Służebność przesyłu to nie nowe „kredyty frankowe”
W ostatnich tygodniach przestrzeń publiczną zalała fala reklam firm odszkodowawczych, które obiecują właścicielom gruntów łatwe pieniądze w starciach z przedsiębiorstwami przesyłowymi. Pretekstem do tych obietnic jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2 grudnia 2025 roku (sygn. akt P 10/16). Eksperci ostrzegają jednak: to, co ma być „żyłą złota”, w rzeczywistości może okazać się pułapką, w której klient traci mnóstwo pieniędzy, a jedynym realnym wygranym pozostaje pośrednik.
Kancelarie chętnie przedstawiają sprawy przesyłowe jako pewny zysk, licząc na masowy napływ klientów. Jednak szanse na wygraną niejednokrotnie są wysoce wątpliwe, a sprawy sądowe będą toczyć się latami. Zanim więc zdecydujemy się na kosztowny proces, warto poznać argumenty, którymi dysponują przedsiębiorstwa sieciowe.
Wyrok, którego w świetle prawa nie ma
Podstawowym problemem jest sam status orzeczenia TK z 2 grudnia 2025 r. Posiada ono bowiem poważne wady formalne, ponieważ zostało wydane przez nieprawidłowo obsadzony organ, co przesądziły m.in. Trybunał Sprawiedliwości UE (w wyroku z 18 grudnia 2025 r., sygn. akt C-448/23) oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka. Co więcej, wyrok TK dotychczas nie został opublikowany i w konsekwencji nie wszedł w życie.
Ponadto Trybunał Konstytucyjny przekroczył w tej sprawie swoje kompetencje, wkraczając w obszar zastrzeżony dla Sądu Najwyższego, który posiada wyłączną prerogatywę do kształtowania wiążącej wykładni w tej materii. Sąd Najwyższy od ponad 20 lat utrzymuje jednolitą linię orzeczniczą, z której jasno wynika, że dotychczasowe zasady nabywania służebności na drodze zasiedzenia w pełni spełniają standardy konstytucyjne.
Infrastruktura krytyczna i bezpieczeństwo państwa
Zwolennicy pozwów całkowicie pomijają fundamentalny fakt: sieci przesyłowe stanowią element infrastruktury krytycznej, która ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa. Orzeczenie TK zostało wydane z rażącym naruszeniem zasady proporcjonalności. Nie wyważono w nim interesu prywatnego właścicieli oraz interesu publicznego, którym jest zapewnienie społeczeństwu bezpiecznych i niezawodnych dostaw mediów. Nadanie prawu własności ochrony absolutnej, z całkowitym pominięciem dawnych realiów prawnych, uwarunkowań historycznych i wymogów bezpieczeństwa energetycznego, nie jest możliwe do zaakceptowania.
Ograniczony zakres działania i ochrona praw nabytych
Kancelarie przemilczają ponadto, kogo wyrok nie dotyczy. Tymczasem orzeczenie nie ma żadnego zastosowania m.in. do urządzeń wybudowanych na gruntach Skarbu Państwa przez jednostki państwowe (przed komunalizacją i uwłaszczeniem), ponieważ na własnym gruncie nie pozyskiwano decyzji wywłaszczeniowych. Wyrok nie wpływa również na sytuację infrastruktury budowanej przez samych właścicieli w ramach tzw. Społecznych Komitetów. W takich sprawach roszczenia z góry są pozbawione podstaw. Wyrok narusza ponadto konstytucyjną zasadę ochrony praw nabytych (art. 2 i 64 ust. 2 Konstytucji) – w wielu tysiącach przypadków terminy zasiedzenia przez przedsiębiorstwa już dawno minęły, a skutecznie nabyte ograniczone prawa rzeczowe podlegają bezwzględnej ochronie.
Potrzeba rozwiązań systemowych
Obecne zamieszanie wokół wyroku TK dobitnie pokazuje, że kwestie o fundamentalnym znaczeniu dla państwa nie powinny być areną walki na pozwy. W sprawach przesyłowych kluczowe jest racjonalne ważenie interesu prywatnego z interesem publicznym, jakim jest zapewnienie nam wszystkim bezpiecznych dostaw mediów oraz rozwój infrastruktury krytycznej. Próba rozwiązywania tych spraw wyłącznie poprzez wieloletnie i kosztowne procesy to zrzucanie ciężaru historii na przedsiębiorstwa sieciowe. Zamiast tego Polska pilnie potrzebuje kompleksowych uregulowań, takich jak od lat dyskutowana ustawa korytarzowa. Ustawodawca powinien w końcu wprowadzić jasne i jednolite zasady regulujące relacje między właścicielami gruntów a operatorami.
Kto tak naprawdę zyska?
Zanim właściciele gruntów wejdą na drogę sądową, powinni dokładnie przeanalizować ryzyko. Przedsiębiorstwa przesyłowe dysponują szeregiem merytorycznych argumentów wykraczających poza sam zarzut zasiedzenia. Wielomiesięczne opłacanie pełnomocników i ponoszenie kosztów w sprawach, które nie są oczywiste i będą ciągnąć się latami, to ogromne obciążenie finansowe. Ponadto w toku sprawy to właściciel nieruchomości będzie musiał ponieść koszty powołanych biegłych, bez których sąd nie będzie miał możliwości rozstrzygnięcia. Często jest to kilka do nawet kilkunastu tysięcy złotych. W takich okolicznościach ostateczny rachunek może okazać się niezwykle gorzki dla właściciela gruntu. Jedynym podmiotem, który w tej sytuacji nie ryzykuje i na pewno zarobi, będzie kancelaria odszkodowawcza.
Jacek Szymczak
prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie