Energetyka rozproszona obroni się sama?
Komisja Europejska zablokowała przepisy, które w zamyśle Ministerstwa Klimatu i Środowiska miały promować autokonsumpcję energii wyprodukowanej przez klastry energetyczne z OZE. Brukselscy urzędnicy wnieśli zastrzeżenia do zakładanego obniżenia kosztów usług dystrybucji. Czy to duże zagrożenie, czy może jednak paradoksalnie szansa dla polskiej energetyki rozproszonej?
W polskiej gospodarce można znaleźć programy i rozwiązania, które istnieją „na papierze”, ale w praktyce nigdy nie zaczęły funkcjonować. Niestety, do tej grupy przez ostatnie lata należał również ustawowy system wsparcia klastrów energii.
Przypomnijmy: w nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii z 2023 r. wprowadzono długo oczekiwany mechanizm wsparcia dla klastrów energii. Miał on zachęcać do lokalnego bilansowania energii z odnawialnych źródeł poprzez obniżenie części opłat dystrybucyjnych dla uczestników klastra. Ponieważ rozwiązanie stanowiło formę pomocy publicznej, jego wejście w życie uzależniono od zgody Komisji Europejskiej.
Komisja stawia weto
Takiej zgody w zaproponowanym kształcie nie udało się uzyskać. Komisja Europejska zgłosiła zastrzeżenia do mechanizmu obniżania kosztów usług dystrybucji, wskazując na obowiązujące zasady rynku energii, zgodnie z którymi taryfy dystrybucyjne powinny odzwierciedlać rzeczywiste koszty ponoszone przez użytkowników systemu elektroenergetycznego. W efekcie rozwiązanie, które miało stać się fundamentem rozwoju klastrów energii, nigdy realnie nie zaczęło obowiązywać, a Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozpoczęło prace nad jego kolejną modyfikacją.
I właśnie w tym miejscu warto zadać pytanie, którego od początku tej dyskusji niemal nikt nie postawił. Czy rzeczywiście problemem była decyzja Komisji Europejskiej? Moim zdaniem nie.
Najbardziej cierpią inwestorzy
Komisja Europejska nie zatrzymała działającego systemu. Zakwestionowała rozwiązanie, które od początku było obarczone poważnymi wadami konstrukcyjnymi. Wielu przedstawicieli środowiska klastrów energii zwracało na to uwagę już na etapie prac legislacyjnych. Niestety, zamiast wsłuchać się w głos praktyków, zdecydowano się na rozwiązanie, które dobrze wyglądało w uzasadnieniu ustawy, ale nie wytrzymało konfrontacji z rzeczywistością oraz przepisami prawa unijnego.
To bardzo ważna różnica. Nie mamy dziś do czynienia z sytuacją, w której Bruksela zatrzymała rozwój klastrów energii, lecz w której źle zaprojektowany system wsparcia nie przeszedł procesu notyfikacji. W praktyce przez kilka lat funkcjonowaliśmy więc z mechanizmem, który został wpisany do ustawy, ale dla samorządów, przedsiębiorców i lokalnych społeczności pozostał fikcją legislacyjną.
Skutki źle przygotowanych przepisów odczuli przede wszystkim ci, którzy najmniej zawinili. Przez blisko trzy lata samorządy, lokalni przedsiębiorcy i uczestnicy klastrów żyli w przekonaniu, że doczekają się pełnego wejścia w życie systemu wsparcia proponowanego przez MKiŚ. Powstawały strategie energetyczne, tworzono klastry, budowano partnerstwa, przygotowywano inwestycje. Tymczasem rozwiązanie, które miało być impulsem do ich rozwoju, istniało wyłącznie na papierze.
Polska przez kilka lat rozwijała zatem klastry energii bez systemu wsparcia, który sama wpisała do ustawy. To zdanie najlepiej podsumowuje obecną sytuację.
Energetyka rozproszona broni się sama?
Paradoksalnie praktyka pokazała jednak coś jeszcze. Najlepsze klastry energii rozwijały się pomimo przepisów, a nie dzięki nim. Tam, gdzie samorządy znalazły partnerów, gdzie przedsiębiorcy dostrzegli wspólny interes, a lokalne spółki komunalne zaczęły współpracować z mieszkańcami i inwestorami, klastry funkcjonują nadal. Nie dlatego, że zachęcił ich do tego ustawowy system wsparcia. Po prostu lokalna energetyka broni się sama, bo ma ekonomiczne i społeczne uzasadnienie.
I właśnie tutaj dochodzimy do sedna problemu. Od kilku lat prowadzimy dyskusję o tym, jak wspierać klastry energii. To źle postawione pytanie. Znacznie ważniejsze brzmi: dlaczego klastry energii nadal nie mogą funkcjonować na normalnych zasadach rynkowych?
Największym błędem ostatnich lat było przekonanie, że rozwój energetyki rozproszonej można oprzeć na jednym mechanizmie wsparcia. Tymczasem problem polega na tym, że próbujemy rozwijać energetykę rozproszoną w modelu rynku zaprojektowanym dla energetyki scentralizowanej.
To trochę tak, jakby próbować rozwijać transport rowerowy, budując wyłącznie autostrady.
Klastry mają stabilizować system
Jednak od początku MKiŚ popełniło jeszcze jeden podstawowy błąd. Klastry energii i spółdzielnie energetyczne potraktowano jak kolejne instrumenty wspierania odnawialnych źródeł energii. Tymczasem ani klaster energii, ani spółdzielnia energetyczna nie są farmą fotowoltaiczną czy elektrownią wiatrową. Są lokalnymi systemami energetycznymi, których zadaniem nie jest wyłącznie produkcja energii. Ich rolą jest lokalne bilansowanie, zarządzanie popytem, rozwój magazynów energii, współpraca z operatorami systemów dystrybucyjnych oraz ograniczanie przepływów energii przez krajowy system elektroenergetyczny.
Dlatego od lat powtarzam jedną rzecz: nie powinniśmy wspierać klastrów energii ani spółdzielni energetycznych. Powinniśmy wspierać efekty, które one przynoszą.
To właśnie lokalne bilansowanie energii daje wymierne korzyści całemu systemowi elektroenergetycznemu. Jeżeli lokalna społeczność ogranicza straty przesyłowe, zwiększa autokonsumpcję energii z OZE, rozwija magazyny energii, poprawia elastyczność sieci i zmniejsza obciążenie krajowego systemu elektroenergetycznego, to właśnie te efekty powinny mieć swoją wartość ekonomiczną.
System powinien wynagradzać efekt, a nie szyld, status klastra lub status spółdzielni, tylko realne korzyści dla systemu elektroenergetycznego.
Klastry energii nie potrzebują specjalnych przywilejów. Potrzebują normalnych zasad funkcjonowania rynku energii. Jeżeli lokalne bilansowanie przynosi korzyści całemu systemowi, to rynek powinien te korzyści wyceniać. Wtedy klastry będą rozwijały się nie dlatego, że otrzymają kolejny mechanizm wsparcia, ale dlatego, że po prostu będą ekonomicznie uzasadnione.
Energetyka się zmieniła
Podobnie jest z kosztami dystrybucji energii. Od dawna nie funkcjonujemy już w modelu tzw. miedzianej płyty, w którym przesłanie energii na kilka kilometrów kosztuje system tyle samo, co przesłanie jej przez pół kraju. Jeżeli energia jest produkowana i zużywana lokalnie, powinna być również inaczej traktowana pod względem kosztów korzystania z sieci. To przecież odzwierciedlenie rzeczywistych kosztów systemowych.
Taki jest zresztą kierunek, który obserwujemy w całej Europie. Coraz większą rolę odgrywają usługi systemowe, elastyczność, magazynowanie energii oraz lokalne bilansowanie. W Polsce nadal próbujemy budować system wokół administracyjnie zaprojektowanych ulg, a to odwrócenie właściwej logiki.
Potrzebujemy przewidywalności
Pozytywnie należy oczywiście ocenić zmiany obowiązujące od końca 2025 r., które umożliwiły jednostkom samorządu terytorialnego łatwiejszy zakup energii od członków klastra bez konieczności stosowania przepisów Prawa zamówień publicznych. To jedna z pierwszych zmian, która rzeczywiście odpowiada na potrzeby samorządów i może przełożyć się na praktykę. Nie rozwiązuje jednak problemu systemowego.
Klastry energii potrzebują stabilnych zasad współpracy z operatorami systemów dystrybucyjnych, rozwoju magazynów energii, dostępu do danych pomiarowych oraz rynku, który będzie wynagradzał lokalną elastyczność. Powinny stać się systemem operacyjnym lokalnej energetyki, integrującym produkcję, magazynowanie, odbiór i zarządzanie energią na poziomie gmin i powiatów, a nie kolejnym programem wsparcia dla wybranej grupy uczestników rynku.
Szansa czy zagrożenie?
Dlatego paradoksalnie stanowisko Komisji Europejskiej może okazać się szansą. Nie dlatego, że zatrzymało wadliwy mechanizm, ale dlatego, że stworzyło możliwość zbudowania systemu od nowa. Nie wokół ulg, wyjątków i administracyjnych preferencji, ale wokół rzeczywistej wartości, jaką klastry energii tworzą dla lokalnych społeczności i całego krajowego systemu elektroenergetycznego.
Jeżeli naprawdę chcemy rozwijać energetykę rozproszoną, przestańmy projektować wyjątki od systemu. Zacznijmy projektować system, który będzie wynagradzał lokalne bilansowanie energii, elastyczność i odpowiedzialność za lokalny rynek energii.
Klastry energii nie potrzebują kolejnej nowelizacji przepisów, a rynku, który wreszcie zacznie wyceniać to, co naprawdę robią.
Tomasz Drzał
prezes Krajowej Izby Klastrów Energii i OZE