– Nie wiem, jak wygląda zrównoważony rozwój w innych dziedzinach gospodarki, w szczególności w przemyśle wytwórczym, niemniej w przypadku biopaliw to nie tylko górnolotne hasło, ale fakt prawny, decydujący o być albo nie być dla wytwórców – pisze Adam Stępień z Krajowej Izby Biopaliw.

kibZrównoważony rozwój w tym obszarze definiują konkretne kryteria progowe, których niespełnienie powoduje automatyczną eliminację z rynku. Wśród nich kluczową rolę odgrywa minimalny próg redukcji emisji gazów cieplarnianych, wynoszący obecnie co najmniej 35% w stosunku do kopalnego odpowiednika. I jak to z procentami bywa, najważniejszą kwestią jest wartość, która stanowi punkt wyjściowy wyliczeń. Obserwując to, co się dzieje w legislacji europejskiej, nietrudno odnieść wrażenie, że chyba ktoś na siłę chce nam udowodnić, że nie ma czegoś takiego jak „dobre”, zrównoważone biopaliwa, w szczególności wytwarzane z surowców rolnych.

Najpierw bowiem Komisja Europejska zaproponowała dodawanie do emisji biopaliw, wynikających z uprawy surowców, procesów technologicznych i transportu, emisji związanych z tym, że gdzieś tam, kilka tysięcy kilometrów dalej, ktoś inny zdecydował się na stworzenie plantacji rolnej na terenie dotychczas zajmowanym przez lasy. Pytanie brzmi – jak wytłumaczyć polskiemu rolnikowi, że jego rzepak już nie nadaje się do produkcji biopaliw, ponieważ emituje za dużo dwutlenku węgla? Co prawda odbywa się to po drugiej stronie globu, ale, wg KE, średnio każdy z nich postępuje źle.

Z drugiej strony, jeżeli wyliczamy rzeczywiste emisje wynikające z uprawy tego samego rzepaku w Polsce, to KE mówi „nie” dla uśredniania ich wartości, choćby z perspektywy jednej instalacji czy magazynu. Zakaz ten ma na celu ograniczenie uczestnictwa w systemie „złych”, wysokoemisyjnych surowców. Teoretycznie ma to sens, ale coś z konsekwencją i logiką tych dwóch wspomnianych działań jest chyba nie tak. Co więcej, ta sama KE zaproponowała w ostatnim czasie podwyższenie wartości referencyjnej emisji z paliw kopalnych, i to o prawie 15%, lecz nie dotyczy to biopaliw, tzn. wymagana minimalna redukcja emisji GHG nadal ma być liczona w odniesieniu do dotychczasowej, mniejszej wartości.

Reasumując, we wszystkich pozostałych działaniach związanych z szacowaniem wyliczeń emisyjności paliw (tylko jakich właściwie?), jedynie wartość środowiskowa biopaliw miałaby być liczona względem wartości emisji, która właśnie została podważona przez tę samą instytucję. Można zatem odnieść wrażenie, że teza została postawiona już wcześniej, a obecnie zbieramy „dane” i „fakty”, które w sposób jednoznaczny ją udowodnią. Taka konstrukcja przepisów sprowadza się bowiem do selektywnego podchodzenia do zasad w zależności od tego, o czym mówimy. Wydaje się jednak, że to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy rzeczywistość prawna zatacza błędne koło. Wystarczy przypomnieć debatę dotyczącą projektu dyrektywy w sprawie rozmieszczania infrastruktury paliw alternatywnych przyjętej w styczniu br., w której na początku stwierdza się, że „głównymi alternatywnymi rodzajami paliw są energia elektryczna, wodór, biopaliwa, gaz ziemny oraz skroplony gaz ropopochodny”, natomiast w dalszej części o biopaliwach trudno znaleźć choćby wzmiankę. No i konia z rzędem temu, kto wskaże, na czym polega alternatywność LPG w stosunku do innych paliw produkowanych z tej samej ropy naftowej. Warto wspomnieć, że prawie 60% LPG importujemy z Rosji. Ot, i dywersyfikacja.

Adam Stępień
Krajowa Izba Biopaliw

„Czysta Energia” 12/2014

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj