Mawia się, że przyroda nie znosi próżni i zanikanie jednego składnika otwiera przestrzeń dla innych elementów i procesów – często wcześniej tłumionych. Dotyczy to także presji, jaką człowiek wywiera na ekosystemy, które zanikając, dają przyrodzie szansę stopniowej regeneracji. Wykorzystanie zdolności natury do odtwarzania się może stanowić trzon adaptacji miast do postępujących zmian klimatu i wzmacniać ich odporność na zagrożenia, z którymi borykają się współczesne metropolie. Co w tym zakresie może nam powiedzieć nauka i wyniki wieloletnich badań prowadzonych w polskich miastach?

Miasta są doskonałym poligonem do obserwacji odtwarzania się przyrody i badań procesów renaturalizacji, jako że są to miejsca skrajnie zmienione przez człowieka, a to właśnie na licznych obszarach zaburzonych, zanieczyszczonych i w różny sposób zdegradowanych możemy zaobserwować, jak przyroda sukcesywnie wypełnia i zabliźnia stworzone przez człowieka rany. Podstawą tego procesu jest zjawisko naturalnej sukcesji, czyli sekwencja przemian roślinności prowadząca do zmiany jej składu gatunkowego i dostosowania do warunków siedliskowych. Aby zdegradowany ekosystem mógł się odbudowywać, kluczowe w tym procesie są organizmy, które przetrwają w skrajnie niekorzystnych warunkach i zapoczątkują dalsze przemiany, organizmy, które wraz m.in. z przyrostem materii organicznej będą mogły być z czasem zastąpione przez te bardziej wymagające. Są to najczęściej gatunki synantropijne, związane z człowiekiem i jego działalnością, powszechnie określane jako chwasty. To właśnie ich niesamowite zdolności przetrwania w trudnych warunkach i adaptacji będą obiektem naszych rozważań o odporności miast. Naturalna sukcesja zachodzi na naszych oczach we wszystkich ekosystemach, jest jednak zatrzymywana lub wręcz cofana przy każdym koszeniu z usuwaniem biomasy czy przy wycince drzew. Zieleń miast stanowi mieszaninę terenów naturalnych, półnaturalnych i tych w pełni stworzonych przez człowieka, z których wszystkie podlegają sukcesji naturalnej, zaburzanej bądź nie przez zabiegi pielęgnacyjne.

Tereny zieleni nieformalnej, nieużytki, chaszcze czy rezerwuar przyrody

Pośród zróżnicowanych obszarów zieleni w mieście, której celem istnienia jest przede wszystkim poprawa estetyki miast, pragniemy zwrócić uwagę czytelnika na obszary nieco wymykające się ogólnie przyjętej klasyfikacji, czyli tzw. nieużytki, zieleń nieformalną, chaszcze. Ich cechą charakterystyczną jest to, że występująca tam roślinność nie jest efektem wprowadzenia przez człowieka, ale powstała samoczynnie na skutek wspomnianej wcześniej sukcesji roślinnej. Skąd w mieście roślinność spontaniczna? Zarówno powody, jak i skala zjawiska mogą być różne, począwszy od zarzucenia tradycyjnego użytkowania rolniczego czy nieuregulowanych praw własności do działki, po degradację gruntu związaną z procesem inwestycyjnym. Mogą to być wielohektarowe powierzchnie dawnych pól uprawnych, których uprawa obecnie staje się nieopłacalna, a także zieleń miejska, która przez dłuższy czas nie jest pielęgnowana i zarasta chwastami, choć z naszego punktu widzenia powiedzielibyśmy raczej, że przeobraża się na skutek naturalnej sukcesji. Tego rodzaju roślinność dobrze znosi niekorzystne warunki, np. zmiany klimatu. Strategie roślin synantropijnych skupiają się na szybkim i efektywnym zajmowaniu stanowiska kosztem konkurencyjności, przy czym mamy tu do czynienia ze stopniowymi, ewolucyjnymi zmianami. Ponadto tego rodzaju roślinność rozprzestrzenia się bez udziału człowieka i wnika w zaburzone przestrzenie, a proces ten stanowi istotę niekontrolowanej sukcesji.

Dlaczego warto bardziej dokładnie spojrzeć na występującą dookoła nas zieleń spontaniczną? Chociażby dlatego, że jej obecność nic nie kosztuje, powstała samoistnie, a wypełniając luki pomiędzy istniejącymi w mieście reliktami naturalnych ekosystemów a zielenią urządzoną, wykonuje dla nas ogrom pracy i bezkosztowo daje szereg benefitów dla społeczeństwa. Ponadto zieleń w mieście jest zasobem deficytowym i nie każdy mieszkaniec ma możliwość korzystania z jej dobrodziejstw, podczas gdy coraz więcej badań naukowych wskazuje na szereg korzyści z regularnego kontaktu z przyrodą. W obliczu niedostatków zieleni to właśnie tereny nieużytków (a może właśnie użytków) w sposób niezamierzony stają się substytutami parków i miejsc wypoczynku, wyrównują szanse w dostępie do przyrody dla społeczeństwa. O przyrodzie i dostępie do niej mówi się coraz częściej w kontekście tzw. sprawiedliwości środowiskowej jako o dobru, do którego każdy obywatel powinien mieć zapewniony równy dostęp, analogicznie do edukacji czy świadczeń zdrowotnych. Jak wykazują badania naukowe prowadzone w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, powierzchnie spontanicznej zieleni są znacznie powszechniejsze niż się sądzi – występują powszechnie we wszystkich kategoriach terenów zieleni, można je spotkać zarówno w parkach, jak i na terenach rolniczych. Na podstawie prawie 3 tys. terenowych punktów referencyjnych z powierzchni Warszawy oraz analiz zdjęć satelitarnych oceniliśmy, że tylko 54% zieleni w ciągu roku podlega pielęgnacji, podczas gdy w pozostałej części procesy sukcesji następują i nie są zaburzane przez co najmniej 3 lata. W parkach przyrost biomasy i brak pielęgnacji dotyczył aż ponad 46% powierzchni. W praktyce potwierdza to rolę roślinności spontanicznej dla mieszkańców ze względu na jej znaczący udział, ale także oznacza, że otacza nas znacznie więcej dzikości, niż można by się spodziewać.

Styl formalny vs styl naturalistyczny

Rozważając kwestie związane z proekologicznym, a zarazem przyjaznym człowiekowi projektowaniem miejskiej zieleni, nie można nie zauważyć wyraźnej opozycji dwóch styl&...