Minister Henryk Kowalczyk zapowiedział, że resort środowiska będzie starał się o znowelizowanie przepisów dotyczących opłat za torebki foliowe. Po wprowadzeniu podatku prawdopodobnie zebrano wielokrotnie mniej pieniędzy niż zakładała nowelizacja ustawy o opakowaniach.

Obowiązkowa opłata za torby foliowe w sklepach to następstwo nowelizacji ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi przegłosowanej przez Sejm na koniec 2017 r. Od 1 stycznia 2018 r. dla toreb o grubości od 15 do 50 mikrometrów ustalono podatek w wysokości 20 gr za sztukę.

Zbieranie opłat za foliówki według nowych przepisów jest obowiązkiem przedsiębiorców, którzy udostępniają klientom tego typu opakowania. Do 15 marca 2019 r. firmy musiały przelać przychody z opłaty recyklingowej na konta urzędów marszałkowskich.

Resort zakładał, że w pierwszym roku obowiązywania przepisów suma opłat wyniesie ok. 1,15 mld zł. Jednak według wyliczeń “Gazety Wyborczej” kwota ta jest dużo mniejsza, bo ok. 64 mln zł.

Choć minister Henryk Kowalczyk mówił w sobotę w Otwocku, że wprowadzenie opłaty recyklingowej “spotkało się z pozytywnym odbiorem wśród społeczeństwa i coraz więcej osób zabiera na zakupy własną ekotorbę”, to nie ukrywał jednocześnie, że przepisy wymagają poprawy.

– Obawiamy się, że niektóre sklepy oferują bezpłatne grubsze foliówki i trzeba temu zapobiec – powiedział minister, odnosząc się do sklepów, które oferują torby o grubości powyżej 50 mikrometrów, tym samym unikając podatku.

– Złożę propozycję, aby torebki cienkie jak i te grubsze były płatne – zadeklarował Henryk Kowalczyk. – Jeżeli chodzi o tak zwane zrywki, które służą do bezpośredniego kontaktu z żywnością, to one dalej pozostaną bezpłatne, bo jest to zgodne z dyrektywą europejską – dodał.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj