Rosjanie, Ukraińcy, Chińczycy, Amerykanie, Niemcy, Francuzi, Duńczycy… to tylko niektórzy zagraniczni goście, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat odwiedzili Wodociągi Kieleckie. Po co tu przyjeżdżają?

Czy to dobrze? A może jedynie marnują nasz czas? Cóż, ja się z takich wizyt bardzo cieszę.
Piszę ten felieton kilka dni po wizycie w Kielcach kolejnej zagranicznej delegacji. Tym razem byli to goście z ukraińskiej Winnicy, czyli z miasta zaprzyjaźnionego z Kielcami. – Woda z kranu? – to było jedno z pierwszych pytań wicemera miasta Mykoły Formaniuka, kiedy zobaczył na stole karafkę z logo Wodociągów Kieleckich. Od kilku lat nie podajemy już naszym gościom butelkowanej wody, a tylko kranówkę w firmowych karafkach. To jest jeden z testów, który pokazuje różnice między zagranicznymi delegacjami. Osoby z tzw. Zachodu się temu nie dziwią, a goście zza wschodniej granicy są zaskoczeni. Odwiedzają nas Rosjanie, Ukraińcy, Chińczycy, Amerykanie, Niemcy, Francuzi oraz Duńczycy i choć programy tych wizyt wyglądają podobnie, to wszyscy oczekują czegoś innego. Amerykanie, Niemcy i Francuzi podglądają, jak sprawdzają się ich technologie w najnowszych instalacjach. Jestem pewien, że trochę też się od nas uczą, bo wprowadzamy do tych technologii swoje usprawnienia. Dobrym przykładem jest system chłodzenia naszej stacji termicznej utylizacji osadów ściekowych, opartej na francuskiej technologii. Pewien problem, z którym nie poradzili sobie Francuzi, rozwiązał nasz pracownik.

Uczą się i „ściągają”

Trochę inaczej jest z Chińczykami. Oni masowo poprawiają teraz stan swojego środowiska zdewastowanego przyspieszoną industrializacją, a technologie oczyszczania ścieków są dla nich perłą wartą każdych pieniędzy i czasu. Przyjeżdżają więc i patrzą, jak to się robi w państwie „Bolanda”, bo tak nazywają Polskę, która ma niewiele więcej mieszkańców niż jedna chińska metropolia. Słyszałem zresztą ciekawą anegdotę. Jedna z polskich firm otrzymała zamówienie na budowę ciągu technologicznego oczyszczalni ścieków w Chinach. Kiedy nasi specjaliści zjawili się na miejscu i obliczyli zapotrzebowanie miasta, okazało się, że takich ciągów trzeba zbudować od razu kilka. Ale gospodarze upierali się, że potrzebują tylko jednego. Nasi specjaliści zbudowali więc jeden ciąg, wrócili do Polski, a po jakimś czasie na zdjęciach satelitarnych zobaczyli w tym samym miejscu jeszcze kilka takich samych ciągów oczyszczalni.

Inne oczekiwania mają goście zza wschodniej granicy. Ukraińcy i Rosjanie nie tylko dziwią się, że pijemy wodę prosto z kranu, ale dopytują, jak osiągnąć takie standardy u siebie. Widać, że uważają nas za dobry wzór. Zwracają też uwagę na drobne sprawy. Kiedy zwiedzają naszą największą oczyszczalnię ścieków w podkieleckiej gminie Sitkówka-Nowiny, pytają, ilu zatrudniamy ogrodników. Bo po ostatniej modernizacji teren jest zazieleniony, trawa równo koszona, kwiaty i krzewy zadbane, a po obszarze oczyszczalni (21 hektarów) chodzi się chodnikami lub jeździ po asfaltowych uliczkach wewnętrznych. Jeden z Rosjan przyznał: „U nas na teren oczyszczalni bez gumowców nie ma co wchodzić”. Kiedy Ukraińcy zwiedzili naszą stację utylizacji osadów, stwierdzili, że w porównaniu z ich instalacjami to tak, jakby się przesiąść z zaporożca do lexusa.

Między Wschodem a Zachodem

Bohater sztuki Sławomira Mrożka „Kontrakt” mówi, że pochodzi z kraju, który leży „na wschód od Zachodu oraz na zachód od Wschodu”. Nie piszę tego wszystkiego, żeby się tylko chwalić albo wywyższać. Kto inny bardziej niż my rozumie, jak duży dystans trzeba pokonać, by osiągnąć europejskie i światowe standardy w ochronie środowiska? Pamiętam, jak 15-20 lat temu jeździliśmy do wodociągów i oczyszczalni w Niemczech lub Danii i jak nam szczęka opadała, kiedy widzieliśmy ich rozwiązania. A teraz w oczach Niemców widzę zawodową zazdrość, gdy przyjeżdżają do nas. Bo przeskoczyliśmy jeden etap w rozwoju, implementując najnowocześniejsze technologie, a oni jeszcze nie muszą, bo te sprzed lat wciąż się dobrze sprawdzają.

Pod koniec września gościłem w Warszawie na VII Kongresie Wodociągowców Polskich, organizowanym przez naszą izbę. Z przyjemnością słuchałem wypowiedzi, że jesteśmy branżą, która w ostatnich dziesięcioleciach dokonała największego postępu i wzorowo wykorzystała środki unijne. I to teraz owocuje, kiedy gościmy zagraniczne delegacje. Dodatkowo zbiegło się to w czasie z informacją, że londyńska agencja indeksowa FTSE Russell po raz pierwszy awansowała Polskę z grupy krajów rozwijających się do rozwiniętych, do której zalicza się tylko 25 państw na świecie. Mam nadzieję, że wkrótce taką ocenę wystawią nam i inne agencje giełdowe oraz ratingowe. To zobowiązuje. Starajmy się utrzymać ten poziom, aby nie wrócić do koszyka krajów mniej rozwiniętych.

Henryk Milcarz, prezes Wodociągów Kieleckich

Kolędownik 2018 696px
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj