Firmy prywatne zrzeszone w ZPGO to także małe, często rodzinne przedsiębiorstwa. W czasie epidemii koronawirusa borykają się jednak z podobnymi problemami, jak duże firmy komunalne. Jak ocenia Karol Wójcik, przewodniczący rady Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami oraz rzecznik firmy Byś, dobrze, że ustawodawca pracuje nad stosownymi przepisami, choć część z nich wymaga pilnej poprawy.

Firmy prywatne zrzeszone w ZPGO to także małe, często rodzinne przedsiębiorstwa. W czasie epidemii koronawirusa borykają się jednak z podobnymi problemami, jak duże firmy komunalne. Jak mówił Karol Wójcik, koronawirus „nie jest ani prywatny, ani samorządowy”. – Nawet jeśli nasycimy instalację maszynami, bez ludzi nie może ona funkcjonować – stwierdził.

Stąd właśnie postulat podpisany m.in. przez ZPGO, by w przypadku wyłączenia zakładu (mimo, że obecnie do takich sytuacji nie dochodzi), odpady mogły trafiać prosto na składowiska lub spalarni. Zdaniem Wójcika, problemem jest jednak zapis zaproponowany 21 marca w projekcie nowelizacji specustawy. ZGPO ma wątpliwości odnośnie brzmienia art. 11b. – W proponowanym brzmieniu ten artykuł nie załatwi nam sprawy – uważa.

Ważne, choć niespójne przepisy

Nawet jeśli decyzją wojewody odpady komunalne będzie można zawieźć do składowania lub spalania, to jednak, zdaniem Wójcika, ustawodawca użył „dość pokrętnego zapisu”, czyli odpadów niemedycznych, związanych ze zwalczaniem koronawirusa (odpady wytwarzane w związku z przeciwdziałaniem COVID-19 inne niż odpady medyczne o właściwościach zakaźnych – przyp. red.). – Te zapisy trzeba poprawić – stwierdził.

Wśród przedstawicieli branży gospodarki odpadami pojawiają się obawy, że pod hasłem „koronawirus” niektórzy przedsiębiorcy będą chcieli pozbywać się kłopotliwych, przez lata gromadzonych, odpadów.

– To musi być rzeczywiście regulacja specjalna, która co prawda z ekologią ma niewiele wspólnego, ale w obecnej sytuacji nie ma nic cenniejszego niż zdrowie – stwierdził. – Dlatego ze smutkiem przyjąłem publiczne wypowiedzi jednego z recyklerów, że recykling musi działać mimo koronawirusa. Nie, w sytuacji zagrożenia, nie musi działać. Dobrze, że ustawodawca przewiduje decyzję wojewody i pozwala kierować odpady prosto na składowisko – podkreślił przedstawiciel ZPGO.

Za niespójne ZPGO uważa podejście rządu do kwestii odpadów wytarzanych przez mieszkańców objętych kwarantanną. – Z jednej strony mamy zaostrzenie restrykcji wobec osób łamiących zasady kwarantanny, więc sprawa jest poważna i podejrzenia, a jednocześnie mamy zapewnienie Ministerstwa Klimatu, że odpady wytwarzane przez osoby objęte kwarantanną należy traktować jak normalne odpady komunalne. No, coś tu nie gra – komentował Karol Wójcik.

Firmy odbierające odpady chcą, by odpady odbierane od osób objętych kwarantanną były odbierane w osobnym trybie i przekazać je, tak jak odpady medyczne i niebezpieczne, do termicznego przekształcania.

Kadry i finanse

Jak przekonuje Wójcik, aktualnie „nie dzieje się nic dramatycznego”. – Staramy się pracować normalnie. Choć rygory sanitarne i BHP zostały tak zaostrzone, że do biura wchodzę jak do szpitala – żartował Wójcik.

Firmy odpadowe borykają się jednak z problemami kadrowymi. – Dziś każde przeziębienie to powód do pozostania w domu. I słusznie. Znaczna część pracowników pracuje w trybie home office, jednak odpady trzeba odebrać. Dlatego prosimy mieszkańców, by w miarę możliwości się nie kontaktowali się z naszymi pracownikami – mówił.

Na tę chwilę nie ma sygnałów, że epidemia koronawirusa podniesie koszty funkcjonowania przedsiębiorstw. Jeśli droga odpadów zostanie skrócona, koszty mogą być nawet niższe.

Problemem może być spadek przychodów. – Koronawirus odbije się na pewno na naszych usługach realizowanych dla indywidualnych kontrahentów. Przedsiębiorstwa działają w mniejszym zakresie, wytwarzają mniej odpadów. Ten problem jest już widoczny – podsumował Karol Wójcik.

Czytaj więcej

Skomentuj