruchomości. Póki co zakładam, że to jedynie taki przedwczesny żart prima aprilisowy, w dodatku nieudany, bo kolejna podwyżka taryf o kilka procent tylko z tytułu wzrostu stawki podatku specjalnie mnie nie bawi. Obawiam się, że nie będzie również radować naszych klientów. Niestety, wkrótce może okazać się, że nasze firmy staną się filiami urzędu podatkowego, a nie przedsiębiorstwami wodociągowymi.

Udział kosztów zależnych od firmy wodociągowej w całości ponoszonych przez nią kosztów coraz bardziej maleje na rzecz kosztów uzależnionych od decyzji podejmowanych przez urzędników bądź polityków. Taryfy za nasze usługi sukcesywnie rosną, w związku z czym to przedsiębiorstwa wod-kan stają się celem ataków. Przypomina to jednak strzelanie do kozła ofiarnego, bo mam coraz silniejsze wrażenie, że na tarczy powinien być jednak ktoś inny.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj