Mniej cukru w cukrze, czyli ile jest dziś warta zużyta lodówka?
Dzisiejsze lodówki, choć nadal spełniają tę samą funkcję co dawniej, mają coraz mniej wspólnego ze sprzętem, z którego korzystaliśmy jeszcze kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu. Zmieniły się nie tylko metody chłodzenia, ale też to, z jakich materiałów są skonstruowane – w telegraficznym skrócie można stwierdzić, że tworzywa sztuczne zastępują w nich metale. Jak to wpływa na rynek przetwarzania zużytego sprzętu?
Recykling zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) stanowi jeden z filarów gospodarki o obiegu zamkniętym. Systemy zbierania ZSEE, oparte na zasadzie rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP), mają w założeniu zapewniać stabilne finansowanie zagospodarowania odpadów powstających po zakończeniu cyklu życia urządzeń. W polskim modelu ROP to jednak zakłady przetwarzania pozostają miejscem, w którym regulacyjne założenia zderzają się z realiami rynkowymi. To one muszą jednocześnie realizować cele środowiskowe, zapewniać ciągłość zbierania odpadów oraz utrzymywać ekonomikę procesu na poziomie pozwalającym na dalsze funkcjonowanie.
Dobrym przykładem w dyskusjach o recyklingu ZSEE jest lodówka. Z jednej strony to urządzenie dobrze znane, masowo kupowane i od lat obecne w gospodarstwach domowych. Z drugiej – bardzo dobrze ilustruje, jak głębokim zmianom uległa ekonomika przetwarzania ZSEE w ostatniej dekadzie. Z perspektywy zakładu przetwarzania kluczowe pytanie pozostaje jednak niezmienne: czy cały proces – od przyjęcia odpadu po sprzedaż surowców i rozliczenie dopłaty – się opłaca? Coraz częściej odpowiedź brzmi: tylko pod pewnymi warunkami.
Ten sam proces, inne odpady
Na poziomie technologicznym proces przetwarzania zużytej lodówki pozostał zasadniczo niezmienny: rozładunek, demontaż, separacja frakcji, odzysk czynników chłodniczych, zagospodarowanie odpadów rezydualnych oraz recykling pozyskanych surowców. Zmianie uległ natomiast sam odpad. Pod względem wykorzystanych materiałów lodówka nie jest dziś tym samym urządzeniem co jeszcze 10 lat temu.
Jeszcze niedawno metale żelazne stanowiły niemal połowę masy lodówki; obecnie ich udział spadł do około jednej trzeciej. W ich miejsce pojawiło się więcej tworzyw sztucznych, przede wszystkim polistyrenu. Z kolei zawartość frakcji, których zagospodarowanie przynosi niemal wyłącznie koszty – pianka poliuretanowa (PUR) oraz czynniki chłodnicze – pozostała na zbliżonym poziomie. W praktyce oznacza to jedno: jest mniej tego, co łatwo sprzedać, a tyle samo tego, co zawsze generuje koszt. Wzrost udziału tworzyw sztucznych oznacza dodatkowo silniejsze uzależnienie ekonomiki procesu od warunków dyktowanych przez niestabilny rynek – nie tylko cen, ale również realnego popytu na surowce wtórne.
Funkcję stabilizującą – przynajmniej teoretycznie – mogłyby pełnić metale kolorowe. W praktyce ich znaczenie pozostaje jednak ograniczone. Po pierwsze, ich udział masowy zawsze był w lodówkach niewielki. Po drugie, coraz częściej zdarza się, że sprzęty trafiają do zakładów przetwarzania już pozbawione elementów miedzianych czy aluminiowych. W rezultacie przychody z metali kolorowych nie mają charakteru ani stabilnego, ani przewidywalnego, co ogranicza ich znaczenie w rachunku ekonomicznym procesu.
Niezmiennie rosnące koszty
Równolegle do zmian składu materiałowego systematycznie rosną koszty, z jakimi mierzą się zakłady przetwarzania. Średni koszt zmienny przetworzenia lodówki wzrósł z około 270 zł/Mg w 2016 r. do prawie 600 zł/Mg w 2026 r., czyli o ponad 120%. Wzrost ten nie miał charakteru chwilowego ani cyklicznego. Był efektem nakładania się kilku trendów: rosnących kosztów energii i pracy, coraz wyższych wymagań środowiskowych oraz konieczności utrzymywania i modernizacji instalacji do odzysku substancji niebezpiecznych.
Co istotne, koszty te – z uwagi na swój charakter – nie spadają nawet wtedy, gdy sytuacja na rynku surowców się poprawia. Zakład przetwarzania ponosi je niezależnie od tego, czy lodówka zawiera dużo, czy mało cennych surowców.
Dopłata z organizacji odzysku to fundament
W tym kontekście kluczową rolę zaczyna odgrywać dopłata przekazywana zakładom przez organizacje odzysku ZSEE (PRO). To ona decyduje, czy proces ma szansę „domknąć się” finansowo, i powinna pozostawać w ścisłej relacji z kosztami przetwarzania oraz pozyskania odpadów. W latach 2016–2024 średnia dopłata rosła bardzo dynamicznie – z poziomu około 200 zł/Mg do blisko 800 zł/Mg – jednocześnie charakteryzując się wysoką zmiennością. Po 2024 r. nastąpił jej spadek, mimo dalszego wzrostu kosztów przetwarzania. Wysokość dopłat pozostawała przy tym silnie uzależniona od relacji podaży i popytu ze strony organizacji odzysku, powiązanej z wymogami osiągania minimalnych poziomów zbierania.
Kiedy spojrzymy na relację dopłaty do kosztu przetworzenia, obraz jest jednoznaczny. Przez wiele lat dopłata nie pokrywała nawet pełnego kosztu przetworzenia lodówki; w najlepszych okresach pozwalała jedynie zrównoważyć koszt procesu technologicznego, bez uwzględnienia wydatków ponoszonych na pozyskanie odpadów, ryzyko operacyjne czy konieczne inwestycje.
Co to oznacza dla branży?
Przetwarzanie lodówek – i szerzej ZSEE – nie jest dziś biznesem opartym na wartości surowców. Jest to działalność systemowa, której opłacalność w polskim systemie niemal w całości zależy od konstrukcji i stabilności mechanizmu ROP. Zakłady przetwarzania pełnią jednak funkcję de facto infrastruktury krytycznej: organizują sieć zbierania i logistykę, przejmują odpady, realizują wymagania środowiskowe i absorbują rosnące koszty, nie generując jednak trwałych nadwyżek ekonomicznych.
Warto zaznaczyć, że lodówka jest tylko przykładem, ale bardzo reprezentatywnym. Pokazuje, że wraz ze zmieniającym się składem materiałowym urządzeń nasza uwaga przenosi się z technologii umożliwiających odzysk surowców na system finansowania całego systemu. Koszty przetwarzania będą nadal rosły, a koszty pozyskania odpadów pozostaną wypadkową gry rynkowej prowadzonej przy ustalaniu stawek dopłat od organizacji odzysku oraz tego, co da się odzyskać i sprzedać przy demontażu sprzętów. Można jednak oczekiwać, że cennych surowców w urządzeniach w kolejnych latach będzie coraz mniej. Efektem może być osiągnięcie masy krytycznej, a wtedy uzyskanie dodatniego wyniku finansowego bez zmian systemu finasowania będzie niemożliwe.
To wyraźny sygnał dla rynku i decydentów. Tylko system, który długofalowo zagwarantuje pełne pokrycie realnych kosztów zbierania i przetwarzania ZSEE przez wprowadzających sprzęt, może być systemem trwałym. Wtedy będzie miał szansę połączyć ambitne cele środowiskowe z prawami ekonomii oraz zapewnić stabilność rynku w przyszłości.
dr inż. Robert Wawrzonek
członek Zarządu REMONDIS Electrorecycling