1 / 10

Adaptacja do zmian klimatu dla wielu polskich miast, w perspektywie najbliższych dekad, to być albo nie być – oceniają eksperci. Miejskie Plany Adaptacyjne dla 44 największych miast w Polsce były tematem debaty podczas konferencji Instytutu Ochrony Środowiska. Jakie są pierwsze wnioski płynące z projektu?

Zatwierdzony przez Ministerstwo Środowiska projekt zakłada stworzenie w ciągu dwóch lat Miejskich Planów Adaptacji dla 44 polskich miast powyżej 100 tys. mieszkańców, które mają przygotować samorządy do zmian w klimatu. Każdy z nich ma otrzymać swój indywidualny plan – łącznie 44 dokumenty. Będą one identyfikować najpoważniejsze zagrożenia, najbardziej wrażliwe sektory oraz zawierać pakiet działań zwiększających odporność miasta na postępujące zmiany.

Realizacja Miejskich Planów Adaptacji rozpoczęła się w styczniu 2017 r. Zakończenie projektu zaplanowano na początek 2019 r.

„Wczujmy się w zmiany klimatu”

Zaproszeni na łódzką debatę prelegenci – wśród których byli m.in. Paweł Sałek, wiceminister środowiska i pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej oraz Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – starali się odpowiedzieć na pytania związane z adaptacją do zmian klimatu. Czy polega ona tylko na dostosowaniu się do zmian klimatycznych, które w ostatnich kilkunastu-kilkudziesięciu latach mocno się nasiliły? Czy również na wykorzystaniu tych zmian przez miasta? Zdaniem części uczestników spotkania, nie wszystkim na tym zależy.

Problemy utrudniające realizację MPA to między innymi duża presja inwestorów ingerujących w tereny zielone czy zaburzony ład przestrzenny. – Po roku 1989 ład przestrzenny właściwie zniknął z miast – stwierdził Paweł Sałek.

Woda – problem czy zasób?

Ważnym zagadnieniem wynikającym z pierwszego roku realizacji MPA okazało się zagospodarowanie wody w mieście, w tym zachowanie terenów biologicznie czynnych – zlewni czy potoków. Poświęcony został temu odrębny panel środowej sesji.

Większości mieszkańców problem wody postrzega tylko przez zalane ulice i piwnice wynikające z dużego udziału tzw. powierzchni szczelnych w miastach. Woda jest szybko odprowadzana, a kłopoty  pojawiają się w przypadkach braku kanalizacji deszczowej lub nieprawidłowego jej projektowania.

Szybkie odprowadzanie wody do odbiornika stwarza problem powodzi poniżej wylotu kanalizacji do odbiornika. Z drugiej strony borykamy się z suszą. – Wodę można retencjonować, tworzyć przestrzenie wielofunkcyjne pozwalające rozlać się jej dalej niż tylko w korycie rzeki, czy opóźniać odpływ. Musimy przestać postrzegać wody opadowe jako problem, ale jako zasób, który można wykorzystać – zauważył Tomasz Wilk z firmy Arcadis, prowadzący tę część spotkania.

W nawiązaniu do tego głosu wypowiadał się również prof. Piotr Lorens z Towarzystwa Urbanistów Polskich, rozwijając kwestię zagospodarowania wody dla mieszkańców. – Duża część wód z domów i budynków, zamiast trafiać do kanalizacji, mogłaby być ponownie wykorzystywana – stwierdził. – Ale konia z rzędem temu, kto w dzisiejszych realiach przekona mieszkańców kupujących wodę do ponownego jej wykorzystywania. I nie jest to problem dotykający „przeciętnego Kowalskiego”, ale nawet osób, które wydawać by się mogło powinny być bardziej świadome.

Adaptacja do zmian klimatu to „być albo nie być”

Tymczasem dla części miast szeroko rozumiana adaptacja do zmian klimatu to niemal „być albo nie być”. Jak pokazują doświadczenia i badania, jeśli rozwiązaniami adaptacyjnymi nie zajmą się przedstawiciele władz, zajmą się nią mieszkańcy – często wyprowadzając się na przedmieścia albo do gmin ościennych. Miasta na tym tracą, bo w ślad za mieszkańcami – najczęściej tymi bardziej zamożnymi – uciekają podatki odprowadzone do samorządowej kasy.

Debata Ekspercka „Wczujmy się w klimat – adaptacja w mieście”

Posted by Wczujmy się w klimat on Wednesday, 21 February 2018

Być może na dobrej drodze do pozytywnych zmian jest Tomaszów Mazowiecki, dziś – co przyznają również przedstawiciele tamtejszych władz – jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast w Polsce. W 2017 r., miejscowy samorząd przyjął dwa bardzo istotne dla miasta dokumenty: strategię adaptacji do zmian klimatu i strategię gminy samowystarczalnej energetycznie. Jak przypomniał prezydent miasta Marcin Witko, zakładają one całkowitą wymianę taboru miejskiego na autobusy hybrydowe, przebudowę przedsiębiorstwa gospodarki ciepłowniczej na kogeneracyjną, ścisłą współpracę z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej m.in. przy wykorzystaniu ciepłych wód płynących pod miastem; zazielenienie „betonowych” skwerów, utworzenie zbiorników retencyjnych.

Zaadaptowana miejska zieleń

Nie wystarczy posadzić drzew i krzewów, by był to równoznaczne z adaptacją. Podstawą dla zielonej infrastruktury jest dostęp do wody. Miejska zieleń nie powinna być zasilana „wodą z kranu”, ale tą pochodzącą z wód opadowych. To jeden z przykładów adaptacji, które wymieniali uczestnicy konferencji.

Zdaniem ekspertów obecnych na spotkaniu w Łodzi w pierwszej kolejności należy przyjrzeć się strukturom miejskiej zieleni i to do nich dostosować plany. Część pomysłów to łączenie terenów zielonych z zielonymi podwórkami, zielonymi alejami. Od lat budowa drogi łączona jest z budową ścieżki rowerowej. Warto zadbać, by każdy remont czy budowa drogi uwzględniały również budowę czy zagospodarowanie pasa zieleni. Akcje obsadzania skrzyżowań i dróg zielenią inicjowane przez samorządy mogłyby przy okazji aktywizować mieszkańców. Koniec końców, to miasta są dla nich.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj