Proszę się nie bać, że zacznę prorokowanie. Ten tekst chcę poświęcić jedynie możliwym scenariuszom rozwoju sytuacji w naszej branży. Być może któryś z nich się spełni?

Pierwszy scenariusz dotyczy sfery regulacyjnej. Obecnie większość z naszych przedsiębiorstw odczuwa skutki dynamicznego wzrostu cen. Do wzrostu cen energii elektrycznej oraz kosztów wynagrodzeń dołączyły w ostatnich miesiącach dynamiczne wzrosty kosztów utylizacji osadów. Problem polega na tym, że w ubiegłym roku, w okresie, gdy składaliśmy wnioski taryfowe, nikt z nas nie mógł raczej przewidzieć takiego rozwoju sytuacji. I tu zaczyna się problem. Możliwy jest on do rozwiązania przez stworzenie opisanego przeze mnie kilka miesięcy temu na tych łamach tzw. koszyka kosztów. Co prawda prowadzić to może, przy dynamicznie zmieniających się kosztach, do nawet corocznej zmiany taryf, jednakże zapewni on płynność funkcjonowania przedsiębiorstw i zapobieżeniu interwencjom regulacyjnym w trakcie okresu obowiązywania taryfy.

Na ile prawdopodobne jest stworzenie takiego rozwiązania? Otóż myślę, że jeśli my jako branża oraz samorządy porozumiemy się w tej sprawie, to będzie można podejść do rozmów z administracją państwową, by takie rozwiązanie zastosować. Najpierw jednak musimy porozumieć się sami z sobą. My, czyli firmy wodociągowe. Co niestety z moich doświadczeń wcale nie jest takie łatwe. Czasem lepiej jest poutyskiwać na skwierczącą rzeczywistość niż próbować ją zmienić. Administracja państwowa nie ma przesłanek jak do tej pory, by istniejący system regulacyjny zmieniać. Zauważalny wzrost kompetencji regulatora będzie raczej prowadził do uszczegóławiania nadzoru i pozyskiwania większej liczby i bardziej aktualnych danych niż do zmiany zasad regulacji taryf. Samorządy z kolei stoją teraz jakby trochę z boku, ponieważ de facto regulatorami już nie są, a system właścicielski jest ograniczony presją społeczną i uwarunkowaniami legislacyjnymi. Stąd też wniosek, że jeśli nam jako branży zależy na większej stabilności finansowej naszych przedsiębiorstw, to sami powinniśmy wychodzić z inicjatywami takich zmian. W przeciwnym razie pozostanie status quo, ponieważ nikogo innego póki co specjalnie on nie dotyka.

Drugim scenariusz, który postanowiłem omówić, jest ewentualna konsolidacja branży. Otóż z różnych źródeł dochodziły mnie jeszcze parę miesięcy temu słuchy, iż rząd zamierza przeprowadzić konsolidację przedsiębiorstw na poziomie powiatów, a następnie ich nacjonalizację. Do drugiego problemu się nie odniosę ponieważ trąci on polityką, natomiast pierwszy już tak bardzo polityczny nie jest. Pomimo iż sam jeszcze niedawno byłem gorącym zwolennikiem konsolidacji, to muszę przyznać, że w świetle badań przeprowadzonych w różnych krajach wcale nie jest oczywisty związek wielkości przedsiębiorstwa ze wzrostem efektywności jego działania. Nie ukrywam, że wynikami tych badań byłem trochę zdziwiony, niemniej jednak każą one na nowo postawić pytanie o zasadność przeprowadzenia konsolidacji i o jej ewentualny zakres. Wydaje się (bo nie jestem już tego teraz pewny), że 2000 przedsiębiorstw na taki kraj jak Polska to za dużo, pozostaje jednak pytanie o to, ile powinno ich być i jak do odpowiedzi na to pytanie dojść. Otóż moim zdaniem można to wyliczyć, oceniając efektywność poszczególnych przedsiębiorstw. Wyniki mogą być bardzo zróżnicowane w zależności od regionów i wielkości przedsiębiorstw w szczególności ze względu na brak spójnej bazy danych dotyczącej przedsiębiorstw. Warto jednak, moim zdaniem, taki trud podjąć, by podejmować decyzje optymalne z punktu widzenia klientów. Nie należy oczekiwać wyników w ciągu roku i pamiętać, że przeprowadzenie takich badań będzie kosztowne. Tu pojawia się pytanie o rolę samorządu wodociągowego (mam na myśli Izbę) w inicjowaniu takich badań.

Kolejne obszary naszej działalności rodzą kolejne scenariusze. Kolejne scenariusze rodzą kolejne pytania. Mam nadzieję, że na wiele z nich znajdzie się odpowiedź w nowej strategii opracowywanej dla Izby. Myślę, że wszyscy chcielibyśmy wiedzieć, w którą stronę podążać, by osiągać cele, które sami sobie wyznaczymy. Dzisiaj jest na to szansa. Strategia to przecież kierunkowskaz dla tych, którzy będą odpowiedzialni za jej realizację. Strategia taka, która będzie bardziej podręcznikiem jak osiągać założone cele niż zbiorem pobożnych życzeń opracowanych nawet przy użyciu najbardziej naukowych metod. Mam nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Felieton został opublikowany w grudniowym wydaniu miesięcznika “Wodociągi-Kanalizacja”. 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj