Wynajmują halę, zwożą odpady, a potem rozpływają się w powietrzu, pozostawiając po sobie do uregulowania rachunek za utylizację – czeskie media opisują metody działania polskiej mafii śmieciowej na terenie Czech.

Dziennik Mlada Fronta Dnes opublikował artykuł o tzw. firmach-krzakach, które przywożą odpady z Polski do Czech, a następnie składują je i porzucają w wynajętych halach. Tony śmieci miały być również zakopywane w kamieniołomach lub podpalane.

Dziennik informuje, że każdego miesiąca do Czech przyjeżdżają ciężarówki z ładunkiem zadeklarowanym jako do recyklingu, choć w istocie zwożą odpady, które nadają się jedynie do utylizacji w spalarni lub składowania.

Polska mafia śmieciowa działa w Czechach

W tym przypadku odpady trafiają do hal produkcyjnych i starych magazynów wynajmowanych przez nieuczciwych biznesmenów z Polski. Oferują oni właścicielom nawet kilkakrotnie wyższe stawki, aniżeli mogliby oni uzyskać od zwykłego najemcy. Przez kilka miesięcy opłacają czynsz puste magazyny, by następnie w ciągu jednej nocy dokonać zrzutu i się ulotnić.

Kończy się to stratą po stronie wynajmującego, który zostaje z magazynem pełnym nielegalnych odpadów i rachunkiem za ich zagospodarowanie. Tymczasem mafia rozpływa się w powietrzu, poszukując kolejnych pustych magazynów.

Było tak w przypadku Jaroslava B., cytowanego przez dziennik. Mężczyzna wynajął polskiej firmie zdewastowaną halę, w której nie było prądu ani wody. W zamian dostawał 35 tys. koron (prawie 6 tys. zł) miesięcznie, czyli ok. trzykrotnie więcej niż mógłby wziąć normalnie. Z pieniędzy nie cieszył się długo – wkrótce okazało się, że będzie musiał przeznaczyć je na utylizację starych opon, które znalazł w magazynie.

1000 zł za tonę śmieci

Szacuje się, że nieuczciwe firmy mogą zarabiać na tym 6 tys koron (ok. 1 tys. zł) za każdą tonę odpadów – po odliczeniu kosztów transportu i opłat za wynajem. Przypomnijmy, że koszt utylizacji jednej tony to w Polsce i Czechach 13 tys. koron (2,2 tys. zł), a w państwach zachodnich trzy razy więcej – podaje dziennik.

W artykule pojawiają się także przykłady porzucenia dwustu palet z beczkami wypełnionymi substancjami chemicznymi, które znaleziono w zrujnowanej hali. Miało tego być nawet pół miliona litrów chemikaliów pochodzących z lakierni. Teraz z problemem będą musiały się uporać władze miejskie Frydku-Mistku, a ma je to kosztować blisko milion koron.

Samochody ciężarowe zwoziły też w ostatnim czasie kontenery do hali Lubomira Batelki, mieszkańca miejscowości Mieszice pod Pragą. Mężczyzna powiadomił policję, że na wynajętej przez niego posesji porzucono około tysiąca starych opon samochodowych a także drewniane podkłady kolejowe. Cena za zagospodarowanie odpadów to 750 tys. koron (125 tys. zł). Cytowany przez gazetę Batelka powiedział, że “takich pieniędzy nie posiada i nie wie co będzie dalej”.

Czeska policja przestrzega mieszkańców przed wynajmowaniem obiektów i wyczula przed przyjmowaniem podejrzanych ofert najmu.

Źródło: Polsat News

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj