Władze Wrocławia wypowiadają wojnę grafficiarzom i wraz z partnerami angażują się w akcję „Chłopaki nie mażą po Wrocławiu”.

Czasami wystarczy parę dni, by ściany zrewitalizowanej kamienicy zamieniły się w "brudnopis". Wandale zostawiając swoje tagi, czyli wykonane sprayem napisy szpecą całe miasto. Niestety kosztami ich głupoty obciążani są mieszkańcy, właściciele nieruchomości, garaży itd.

W większości przypadków wyrządzone w ten sposób szkody przekraczają 250 zł: – Mamy wówczas do czynienia z przestępstwem, za które grozi nawet do 5 lat pozbawienia wolności – tłumaczy asp. Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji, który przekonuje, że wandale nie pozostają bezkarni.

By ułatwić policji wykrycie sprawców należące do gminy kamienice zostaną obfotografowane. Zebrana w ten sposób dokumentacja trafi w ręce funkcjonariuszy. – Takie osoby staramy się zatrzymywać na bieżąco. Działają same, bądź w parze z kolegą i mają od kilkunastu do dwudziestu kilku lat. Często nie zdają sobie sprawy z rozmiarów wyrządzonych szkód – mówi Petrykowski, który podkreśla, że bez wsparcia ze strony mieszkańców zatrzymań byłoby mniej. – Czasem wystarczy nam tylko sygnał, nawet anonimowy. Bywa, że partol znajduje się parę ulic dalej i sprawcę udaje się zatrzymać. Często o powodzeniu decyduje szybkość zgłoszenia, ponieważ wandal działa w określonym rewirze – tłumaczy.

Jak szacują w Zarządzie Zasobu Komunalnego koszt jednorazowego czyszczenia z graffiti wszystkich gminnych nieruchomości wyniósłby ok. 400 tys. zł. – Przykre jest to, że czasem wystarczy chwila, parę dni, by zniweczyć trud rewitalizacji kamienicy. Wandale mażąc sprayami niszczą nie tylko elewacje, ale także piękne elementy zabytkowej stolarki – mówi Urszula Hamkało, rzecznik ZZK.

Jednak walka z wandalami nie zawsze jest "walką z wiatrakami": – W miejscach, w których jest reakcja, w których napisy zostają w krótkim czasie zamalowane bohomazy już się nie pokazują. Efekty potrafią także przynieść telefony na policję czy zwykłe zwracanie uwagi pseudografficiarzom – przekonuje Hamkało.

Wandale szpecą nie tylko budynki, ale także autobusy i tramwaje: – Tylko w tym roku, by pozbyć się bazgrołów, wydaliśmy pół miliona złotych na farby, chemikalia do czyszczenia czy nowe szyby, których nie sposób domyć – tłumaczy Agnieszka Korzeniowska, rzecznik prasowa wrocławskiego MPK. – Wandale nie zdają sobie sprawy z tego, że każdy malunek, każde zniszczenie zostaje odnotowane i sfotografowane. Gromadzimy w ten sposób materiał dowodowy, który włącznie z zapisem kamer z wrocławskich tramwajów i autobusów przekazujemy policji – wyjaśnia rzeczniczka.

Aktualnie we Wrocławiu monitorowanych jest 150 pojazdów. Do jesieni liczba kamer zainstalowanych w autobusach i tramwajach powiększy się o 2 tys. obejmując niemal cały tabor. Jednocześnie MPK zamierza współpracować z prawdziwymi grafficiarzami. – Artyści, którzy wiedzą jak używać puszki ze sprayem będą mogli ozdobić parę naszych pojazdów – zapowiada Agnieszka Korzeniowska.

MIasto zachęca, by poszkodowani właściciele nieruchomości zgłaszali szkody na policję. Należy je wcześniej udokumentować i oszacować poniesione straty. Mieszkańcy paru kamienic, na których bohomazy się powtarzają mogą złożyć pozew zbiorowy.

"Chłopaki nie mażą po Wrocławiu" to akcja, w którą wspólnie zaangażowały się: miasto Wrocław, ATM Grupa, Gazeta Wyborcza, Telewizja Dolnośląska, policja i straż miejska. Jej celem jest zachęcanie mieszkańców Wrocławia do zgłaszania aktów wandalizmu w mieście. 


 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj