Na początku września br. Polska Spółka Gazownictwa przyłączyła do swojej sieci gazowej pierwszą biometanownię zlokalizowaną w cukrowni w Strzelinie, należącą do firmy Südzucker. To największa taka instalacja w Europie. Czy należy się z tego cieszyć? Niekoniecznie – ta jedna „jaskółka” nie zmienia bowiem kompromitującej nasz kraj sytuacji, w której – mając ogromny potencjał produkcyjny (szacowany na blisko 8 mld m3 bioCH4) – jesteśmy de facto pustynią biometanową.  Dzieje się też tak pomimo faktu, że aktualnie warunki finansowania dla instalacji biometanowych do mocy 1 MW (licząc w ekwiwalencie mocy elektrycznej – w biometanie to ok. 2,15 mln m3 rocznej produkcji) są najlepsze w całej UE – dla instalacji biogazu rolniczego wynoszą bowiem nawet 545 zł/MWh liczoną w gazie (538 zł dla komunalnego) i z gwarancją 20 lat produkcji, przy czym cena jest indeksowana o wskaźnik inflacji. Oznacza to, że taka instalacja może przynieść rocznie ponad 10 mln zł przychodu z tytułu sprzedaży biometanu. Dlaczego więc te instalacje nie powstają?

W czym tkwi problem?

Wydaje się, że problem leży przede wszystkim w legislacji. O ile biometanownie rolnicze do ekwiwalentu mocy 0,5 MW mogą powstawać w uproszczonej procedurze legislacyjnej (bez decyzji środowiskowej, raportu oddziaływania na środowisko i konsultacji społecznych), to problem pojawia się po stronie możliwości przyłączeniowych do sieci gazowych PSG. Chodzi tu przede wszystkim o dwa aspekty: chłonność...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?