Bydgoskie skwery i wysepki zieleni wyschły na pieprz. Ratusz bezradnie rozkłada ręce twierdząc, że nawadnianie zieleńców jest zbyt kosztowne.

– Podlewamy kwietniki i klomby oraz świeżo posadzone drzewka. Natomiast trawników już nawadniać nie możemy, bo nas na to po prostu nie stać. Koszty podlania kilkuset hektarów zieleni ścięłyby nas z nóg. W grę wchodzą nie tylko koszty samej wody, ale też jej transportu na miejsce – mówi Janusz Bordewicz, wicedyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Jak informuje "Express Bydgoski", firmy, które oferowały miastu podlewanie skwerów proponowały zbyt wysokie ceny, jak na możliwości budżetu – rzędu 6 zł za jednorazowe podlanie drzewka. Według urzędników jedynym rozsądnym rozwiązaniem w tej sytuacji jest budowa instalacji do nawadniania trawników. Byłaby ona podłączona do miejskiej sieci wodociągowej. Takie systemy działają, na przykład, w krajach śródziemnomorskich. Polska, ze swoim ocieplającym się klimatem, będzie musiała prędzej czy później zastosować podobne rozwiązania. – Naszą przyszłością jest oszczędne gospodarowanie wodą, oparte na jej zamkniętym obiegu, który na mniejszą skalę stosuje się obecnie choćby w ogródkach działkowych – zaznacza Janusz Bordewicz.

MTP 300 x 250

Miasto próbuje sobie radzić w trudnej sytuacji, jaką stworzyła susza. W Ogrodzie Botanicznym należącym do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku wprowadzono, na przykład dodatkowe dyżury.

źródło: Express Bydgoski

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj