Mezytylen to jedyna substancja, która mogła zabić życie w Odrze, jaką wskazały z nazwy służby ochrony środowiska w Polsce. Jest używany do produkcji farb, rozpuszczalników, stosują go również fabryki środków ochrony roślin i zakłady metalurgiczne. Gdzie i w jaki sposób mógł się dostać do Odry?

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska oznaczył mezytylen (z prawdopodobieństwem 80 proc.) w próbkach wody z Odry pobranych w Oławie i na śluzie w Lipkach, które zostały pobrane 28 lipca.

Co to jest mezytylen?

Mezytylen to popularny rozpuszczalnik używany w zakładach przemysłowych, najczęściej produkuje się go ze smoły węglowej. Mezytylenu używa się w przemyśle chemicznym, w syntezie organicznej, która jest bardzo złożonym procesem. To z kolei wyklucza jego zastosowanie w gospodarstwach domowych. To substancja używana  do produkcji farb i rozpuszczalników, a także w fabrykach środków ochrony roślin. Stosuje się go również w zakładach metalurgicznych, gdzie jako rozpuszczalnik znajduje zastosowanie w myciu zaolejonych powierzchni.

Jest łatwopalny i drażniący, niebezpieczny dla środowiska i toksyczny dla organizmów wodnych. To substancja, która w Odrze może spowodować spustoszenie o ogromnej skali. Niszczy życie w rzece, zabija ryby i skorupiaki, ale też ssaki wodne, takie jak bobry. Może gromadzić się w ciele ryby i jeśli taką rybę zjemy, to również się zatrujemy.

Mezytylen zatruwa też wszystkie zwierzęta lądowe mające kontakt z wodą, które się jej napiły. Mezytylen to substancja bezbarwna i aromatyczna, a co szczególnie ważne, wchłania się zarówno przez drogi oddechowe, skórę, jak i przewód pokarmowy. Jest więc bardzo niebezpieczna. Dotychczas to jedyna substancja wskazana przez państwowe służby ochrony środowiska, które w kolejnych dniach ścigały się w doniesieniach na temat tego, gdzie w Odrze mezytylenu już nie ma.

Wrocław potwierdza, Opole zaprzecza

Wykrycie mezytylenu na jazie w Lipkach na granicy województw dolnośląskiego i opolskiego może sugerować, że do skażenia doszło właśnie na terenie województwa opolskiego. WIOŚ w Opolu poddaje jednak w wątpliwość ustalenia kolegów z Wrocławia, pisząc w oficjalnym oświadczeniu, że mówienie o tym, że woda na Opolszczyźnie została skażona mezytylenem, jest nieuprawnione.

„Metoda badawcza, jaką jest chromatografia jakościowa, pozwala jedynie ustalić, czy substancja chemiczna, o takiej budowie w ogóle w wodzie się znajduje (określenie 80 proc. jest typowaniem na podstawie wstępnych badań jakościowych), a nie potwierdza jej rzeczywistej obecności. Kolejnym krokiem jest badanie wzorcowe (które dopiero będzie wykonane w Centralnym Laboratorium Badawczym Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska). Nie można więc mówić, bez dalszych badań ilościowych, o obecności mezytylenu w wodach Odry” – czytamy w oficjalnym oświadczeniu WIOŚ w Opolu.

– Metoda chromatografii jest najbardziej wiarygodną metodą oznaczania związków organicznych w roztworach wodnych. Być może kwestionowanie przez opolski WIOŚ zastosowania tej metody przez WIOŚ we Wrocławiu wynika z tego, że ten ostatni podał, że zanieczyszczenie przypłynęło spoza województwa dolnośląskiego, a więc z opolskiego. Byłaby to więc jakaś forma samoobrony opolskiego WIOŚ. Ta przepychanka pokazuje tylko jedno, że nikt nie ma pojęcia o tym, jaka substancja płynie Odrą i zabija w niej życie biologiczne – komentuje prof. Mariusz Czop z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Zatrucie z przyczyn naturalnych

Inspektorzy z Opola nie przedstawili wyników badań, o których piszą, a we Wrocławiu doszli do wniosku, że śnięcie ryb raczej nie jest wynikiem naturalnych procesów, i zawiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa.

O podwyższonym poziomie tlenu w wodach Odry w wyniku dostania się do niej „substancji zewnętrznej” mówił też szef Wód Polskich Przemysław Daca. Tymczasem rzeczniczka prasowa opolskiego WIOŚ, informując braku mezytylenu w próbkach wody zebranych 5 sierpnia przekonywała, że podwyższony poziom tlenu może być „wynikiem naturalnych procesów związanych z kwitnieniem glonów”. Tyle, że zakwit glonów i ich metabolizm zasadniczo odbywają się właśnie kosztem tlenu zawartego w wodzie.

Nie ma przypadku

Wojewódzcy inspektorzy ochrony środowiska dysponują wiedzą o tym, kto, gdzie i jakich substancji niebezpiecznych dla środowiska używa. WIOŚ to w końcu instytucja powołana do ich kontroli. Warunki utylizacji mezytylenu sprawiają, że jego przypadkowe dostanie się do rzeki jest raczej mało prawdopodobne.

– Najbardziej popularną metodą jest jego spalenie, w wyniku czego zamienia się ona po prostu w dwutlenek węgla. Potrzebna jest do tego jednak bardzo wysoka temperatura, by przy okazji nie wydzieliły się inne szkodliwe związki. Inną metodą jest po prostu składowanie w jakimś izolowanym miejscu. Wciąż się to robi, ponieważ koszty spalania są dość wysokie. Zdarzają się też przypadki nielegalnego zakopywania tego rodzaju odpadów – mówi prof. Czop.

Pojawia się zatem pytanie czy mogło gdzieś dojść do rozszczelnienia takich zbiorników albo do innego wypadku, w wyniku którego ich zawartość dostała się do Odry.

Nie mają zdolności

Problem polega na tym (O CZYM SŁUŻBY NIE MÓWIĄ), że wojewódzkie inspektoraty nie mają zdolności badawczych, by wykrywać wszystkie substancje chemiczne w naszym otoczeniu w ciągu 24 godzin.

Części substancji te instytucje nie mają nawet w swojej palecie badawczej. Dlatego trzeba było wysłać próbki wody z Odry do innego laboratorium, choćby zagranicznego, które ma możliwość oznaczenia setek różnego rodzaju substancji.

– W mojej ocenie mówienie o mezytylenie jako przyczynie skażenia jest jeszcze przedwczesne. Nie podano danych o stężeniu mezytylenu w wodzie, ale o toksycznym działaniu tego związku na organizmy wodne w świetle danych literaturowych można mówić, gdy występuje on na poziomie kilkudziesięciu miligramów na litr – mówi prof. Czop.

Reakcje alergiczne

W relacjach wolontariuszy pracujących nad Odrą przy odławianiu śniętych ryb często pojawiają się informacje o reakcjach alergicznych.

– Jeśli, jak informują Wody Polskie i Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, woda w Odrze została silnie natleniona, to raczej dziwne, by toksyną był mezytylen, ponieważ w takich warunkach – jak w przypadku każdej substancji organicznej – doszłoby do jego utlenienia. Czytałem w prasie, że osoby wyciągające śnięte ryby odczuwają jakiś rodzaj podrażnienia skóry. To może wskazywać na bardzo różne substancje, w tym na jakiś roztwór zasadowy, np. wodorotlenek sodu czy wodorotlenek potasu. Ale tego nie dowiemy się bez rzetelnych badań, których wciąż nie ma – podkreśla prof. Czop.

Skandal goni skandal

Informacje na temat zanieczyszczenia były do tej pory nad wyraz skąpe, żeby nie powiedzieć, że nie było ich w ogóle. Dopiero gdy sprawą zaczęły się zajmować niezależne media, głos w sprawie zabrał premier, który zauważył, że sprawa zanieczyszczenia Odry jest skandaliczna.

Minister obrony wysłał nad Odrę żołnierzy, a szef Wód Polskich pojechał „w rejon katastrofy”, której istnieniu zaprzeczał dzień wcześniej na zorganizowanej przez siebie konferencji prasowej. Urzędnicy informowali na niej, że Odra jest „obserwowana i monitorowana”. Gdyby odpowiednie służby miały rzetelne wyniki badań odpowiednio wcześnie możliwe, że można byłoby zrobić dla rzeki znacznie więcej.

– Jest wiele metod usuwania tego rodzaju zanieczyszczeń z wody, również z rzek. W pierwszej kolejności trzeba zatrzymać rozprzestrzenianie się fali, która je niesie. W tym celu trzeba postawić tamę. Wtedy można odpompować skażoną wodę albo przepuścić ją przez jakąś instalację do oczyszczania. Jedna z metod polega na dodaniu do wody substancji utleniającej. Można też ją przepuścić przez złoże węgla aktywnego, który zaabsorbuje toksynę. W najgorszych sytuacjach sorbent wsypuje się wprost do płynącej wody, choć potem jest problem z jego usunięciem – mówi prof. Czop.

Lata odbudowy ekosystemu

Wisła bardzo dobrze poradziła sobie z zatruciem w 2019 z pękniętego kolektora z oczyszczalni ścieków Czajka. Odra będzie miała olbrzymie problemy, bo mamy tutaj do czynienia ze skrajnie niebezpieczną i trującą substancją. Mezytylen płynie Odrą już dość długo, to znaczy, że cały czas jest dopływ trucizny do rzeki.

– Odra, w odróżnieniu od Wisły, jest też rzeką mocno uregulowaną, więc jej potencjał do samooczyszczania jest dość niewielki. Myślę, że po tym zdarzeniu ekosystem Odry będzie się odbudowywał latami – mówi dr Alicja Pawelec z wydziału biologii Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert WWF Polska.

Najgorzej będzie przy samym ujściu trucizny do rzeki, ponieważ nie można wykluczyć, że tam rzeka jest po prostu martwa.

Źródło: wyborcza.pl

Czytaj więcej

6 Komentarze

  1. Sprawcą moze być Pisowiec jak i POpapraniec lub lewak. Wystarczy, że zakopał lub składuje takie substancje w beczkach ,które się rozszczelniły. Nie zmienia to faktu, że zrobił to człowiek.

Skomentuj