Prezydenckie weto wobec tzw. nowej ustawy wiatrakowej nie było zaskoczeniem i nie zmieniło zasadniczo perspektyw rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce. Kluczowe bariery leżą gdzie indziej. Należą do nich przede wszystkim ciągłe problemy z przyłączeniem nowych inwestycji do sieci, przewlekłe procedury środowiskowe, a także dowolność w interpretacji obowiązujących przepisów przez administrację na niekorzyść inwestycji. Dziś to one hamują inwestycje bardziej niż spór o to, czy wiatraki można budować w odległości 700 m, czy 500 m od zabudowań. W Polsce wieje. Wieje mocno i stabilnie – wystarczająco, by zasilić miliony domów i firm. Mamy przestrzeń, mamy technologie, mamy ludzi, którzy chcą w tym uczestniczyć. A jednak energetyka wiatrowa, zamiast zapewniać nam tanią i czystą energię, wciąż ma wiatr w oczy. Nie dlatego, że brakuje nam potencjału, ale dlatego, że system skutecznie go marnuje.

Przyłączeniowa ruletka

Największą barierą polskiej transformacji energetycznej jest chaos przyłączeniowy. Projekty, które mają akceptację społeczną i zgody planistyczne, latami czekają na decyzje operatorów sieci. Brak jasnych kryteriów sprawia, że inwestorzy działają jak w kasynie – składają wnioski z nadzieją, że może akurat ich projekt prześlizgnie się przez biurokratyczne sito, znajdzie się we właściwym miejscu i czasie. W efekcie nawet tysiące megawatów ...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?