Oczywiście powodów tego zjawiska jest wiele, ale jednym z podstawowych jest użycie w Konstytucji dwóch niefortunnych zwrotów, czyli właśnie „ochrony środowiska” i „rozwoju zrównoważonego”. Szczególnie drugi z nich jest wątpliwy, przy głębszym zastanowieniu właściwie nie znaczy nic. Za to jest świetny, żeby wytrzeć sobie nim usta przy działaniach greenwashingowych.

Czy ochrona środowiska i ochrona przyrody to to samo?

Mniej więcej tak brzmiące pytanie otrzymałem na jednym z egzaminów na pierwszym roku studiów. Później sam wymagałem od studentów znajomości rozróżnienia tych pojęć. Na pierwszy rzut oka to synonimy, jednak terminy różnią się diametralnie. Ochrona przyrody ma za zadanie zachować wszystko to, co jeszcze przez człowieka nie zostało zmienione, a jest przez jego działalność zagrożone – czyli np. pozostałości naturalnych lasów, stanowiska reliktowych gatunków czy ptasie gniazda. Z kolei ochrona środowiska zaczyna się tam, gdzie przyroda już została w jakiś sposób naruszona. Działania w ramach ochrony środowiska służą przede wszystkim naprawie już wyrządzonych szkód, np. łagodzeniu skutków wypuszczenia do rzeki ścieków, odbudowy przyrody na terenach zdegradowanych czy choćby recyklingowi. Czyli ochrona przyrody to przede wszystkim zapobieganie, a środowiska – leczenie. I w Konstytucji mowa jest, niestety, o ochronie środowiska, a nie o ochronie przyrody. Czyli zakładamy z góry, że jak trzeba, to przyrodę niszczymy, a potem naprawiamy...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?