Kiedy analizujemy plany polskich cmentarzy, widzimy bezrefleksyjną eksploatację terenu. Metry kwadratowe są sprzedawane pod granitowe płyty, przez co całkowicie zapominamy o docelowej funkcji tej przestrzeni. Rodzima sepulkralistyka utonęła w chaosie wizualnym i przestrzennym. Dominuje tu przypadkowy kamień sprowadzany z drugiego końca świata i wszechobecny, jednorazowy plastik. Konsekwentnie odcinamy nekropolie od miasta wysokimi, betonowymi murami. Traktujemy je jak strefy wykluczone; wstydliwe fragmenty urbanistyki, które należy ukryć przed wzrokiem mieszkańców. Jesteśmy w sytuacji, w której zarządcy cmentarzy wpadli w projektowe błędne koło. Maksymalne zagęszczanie kwater wymusza systematyczną eliminację zieleni. Wycinamy stare drzewa, ponieważ ich korzenie kolidują z głębokimi fundamentami grobowców. Argumentuje się to również faktem, że opadające jesienią liście generują rzekomo niepotrzebne koszty utrzymania, a ich zaleganie oburza właścicieli nagrobków. W ten sposób celowo tworzymy zabetonowane wyspy ciepła. Zamiast chłodnego miejsca wyciszenia i kontemplacji, otrzymujemy latem nagrzaną „patelnię”, na której nie da się wytrzymać dłużej niż kilkanaście minut. Ten błąd jaskrawo widać na przykładzie nowszych kwater Cmentarza Północnego w Warszawie. Wizyta w takim miejscu pamięci jest z definicji traktowana zadaniowo: przyjść, przetrzeć kamień, zostawić znicz, jak najszybciej wyjść.

Refleksja i duchowe przeżycie

Pierwotną funkcją nekro...
Plus

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?

Wykup dostęp — 5,00 zł
Płatności obsługują: PayU BLIK

Masz już dostęp do tego artykułu?

Podaj adres e-mail użyty przy zakupie — wyślemy Ci nowy link dostępu.